Re: [dreamland] Uzasadnienie wniosku SF o wotum nieufności wobec RK

From: Jacques de Brolle <debrolle_usunto_at_poczta.fm>
Date: 09 Jul 2009 07:05:47 +0200

Trudno wyobrazić sobie lepszy moment do ogłoszenia podobnej inicjatywy. Szanownym autorom przedkładanej nam Deklaracji gratuluję refleksu. Pejzaż ideowy naszego sennego Królestwa z pewnością na tym zyska, nadarza się również wspaniała sposobność do dyskusji na temat kondycji naszej społeczności. Winszuję wyczucia chwili– dokument pojawia się w kilka godzin po tym, jak królewski regent zarządził wybory Izby Poselskie o kolejnej już, nomen omen, trzynastej kadencji. Jest i kolejna wreszcie szczęśliwa okoliczność – uwiąd naszego życia publicznego i raz po raz ponawiane apele o plan działania. Wszystkie przywołane przesłanki pozwalają spojrzeć na przedsięwzięcie towarzyszy ze Stronnictwa Federalnego jako na rodzaj opatrznościowego sztabu antykryzysowego.         

Krytyczne ostrze Deklaracji wymierzone jest, jak czytam, zarówno w Rząd, jak i Parlament, organy sekowane kolejno za „kuriozalnie niską aktywność” i „jałowość podejmowanych działań”. Pełna zgoda, towarzysze. Jest to słaby Rząd, i jeszcze słabszy Parlament, choć, pamiętam dobrze, zdarzały nam się słabsze Rządy, i jeszcze słabsze Parlamenty.

A jednak zrządzeniem Losu współautor Deklaracji, znany i lubiany Muggler von Littendorff, od dłuższego czasu zasiada w ławach tegoż Parlamentu. Więcej nawet, więcej i gorzej – Muggler von Littendorff otrzymał przed kilkunastoma godzinami publiczną reprymendę od Marszałka Izby Poselskiej, który nie może najwyraźniej zrozumieć, jak to możliwe, że baron Littendorff od dwóch miesięcy nie bierze udziału w pracach Izby. Leni się? Focha uciął? Sam chętnie bym się dowiedział, co się właściwie zepsuło w sprawnym dotychczas mechanizmie, tym bardziej, że na Pana Littendorffa oddałem głos w ostatnich wyborach. W pewnym sensie - to mój człowiek.

Tymczasem stwierdzam tylko, że pisać o parlamentarnej jałowości baron Littendorff nie ma dziś moralnego prawa. Domagać się dymisji Premiera w sytuacji, gdy samemu nie zaanonsowało się jeszcze powrotu z plaży, to jednak pewna przesada.

Postulaty autorów Deklaracji są ze wszech miar warte natychmiastowego wdrożenia. Moje pełne poparcie, towarzysze! Podobnie jak Wy domagam się, cytuję, „sprawnie działającego systemu gospodarczego”, „rewitalizacji dreamlandzkiej prasy, ongi najwybitniejszej w mikroświecie” i „aktywizacji prowincji Królestwa”. Gwarantuję jednak Panom, że tego samego pragnie również nie kto inny, jak Premier Jazłowiecki i cały jego chwilowo zahibernowany gabinet. Tyle tylko, że przynajmniej dwóch z trzech powyższych celów nie zrealizuje żaden minister federalnego rządu, z tej prostej przyczyny, że jest właśnie ministrem rządu federalnego. Ujmując rzecz bardziej plastycznie: to nie jego parafia.

Zgrabnie towarzysze puentujecie, wkazując, czego dzisiaj najbardziej potrzebujemy: „Konkretna analiza i konkretna reforma”. Ależ analizujcie i reformujcie, nie róbcie przy tym tylko niepotrzebnego wrzasku. Niemal każdy z subskrybentów tej listy piastował swego czasu urząd burmistrza, ministra, sędziego czy posła. Ten i ów zasiadał nawet na tronie. Każdy spróbował swych sił, również Panowie, niektórzy więcej niż raz, zaś dzisiejszy kształt Dreamlandu, w sensie prawno-ustrojowym, jest efektem kilku tysięcy roboczogodzin kolejno zmieniających się przy taśmie reformatorów.

Prezentowana nam obecnie Deklaracja to uzupełniona o sugestie prowandejsko usposobionego księcia Alchiena kolejna wersja listu, jaki baron Littendorff wysłał 28 lutego, gdy decydowały się losy kampanii wyborczej do Izby Poselskiej bieżącej kadencji („Garść pomysłów Stronnictwa Federalnego”, #30124). Jak pamiętamy, Stronnictwo tamte wybory wygrało nieznaczną przewagą głosów, zaś w wyniku późniejszego uwiądu sił witalnych połowy naszych posłów, w tym aż dwóch z konkurencyjnej kadrowo, bo przecież nie programowo Platformy Obywatelskiej KD, uzyskało przewagę dostateczną, by swoje pomysły przeforsować. Nie dość, że tych pomysłów nie zgłosiło, a zatem i nie przeforsowało, to z jakichś tajemniczych przyczyn niemal zaniechało udziału w kolejnych głosowaniach. Jeśli chlubny wyjątek Pana de Godwina czegokolwiek dowodzi, to chyba tylko tego, że ów znalazł się w złym towarzystwie.

Po czterech miesiącach stagnacji koledzy ze Stronnictwa podkładają nam pod nosy reprint tamtej odezwy i żadnej gwarancji, że wrócą z urlopu. Chciałbym kibicować federalistom, którzy, jak się wydaje, jako jedyni w Królestwie legitymują się dzisiaj wyrazistym programem politycznym, ale chwilowo najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie chyba przedłużenie mandatu ekipie K. Jazłowieckiego, wzmocnionej nieoczekiwanie P. Svobodą, zawodnikiem ciężkiej kategorii. Nikt nie lubi być robiony w konia.

   Jacques de Brolle    



Teraz teledysk Grupy Operacyjnej razem z tekstem piosenki! Zobacz na >>> http://link.interia.pl/f223e Received on Wed 08 Jul 2009 - 22:06:23 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET