Jeszcze raz.
***
Ekscelencjo!
Odbieram słowa WE jako bardzo wyważone i taktowne - co mnie cieszy i mile zaskakuje - ale będę jednak polemizował, gdyż niektóre punkty w wypowiedzi Ekscelencji wydały mi się... co najmniej kuriozalne.
> Okres, w którym jest dane mi złożyć wizytę, jest okresem jak się okazało
> również kampanii wyborczej do Parlamentu KD. Pod adresem Państwa, którego
> mam zaszczyt być głową rządu, padają dość ostre sformułowania. Królestwo
> Dreamlandu i Księstwo Sarmacji, są jednak skazane na współpracę.
W moim przekonaniu Sarmacja, prowadząc politykę opartą na tym stwierdzeniu ("Królestwo Dreamlandu i Księstwo Sarmacji są jednak wskazane na współpracę"), popełnia kardynalny błąd. Ale nie tylko błąd - ujawnia też własne mocarstwowe ambicje. To bowiem tylko wariacja na temat uniwersalnego twierdzenia "Państwo X i Sarmacja są skazane na współpracę". Otóż - może Ekscelencję zaskoczę - nie są. Nie istnieje między nami zależność gospodarcza, nie ma ryzyka starcia zbrojnego; w warunkach wirtualnych prawie nigdy nie występuje sytuacja, w której "skazani jesteśmy na współpracę" z kimkolwiek. Ale Sarmacja tego nie przyzna. Dlaczego? Bowiem wiązałoby się to z uznaniem, że jedyną relacją, na jakiej można budować w świecie wirtualnym wzajemne stosunki z innym narodem, jest relacja dobrej woli i wzajemnej korzyści; nie przynależności, posiadania i nakazu. Sarmaci przynajmniej od kilku lat wolą w punkcie wyjścia wszelkich rozmów ustawić postulat "musicie z nami rozmawiać" - w ten sposób zyskują pewną przewagę we wszelkich rozmowach, jako dyktujący ich wstępne warunki ("musimy ze sobą rozmawiać") i jako mający wiedzę-władzę, tudzież wyłączność na ich interpretowanie (bo to "my, Sarmaci" wiemy, że musimy ze sobą rozmawiać). Czy można to określić inaczej niż jako postawę imperialistyczną?
I dlatego Stronnictwo Federalne w swojej Deklaracji Programowej postawiło sprawę stosunków dyplomatycznych z Sarmacją jasno - nie, nie musimy z nimi rozmawiać. Nikt nam nie każe prowadzić rozmów ani z Sarmacją, ani ze Scholandią, ani z kimkolwiek innym. Nikt nie może, nawet w tak niebezpośredni i zakamuflowany sposób, pozbawić Dreamlandu samodzielności i zdolności decydowania o własnej polityce. Będziemy rozmawiać wtedy, kiedy we wzajemnych stosunkach zobaczymy perspektywę konkretnego rozwoju Dreamlandu, konkretnych korzyści dla obywateli KD.
> Jeśli nie
> będziemy ze sobą rozmawiać - to nasze konflikty będą tylko narastać.
Jakie konflikty? Wydaje mi się, że sarmatosceptycy w KD nie dostrzegają jakichkolwiek bezpośrednich konfliktów na linii Dreamopolis-Grodzisk. Po prostu nie widzimy sensu w angażowaniu się w kontakty z Sarmacją - ani w formie sojuszu, ani w formie sporu. Postulujemy, żeby nie traktować Sarmacji jako państwa uprzywilejowanego w naszej polityce zagranicznej.
> A sÄ…
> kwestie, w których bez bilateralnych rozmów nie zrealizujemy pomysłów, które
> stoją w interesie całego wirtualnego świata.
>
> Pomysły o których mówię to przykładowo - światowe rankingi, światowa wymiana
> gospodarcza, wirtualne EXPO, czy choćby wirtualna wymiana walut. Są to
> zadania, z którymi prawdopodobnie w najbliższych latach będzie potrzeba
> zmierzyć się na forum OPM. I właśnie w tych kwestiach nie powinniśmy
> dopuszczać do rozgrywek sojuszy - a doprowadzać do jak najszerszego
> porozumienia. Bez współpracy Dreamland-Sarmacja, choćby tak niewielkiej jak
> systematyczne rozmowy głów rządów wiele światowych przedsięwzięć pozostanie
> fikcjÄ….
Niektóre z przedsięwzięć, o których mówi Ekscelencja, Dreamland jest w stanie organizować z innymi mikronacjami, np. z Wandystanem (wymiana walut). Inne wymagają tylko konkretnych przygotowań przed daną inicjatywą (EXPO), nie potrzeba do nich "systematych rozmów". Jeszcze inne - pozostają dla mnie dyplomatycznym bełkotem (światowa wymiana gospodarcza? Że co, przepraszam?). A jeśli chodzi o "światowy ranking", np. miast... Czy podczas dyskusji na jednym tego typu rankingiem, całkiem niedawno, w gmachu OPM, JXW Piotr Mikołaj nie ogłosił przypadkiem światu, że dodał delegatów Wandystanu do listy osób ignorowanych i zaprzestaje lektury ich postów? Jeśli to jest "szerokie porozumienie" - to chyba różnice między nami są większe, niż się Ekscelencji zdaje.
W ogóle rozbawiła mnie retoryka "porozumienia dla porozumienia" :) Rozumiem, że inicjatywy, które wymienia Ekscelencja, są nie tyle celem tworzenia porozumień, co uwidaczniają po prostu, że "porozumienie" jako takie jest potrzebne? By żyło się lepiej - wszystkim? Względnie - by narody rosły w siłę, a ludziom żyło się dostatniej? Przypomina mi się taka ciekawa satyra z okresu ostatniej kampanii prezydenckiej w USA, dostępna na http://sendables.jibjab.com/originals/time_for_some_campaignin (bliżej mi co prawda do Demokratów, ale satyrę nadal uważam za trafną); tam około 1:12 pojawia się postać obecnie-już-prezydenta Obamy, który śpiewa mniej więcej tak:
Gosh, I'm so tir'd of divisive exchange,
And I got one or two things to say about change,
Like the change we must change
to the change we hold dear.
I really like change,
have I made myself clear?
(i komentarz innych postaci: so he'll talk about change till you're deaf in the ear...)
Mam nadzieję, że aluzja pozostaje czytelna :) Do mnie - i myślę, że do wielu innych osób, szczególnie poza Sarmacją - ta retoryka nie trafia. Porozumienie samo w sobie nie ma wartości, więc - jeśli nic się nie zmieni - żyjmy sobie w pokoju, ale... osobno.
Pozdrawiam,
książę Alchien
Received on Thu 09 Jul 2009 - 15:00:31 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET