Dupa* ma.
Czyście Państwo wszyscy już postradali zmysły? Jakie u diabła mohery? Ta ziemia nie należy i nigdy nie należała do Dreamlandu. Została nam przyobiecana na wypadek odłączenia się od Dreamlandu Baridasu, co oznacza tyle i dokładnie tyle: Że Sarmacja i Scholandia nie będą protestować, jeśli sobie tę ziemię weźmiemy. Nie wzięliśmy jej i Bogu dzięki. Mieliśmy jak dotąd dość rozumu, by widzieć, że jest ona nam potrzebna jak wołu kwiatek do korzucha.
Zmartwię obecnych tu konkwistadorów rojących sobie o odkryciu tam Eldorado. Rozmawiamy o pikselach. Przestrzeni wirtualnej. Na chwilę obecną pikseli nam nie brakuje. Jeśli przyjdzie ten dzień, że ich nam zabraknie, to sobie ich domalujemy. Czy na kontynencie, czy na nowej wyspie, jest sprawą drugorzędną.
Pojmijcie Państwo, że tamta niezapisana nigdzie umowa funkcjonowała w ramach Wspólnej Mapy Polskich Mikronacji, w której to organizacji proporcje rozmiarów państw członkowskich się liczyły. Ustalono parytet, że Dreamland i Scholandia będą tego samego rozmiaru, a Sarmacja ileś tam procent większa. Po ewentualnym wyjściu z Unii Baridasu robiliśmy się proporcjonalnie mniejsi, więc desygnowano tę ziemię jako sposób na wyrównanie parytetów, jeśli do takiej sytuacji dojdzie. Gdyby WMPM istniała i jej zasady obowiązywały, pewnie byśmy tę ziemię wchłonęli. Jednak WMPM nie istnieje od dawna i wszelkie umowy wewnątrz niej zawarte nie są dziś warte funta kłaków. Nie ma dziś mapy po za mapą Pavla Zeppa, a na mapie Pavla Zeppa każdy może mieć tyle ziemi ile mu dusza zapragnie, więc niczyje pozwolenia nie są dziś nam do niczego potrzebne, jeśli chcemy sobie dodawać terytoriów. Korzystała z tego do własnego obrzydzenia Sarmacja wchłaniając Loardię i Baridas. Proszę wyobrazić sobie sytuację, w której dziś, powiększona ponad dwukrotnie Sarmacja fatyguje się protestować przeciw jakimkolwiek inkorporacjom ze strony Dreamlandu. Przecież to byłby śmiech.
Dalej więc. Chcecie teraz Państwo miasta zakładać. Proponuję zacząć od stolicy, bo to obciach, że na dobrą sprawę nie mamy żadnej. A potem można kontynuować z resztą. Według wyliczeń Marcusa Estreichera mamy ich ponad 20, podczas gdy cztery razy więksi od nas Sarmaci gniotą się w zaledwie dziewiętnastu. A jak komuś nie w smak budować na starym, można sobie założyć nowe miasto (gdziekolwiek!), albo wziąć stare miasto i zmienić nazwę - tak, jak zrobił to Maryusheck z Motley. W dzisiejszych czasach można nawet zostać Palatynem własnego miasta i władać nim dożywotnio.
Na co OPMemowi własna ziemia, nie wiem, ale jak chcą, to niech mają i niech im się tam darzy. Jak za to nam zapłacą, jeszcze lepiej. Niechby choć zapłacili pocałowaniem w rękę, to z naszego punktu widzenia jest to cmok za darmo. Osobiście, ani mnie ta sprawa ziębi ani grzeje. Jeśli jednak pan Premier potrafi wytargować z tego sytuację, w której wychodzimy na darczyńców nie dając nic własnego, policzę mu to za jakiś sukces.
Pozdrawiam,
(-) Pavel Svoboda, r.s.
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET