Re: Sarmackie wakacje

From: Jacques de Brolle <debrolle_usunto_at_poczta.fm>
Date: 29 Jul 2009 16:45:47 +0200

Będę wdzięczny, jeśli następnym razem, zanim przystąpi Książę do redagowania odpowiedzi na cudze uwagi, zechciał się z tymi uwagami zapoznać.

Nikt w Dreamlandzie nie odmawia Morvanowi państwowości. Nie zrobiłem tego również w swoim poście. Życzę chłopakom samych sukcesów. Nasze błogosławieństwo nie było im do tego potrzebne.

Ratyfikując tamta umowę włożyliśmy pompkę w szprychy Sarmatom. Stało się. Nie protestowałem, akceptuję decyzję Regenta i naszego Rządu. Całe przedsięwzięcie rozegrało się przy milczącej aprobacie ze strony tej garstki Dreamlandczyków, której jeszcze nie znudziła się nasza zabawa. Takie zagrania są u nas na ogół dobrze widziane. Nikt w Królestwie nie oponował, gdy przed kilkoma tygodniami morvański neokid ciskał w diuka Łaskiego granatami. Wszak ludzie w górach powiadają, że Sarmaci spółkują z kozami. Można się natrząsać z kolegów z Grodziska, ale nie róbmy tego tak siermiężnie.

Oto wykładnia mojego listu. Wiedziałby to Książę, gdyby zdążył ów list doczytać.

Obraża Książę wszystkich, którzy nie podzielają jego przedniego zamysłu na urządzenie mikroświata. Czy forsuję własną, autorską, alternatywą wizję Kosmosu, jak sugeruje mi A. de’ Archien?

Pozwalam sobie na ten luksus, by nie mieć żadnej. Skutek uboczny: lepsze krążenie, niezła praca nerek. Może dlatego na nikogo nie „leję ciepłym lagerem”.

„Debrollizm”, „krasomówczy balsam na obolałe serca”, „język uniwersalny Leibniza”,” „Talmud Ebruzów”? I nie muszę się przy tym podpisywać jako "Szara Eminencja"?

Czyżby jakaś projekcja?

Wszystkie moje publiczne wystąpienia z ostatnich dwóch, trzech lat, a zatem od czasu, gdy wyszedłem na papierosa i niemal dałem sobie spokój z naszą wirtualną zabawą, sprowadzają się do jednego apelu: Nie opowiadać nonsensów.

Czy wychodzę swe swojej dziupli? Czy czytam prasę? Czy zaglądam do sąsiadów? Zapewniam Księcia, że robię to regularnie, zwykle po dziwiątej. A czy zajrzałem do Morvanu? To znaczy, że już mają jakieś granice? Nie są pojęciem bez desygnatu?

Problem jest w gruncie rzeczy banalny. Można, oczywiście, rozwodzić się nad ontologią świata mikronacji, ale ściągnąłby sobie na głowę kolejne pikantne zarzuty. Muszę pamiętać, że zatrzymałem się na etapie Hegla.

Proszę zrezygnować z argumentów personalnych.

    Jacques de Brolle



Chcesz czuc sie bezpiecznie podczas wakacyjnych podrozy? Nie zapomnij o tym, by sie ubezpieczyc. Najtaniej zrobisz to na http://link.interia.pl/f2284 Kliknij i sprawdz. Received on Wed 29 Jul 2009 - 07:46:28 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET