Re[1]: [dreamland] Moja wizja Gospodarki*

From: Pavel markiz Svoboda <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Wed, 14 Jul 2004 14:17:51 +0200


<<<o>>>

Podobnie jak Eryk chce prostego systemu. Nawet tak, że można byłoby go zapisać w postaci aktu prawnego, a cały mechanizm przepływu towarów i usług mógłby się opierać na podpisywaniu umów.
<<<o>>>

Chyba Ci się nie udało. Wszędzie nie potrzebnie komplikujesz. Według mnie to są nie te kategorie myślenia. Po co komu rozróżnienie na żwir, cement, szkło, metale szlachetne, półszlachetne, przewodniki, półprzewodniki, izotopy, izolacje, styropian itd? Wystarczy określić rzecz zbiorczo i umownie jako "materiały budowlane". Z tartaku przychodzą materiały budowlane klasy B, które sa tańsze i gorszej jakości, a z kamieniołomu przychodzą metriały budowlane klasy A, które są droższe, ale wytrzymalsze. I tyle.

<<<o>>>

Jedynymi powszechnie akceptowanymi towarami które można sprzedać indywidualnego
klientowi są domy i samochody. I na tych obiektach powszechnego pożądania chce oprzeć gospodarkę Dreamlandu.
<<<o>>>

Samochód jest obiektem powszechnego pożadania? Nie wiem, jakie są Twoje doświadczenia z prowadzenia salonu samochodowego, ale jedno wiem na pewno: nigdy nie odczuwałem najmniejszej potrzeby zakupu w Dreamlandzie samochodu. Samochód to przede wszystkim środek transportu, a dopiero potem luksusowy przedmiot zbytku. Nie muszę się transportować samochodem po sieci internetowej.

<<<o>>>

Zastanawiano sie nad wprowadzeniem przymusu jedzenia przez każdego mieszkańca. Myślę że w ten sposób chciano weryfikować aktywność mieszkańców. Jestem temu przeciwny. Jestem w ogóle przeciwny jakimkolwiek przymusom w wirtualnym świecie. Wymagając od mieszkańca zbyt wiele można go bardzo szybko zrazić do państwa. Jedynym przymusem którego przestrzegania wymagałbym od mieszkańca to obecność na liście dyskusyjnej swojej prowincji. System weryfikacji mieszkańców powinien należeć do kompetencji administracji prowincjonalnych(obecnie prace nad UF o Obywatelstwie idą właśnie w tym kierunku).
<<<o>>>

Tu, przyznaję, rozumiem argumenty obu stron. Obowiązek żywienia, to nie jest wyłącznie sposób na weryfikację aktywności obywateli, ale to jest nadanie gospodarce jakiegoś celu. Jest to całkiem sensowne przeniesienie ze świata rzeczywistego. Prawda jest taka, że gdyby istota ludzka nie potrzebowała jedzenia do życia, ale mogła sobie raz na jakiś czas zjeść coś dla odczuwania przyjemności walorów smakowych, zapewne za 10 lat zapomnielibyśmy co to jest jedzenie w ogóle. A w Dreamlandzie jedzenie nawet nie smakuje. A gospodarka opiera się na prawie popytu - jeśli nie ma zapotrzebowania na jedzenie, to upadają mleczarnie, hodowle, gospodarstwa rolnicze, a dalej fabryki opakowań, papiernie, fabryki porcelany itd itd.

Mówimy o dwóch modelach: 1) musisz jeść, chcesz jeść -> musisz zarabiać pieniądze, chcesz zarabiać pieniądze -> musisz pracować i 2) chcesz zarabiać pieniądze -> musisz pracować, chcesz pracować -> musisz jeść. Wadą 2) modelu jest właśnie brak przymusu na początku. Po co mam chcieć zarabiać pieniądze, skoro będą mi potrzebne dopiero w momencie, gdy wyrażę wolę ich posiadania?

Robienie motorem gospodarki obowiązku kwaterunku jest ryzykowne. W odróżnieniu od jedzenia, domy i mieszkania są drogie i każdy człowiek, zanim zarobi na swoje, w realu mieszka u rodziców, a w Dreamlandzie będzie bezdomny. Z drugiej zaś strony, mieszkanie kupuje się zazwyczaj tylko raz. Wirtualne domy nigdy nie są ciasne, niewygodne, wilgotne, sąsiedzi nie są hałaśliwi. Kupno najtańszej klitki, by zaspokoić wymóg kwaterunku zazwyczaj nie odbija się żadnym dyskonfortem potem. Najlepszym dowodem na to jest chyba fakt, że bardzo wiele osób chce kupić sobie działkę, ale, gdy ją już mają, nie odczuwają potrzeby, by ją zabudować. Internet nie wymaga od nas wyobrażania sobie siebie na piaszczystej działce budowlanej, marznących pod głoym niebem, tym bardziej, że trudno jest wyobrazić sobie całe miasto, w którym najwyższym elementem zabudowy jest krawężnik (a przecież większość dreamlandzkich miast tak właśnie wygląda). Jeśli dodamy do tego fakt, że tak naprawdę ilość aktywnych obywateli w Dreamlandzie nie przyrasta chyba w zbyt zabójczym tempie, okaże się wkrótce, że domów wybudowano już dość, a dalej mamy już tylko obrót mieszkaniami między odchodzącymi martwymi duszami, a przychodzącymi obywatelami z pośrednictwem zapewne państwa i agencji nieruchomości.

Z drugiej jednak strony, w pełni rozumiem obawy przed robieniem czegokolwiek obowiązkowego. Zarówno obowiązek wydawania pieniędzy na jedzenie, jak i wykazywania aktywności, by je regularnie kupować co tydzień, czy co jakiś inny okres, jest dosyć niebezpieczny. Osobiście wolę przeznaczać moją aktywność na rzeczy twórcze, a nie odtwórcze. Obowiązkowe logowanie się w restauracji, widzę jako zabieranie czasu na aktywność, a nie wymuszanie aktywności.

Rozwiązanie? Zamiast tworzyć sztuczne motory gospodarki, poszukałbym faktycznie istniejącego zapotrzebowania w Dreamlandzie. Moja odpowiedź to rozrywka i zabawa. Przecież po to zapisujemy się do państwa wirtualnego. Weźmy na przykład sport. Jest przecież dosyć popularny. A możnaby wokół niego rozwinąć sporo gałęzi gospodarki, od produkcji sprzętu sportowego i wydobywania potrzebnych na to surowców, po zakłady bukmacherskie. Mam co do tego całkiem rozbudowaną koncepcję w głowie, ale nie będę jej teraz rozwijał, bo nieswojo czułbym się wyłuszczać pomysły, co do których możliwości realizacji nie jestem nawet pewien. W odróżnieniu do istniejących systemów gospodarczych Sarmacji i Scholandii, i projektu Triglavu, które nazywam gospodarkami głodu, taką koncepcję gospodarki nazywam gospodarką próżniaczą. Jej celem jest zapewnienie możliwie urozmaiconej i ciekawej rozrywki/hazardu dla końcowego użytkownika w ramach pewnych podstawowych zasad produkcji przedmiotów z surowców. Im ciekawsi i oryginalniejsi są producenci rozrywki, tym bardziej napędza to koniunkturę. Wymaga to więc jednak pewnej inwencji i zapewne wyglądałoby to na zasadzie nie stworzenia jednego globalnego systemu, ale podpinania kolejnych modułów dzielących się surowcami - ten moduł do takiego sportu, tamten do kasyn, tamten do jeszcze czego innego. Mój model gospodarki ma tę zaletę, że zamiast kłaść nacisk na produkcję i przemysł, jak gospodarka XIX-wieczna, daje dużo większe pole do popisu dla sektorów usługowych i od razu wprowadza nas w myślenie o gospodarce typowe dla XX/XXI wieku. Bo i faktem jest, że dziś więcej zarobi się pieniędzy na promowaniu Eminema, czy sprzedaży narzędzi do Microsoftu, niż na budowaniu domów.

<<<o>>>

Pozdrawiam
wicehrabia Zakrza
<<<o>>>

Pozdrawiam,

Pavel markiz Svoboda Received on Wed 14 Jul 2004 - 05:18:48 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:56 CET