Tym razem się z towarzyszem de Brolle nie zgodzę. Mam wrażenie, że wpadł w tę pułapkę, którą zastawili sarmaccy decydenci - tzn. fakt uznania Morvanu przez Dreamland jest dla niego zbrodnią zasługującą na najwyższy wymiar kary, tu nie może być okoliczności łagodzących, a przez uznawanie "separatystycznego" Morvanu psujemy Sarmatom zabawę.
Odnoszę wrażenie, że dawno - prawdopodobnie nigdy - nie był redaktor w Morvanie. Widziałby, że ludzie zamieszkujący WRM w tworzenie swojej mikronacji włożyli sporo pracy - czy nie jest też tak, że psuje się im zabawę, uparcie odmawiając im prawa do państwowości? Sarmatom w żaden sposób nasza decyzja nie przeszkadza - tu najrozsądniejsze wydaje się stanowisko mojego brata Szymona, który jasno powiedział, że jeśli Sarmacja nie ma ochoty na rozmowy z Morvanem, to niech go po prostu ignoruje. Ja dodam, że pomijając oczywisty spór o historię, symbole, etc., jest Morvan bardzo twórczą i wcale nieźle rozwiniętą mikronacją.
Czy zauważyłem, by do "chórku" dołączyli inni Dreamlandczycy? Owszem - między innymi nasz Premier i MSZ, z którymi (jako nieformalny doradca Rządu do spraw zagranicznych) stale współpracuję. Ośmielam się zauważyć, że to redaktor jest pierwszym Dreamlandczykiem, który zabiera na naszej LD głos przeciw uznaniu Morvanu...
Główny błąd redaktora i jemu podobnych leży jednak w czym innym. Moje stanowisko (zgodne ze stanowiskiem Rządu), że uznanie mikronacji nie wiąże się z uznaniem jej granic, mają za pozycję "nominalistyczną", za niewiele więcej niż zabieg retoryczny. Ja widzę to w skrajnie odmienny sposób - pustosłowiem jest właśnie mówienie o tym, że mikronacja ma jakieś jasno określone granice na mapie świata, podległe jej terytorium, etc. Wymóg posiadania terytorium jest ściśle formalny, wynika z naszej troski o zachowanie pewnych podobieństw do świata realnego. W rzeczywistości, technicznie rzecz biorąc, państwo wirtualne nie musi określać swojego terytorium.
Poza tym - nie istnieje już wspólna mapa mikronacji i - jak mówiłem - sporów terytorialnych jest mnóstwo. Powtórzę, że Dreamland nie byłby w stanie zaakceptować na przykład postulowanych granic Sarmacji. Wiem, że redaktor, jako legenda Głosu Weblandu, rości sobie prawo do definiowania kształtu polskiego mikroświata. Rozumiem. Ale prawda jest taka, że nie da się już w tej chwili ani stworzyć "obiektywnej" mapy świata wirtualnego, ani tym bardziej jej pokolorować, podzielić między poszczególne mikronacje.
Racja Królestwa Dreamlandu jest bardzo klarowna - dziwi mnie, że redaktor tego nie zauważył. Nie chcemy odmawiać Morvanowi państwowości. Chcemy w razie potrzeby móc prowadzić tam normalne działania dyplomatyczne. Nie chcemy, żeby w wypadku suwerennej i nieagresywnej decyzji dyplomatycznej grożono nam wojną i serią ultimatów.
Przykro mi, że nie mogę wdać się w głębszą polemikę z redaktorem de Brolle - niestety, stanowisko, które zaprezentował, wydaje mi się dość... płytkie. Jego głos jest wyrwany z kontekstu polityki wewnętrznej i międzynarodowej, z sytuacji w v-świecie, oderwany zupełnie od kwestii Morvanu... De Brolle powtarza niestety stary grzech dreamlandzkiej polityki - twierdzi, że schematy, które sprawdziły się raz (najczęście te ukute przez dinozaury pokroju de Brolle'a, Ghardina, etc.) sprawdzą się zawsze. Okoliczności są stale te same. Narzędzia są stale te same. Język jest ten sam, a więc wzorce zachowań również. Taki betonowy strukturalizm świata wirtualnego.
Czy zarzucam redaktorowi de Brolle niewiedzę? Nie, absolutnie. Po prostu jest to wiedza nieprzedmiotowa, oderwana od sprawy, dopasowywana do niej z wielkim wysiłkiem, słowo po słowie, tak, żeby cała misterna struktura utrzymała jeszcze ciężar znakomitej jak zwykle retoryki. Debrollizm stał się zamkniętym, rzekomo uniwersalnym systemem myśli społeczno-politycznej, zdolnym do rozwikłania każdego problemu, lejącym krasomówczy balsam na obolałe serca zagubionych Dreamlandczyków; jest nową "Ars magna" Lullusa, językiem uniwersalnym Leibniza, Talmudem Ebruzów, wirtualnym kamieniem filozoficznym, Opus Majus Bacona, heglowskim Duchem i liczbą 42.
Jakoś to do mnie w całości nie przemawia.
Pozdrawiam,
książę Alchien
Szara Eminencja
PS Zapomniałem o pytaniu o mandat demokratyczny - nie posiadam formalnego mandatu, jestem głosem dreamlandzkiej ulicy, chłopa, robotnika i postępowego inteligenta. Na pochybel monarchokefaszystom i reakcji.
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET