Podziwiam niespożyte siły księcia d’Archiena i, podobnie jak wielu na ogół milczących subskrybentów tej listy, odczuwam czasem rodzaj niezdrowej satysfakcji, że jest książę członkiem naszej drużyny. W ciągu dekady swego istnienia Królestwo nazbyt często odczuwało dotkliwy brak dostatecznie silnych charakterów w szeregach swych przedstawicieli. Doprawdy – energetyka Księcia bije na głowę energetykę całych prowincji. Z czasem to, co było naszą narodową słabością, właśnie owa anemiczność i rodzaj chłodnej powściągliwości, stało się siłą i znakiem firmowym Królestwa: tam, gdzie jedni widzieli niemotę, patologiczne wahanie i brak reakcji, inni w dobrej wierze woleli dostrzegać trzeźwe dostojeństwo i polityczne wyrachowanie.
Od czasu do czasu przyjemnie jest jednak zobaczyć Dreamlandczyka z lekko podwyższonym poziomem testosteronu. Na arenie wewnętrznej osobę Księcia porównałbym najchętniej do Svobody, Nagisy czy Estreichera. Podobny zmysł ironii, podobne wyczucie absurdu i umowności naszej zabawy. Przy tym wszystkim trochę plugawe szwarccharaktery. I Bóg widział, że to było dobre.
A jednak rola, jaką Książę odgrywa w tej groteskowym utarczce z Sarmatami, wywołuje we mnie krańcowo negatywne odczucia. Przypuszczam, że nie tylko we mnie.
Ratyfikowany przez dreamlandzką stronę traktat z Morvanem w ostatecznym bilansie okazuje się zagraniem szkodliwym. Prawdą jest, że dokument nie rozstrzyga o przebiegu jakichkolwiek granic. Uznanie faktu istnienia danego tworu państwowego nie jest jednak aktem tak abstrakcyjnym, jak życzyliby sobie tego niektórzy nasi przedstawiciele. Nominalista d’Archien utrzymuje, że póki co uznaliśmy co najwyżej istnienie pustego pojęcia, jakim jest Wolna Republika Morvan. Ale to pojęcie obciążane jest pewnym desygnatem. Republika, jak każda mikronacja, funkcjonuje w jasno określonym środowisku międzynarodowym, zamknięta w określonych granicach, uwikłana w określone relacje. Naiwnością jest twierdzić, że posunięcie Dreamlandu, w kontekście tarć morvańsko-sarmackich, nie miało charakteru politycznej prowokacji, że nie było, jak chcielibyśmy w to wierzyć, aktem bezinteresownej złośliwości z naszej strony. Więcej nawet – jeśli nieszczęsny traktat z 22 lipca nie miał takiego charakteru, to nie miał żadnego innego, z czego od początku zdawali sobie sprawę wszyscy zainteresowani. Nie był to po prostu neutralny gest wynikający z naturalnego prawa do realizowania suwerennej polityki zagranicznej, co do znudzenia powtarzamy sobie przed zaśnięciem. Dajmy spokój z tymi banałami. Jeśli nie możemy inteligentnie argumentować na własną korzyść, przynajmniej nie bądźmy śmieszni.
Współczuję Sarmatom. Odnoszę wrażenie, że większość z nich poważnie traktuje godziny spędzone przed monitorem. Co najmniej kilku osobom popsuliśmy zabawę. Sami nie ugraliśmy niczego, zaś Królestwo Dreamlandu niezasłużenie zyskało w ostatnich dniach twarz księcia d’Archiena.
Występując w charakterze Ojca Świeckiego, innym razem jako Marszałek Armii Królewskiej, jeszcze innym po prostu jako osoba prywatna, podejrzanie nadpobudliwy książę d’Archien, od pewnego czasu skutecznie animuje wydarzenia na skalę pankosmiczną, realizując zupełnie prywatny zamysł, którego oczywistość niekoniecznie udziela się innym Dreamlandczykom.
Celowo czy nie - konsekwentnie pracuje Książę na reputację czołowego sarmatofoba. Dlaczego jednak w swoich diatrybach używa Książę liczby mnogiej? „Nie twierdzimy tego, twierdzimy tamto”. Zauważył Książę, by do tego potępieńczego chórku przyłączyli się inni Dreamlandczycy? Dysponuje Książę demokratycznym mandatem do artykułowania moich poglądów? Czyichkolwiek w tym Królestwie? Takim mandatem nie jest z pewnością funkcja Marszałka Armii KD (frapujące, że szczęśliwie skojarzona z piuską Ojca Świeckiego.)
Przed trzema tygodniami przetoczyła się na tej liście dyskusja na temat kształtu polityki zagranicznej naszego rządu. Jedną ze swych wypowiedzi spuentował Książę w sposób następujący: „Sarmacja to monarchokefaszystowscy imperialiści. Nie będzierozmów z Sarmacją póki do głosu nie dojdzie tam klasa robotnicza i postępowa inteligencja!”.
To, jak widzę, rodzaj aksjomatu, podłoża, z którego wyrastają kolejne Księcia argumenty. Abstrahując od jej celowo napastliwego charakteru, nie podzielam tej opinii z prostego powodu. Nie grzeszy inteligencją. Doprawdy – dzisiaj dorzuca Książę do pieca dużo i z uporem godnym lepszej sprawy.
Korespondencja Księcia w swym uporczywym charakterze opiera się o agresywny spam. Mniejsza jednak o częstotliwość tych zaczepek. A jednak wyjawienie zapisu prywatnej rozmowy, choćby najbardziej pikantnej, było zagraniem poniżej pasa. Kiedyś może zabraknąć Szarej Eminencji chętnych do kolejnej pogawędki.
Czemu mają służyć forwardowane na listę dreamlandzką wyimki z list scholandzkiej czy sarmackiej? Czemu służą podsuwane nam w ostatnich tygodniach linki do scholandzkich dokumentów rządowych, prawda, że koślawo sformułowanych, ale, jak Książę doskonale wie, napisano w Dreamlandzie całe akapity językiem nieporównywalnie bardziej kalekim, ale nikt dziś nie protestuje, gdy mechanicznie podsuwamy je do wykucia kolejnym pokoleniom studentów dreamlandzkich uczelni.
W ostatnim miesiącu nikt nie prowokował częściej niż książę d’Archien. Abstrahując od nieszczęsnego traktatu z Morvanen, którego niepodobna zapisać na konto Szarej Eminencji, uparcie prezentuje nam Książę sąsiadów jako komicznych idiotów, a przecież nie trzeba wiele, by ten i ów dał wiarę tym nonsensom. Sarmaci nigdy nie mieli u nas dobrej prasy i w takich jak ta chwilach na ogół gładko łykamy podobne prawdy. Że Sarmaci od czasu do czasu wypisują o nas podobne głupstwa? Nie szkodzi.
Wczoraj wicehrabia Rozman klarownie wyłożył racje uparcie demonizowanych przez Księcia Sarmatów. Był to jeden z bardziej dorzecznych głosów w tej dyskusji. Dziwię się, że przybysze z Grodziska nie stracili jeszcze cierpliwości i wciąż ustawiają się w kolejce do mównicy. Również diuk Łaski wykazuje zaskakująco dużo taktu. Nawet niedawne zestawienie naszego Księcia z Adolfem Hitlerem, choć grubo ciosane, od biedy uznać można za zabawne, jeśli nie za zgoła nobilitujące.
Raz jeszcze – współczuję Sarmatom, ale jeszcze bardziej – Dreamlandczykom.
Pozdrawiam,
Jacques de Brolle
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET