Śledząc dyskusję, mam wrażenie, że wielu nie do końca zdaje sobie sprawę z tego czym jest Senat. Nie jest on, w sensie uprawnień i roli, takim samym organem jak IP, czy Rząd. Senat zawsze był i jest instytucją "wspomagającą" inne organy władzy Królestwa. I, stawianie przed Nim wymagań, jakie winny być ukierunkowane w inna stronę jest co najmniej niestosowne. Senat, czy to dzisiaj, czy to po zmianach nie będzie stanie zastąpić inne organy władzy. Choćby niektórzy tego bardzo chcieli.
Zatem, jeżeli JKM zechce bronić Konstytucji i praw ustanowionych, Senat z pewnością stanie po stronie Koron; jeżeli Prokuratura zachce ścigać łamiących prawo i np. przeprowadzi postępowanie dowodowe, etc. Senat wystąpi z oskarżeniem i jako przedstawiciela w Sądzie ustanowi prokuratora; jeżeli Rząd zechce współpracować i popracować na rzecz Królestwa Senat może wrócić do współpracy z Rządem (np. w formie zaproponowanej przez Senatora Kalickiego Konferencji Rządu i Prowincji); jeżeli Izba Poselska... etc.
Mości hrabia Panevnick napisał: "że nie jest tak, że lekiem na senacką chorobę będzie zmiana zasad funkcjonowania tego organu, lecz wprowadzenie do niego osób aktywnych". Tzn. jakich? Takich, które teraz zasiadają w Izbie Poselskiej, czy takie, które teraz zasiadają w Rządzie?
Rację, ma markiz Wakowski, że od dłuższego czasu Senat tracił. W zasadzie, to chyba nawet przez samą Koronę został degradowany do roli takiej "niby Izby Parlamentu", która ma tylko od czasu do czasu nad jaką ustawą popracować. Biorąc pod uwagę, że ostatnio posłowie głosują jak jedna masa, stając przede wszystkim za posłem (jeśli który powie jak głosować, tak wszyscy zrobią), a nie za konkretnymi rozwiązaniami, niezależnie od "poglądów politycznych". W takim systemie Senat zawsze będzie na straconej pozycji. Jak do tego dodać, że Korona woli "grać z posłami' w imię przereklamowanej demokracji to jakakolwiek praca Senatu idzie na marne. Tak, Senat utracił również jakikolwiek autorytet. Niemniej najgorsze jest to, że nie utracił go tylko wśród obywateli, ale stracił go wśród Namiestników i Senatorów.
JKW napisał: "Ja i mój Następca niewiele tajnych państwowych spraw
konsultowaliśmy z
Senatem. Myślę, że potrzeba na to minęła wraz z umocnieniem się Rządu
jako ośrodka władzy wykonawczej i faktycznym wycofaniem się Korony z
ingerencji w politykę.". Moim zdanie, to właśnie tutaj jest "pies
pogrzebany". Z jednej strony Korona zastrzega sobie prawo mianowania
określonych urzędników, w tym należących do Rządu, z drugiej strony
nie chce i jak widzimy, nie zamierza brać odpowiedzialności za ich
"działalność'" i wymagać od nich realizacji konkretnych celów. O ile w
czasie rozwoju i znaczącej aktywności społecznej, gdzie na jednego źle
działającego Ministra znalazłoby się 3 innych osób, które mogłoby go
zastąpić (czyli istniała społeczna kontrola działań władzy i
społeczeństwo realizację określonych celów wymagało) to znajdowało
jeszcze jakieś uzasadnienie, jednak w czasie kryzysu takie podejście
jest zupełnie niezrozumiałe. Jeżeli mamy ruszyć z miejsca, to Korona
musi się zaangażować w politykę, jeżeli Rząd tego nie robi to Korona
musi wyznaczyć określone i konkretne cele, i Korona musi wymagać by
zostały wypełnione. Bo inaczej, kto to zrobi? Izba Poselska?
-- chor. Józef markiz Kalicki z rodu Gedan herbu Biała Wieża Książę SurmaliReceived on Tue 02 Jun 2009 - 03:07:29 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET