> Tym razem jednak Książę przesadził i zamiast być konsekwentnie
opryskliwym
> tylko wobec nieszczęsnego Neumanna, dość bezceremonialnie potraktował
> również swoich współobywateli. W tej samotnej krucjacie przeciw
opornemu
> światu warto jednak przystanąć na chwilę i zaniechać agresji
przynajmniej
> wobec naszej wielkiej greckiej rodziny.
Bardzo mi przykro, baronie, jeśli moje wypowiedzi odczytał Pan jako agresywne - po prostu nie zgadzam się z kilkoma Dreamlandczykami (uściślijmy więc - "kilku współobywateli") i, więcej, uważam, że głoszone przez nich poglądy są szkodliwe dla Królestwa. W tym wypadku, owszem, zależy mi nie tylko na intelektualnie budującej wymianie poglądów, ale też na przeforsowaniu mojej wizji rozwiązania problemu, na wprowadzeniu w życie sugerowanych przeze mnie rozwiązań. Bo, znów niezgodnie z baronem, uważam, że wcale nie gramy o pietruszkę.
> Wedle mojego rozeznania właśnie
> wymierzył Książę klapsa nie tylko z natury kwietystycznie
nastawionemu
> Edwardowi I Arturowi, który swój ważki głos w tej sprawie już oddał,
> doradzając Szarej Eminencji pociągnięcie za lejce,
Jeśli mnie pamięć nie myli, JKM Edward zabrał głos w kwestii zasług Pablo Neumanna podczas jego bytności w Dreamlandzie - i ja przyznałem mu rację oraz zamknąłem ten wątek. Mogę to zrobić jeszcze raz i dołączam od razu przeprosiny, jeśli w opinii JKM lub jakiegokolwiek obywatela potraktowałem Koronę obcesowo. Nie było to moim zamiarem.
> ale i – tu już
> zupełnie niepotrzebnie – Pawłowi Svobodzie, rzecznikowi chwalebnej
Zasady
> Rzeczywistości.
Wymierzyłem Pawłowi Svobodzie "klapsa"? Ciekawe skojarzenie, baronie :) Nie miałem tego na celu - powody mojego zaangażowania podane wyżej. Myślę, że Paweł nie odczytał mojego maila według wzoru podsuniętego przez barona. Jeśli jednak - przepraszam, Pawle.
> Pablo Neumann wyraził się nieelegancko i nie zauważyłem, by
ktokolwiek to
> zanegował. Przeprosił, jakie mieszkaniec Królestwa sam wymierzył
sobie
> przesadnie dokuczliwą karę - i usunął się z oficjalnych rejestrów.
Albo ja coś przegapiłem, albo nigdzie nie zostało powiedziane, że to jest "kara", pokuta czy inne wyznanie pokory/przeprosiny... Przeprosiny owszem, były, marginalne i - moim zdaniem - niewystarczające. Ponownie, baronie - nie chodzi mi o intencje Pablo Neumanna. Jeśli nas nie lubi, trudno, z kolei jeśli odczuwał przymus przykładnego wymierzenia sobie kary - też trudno, żaden z tych wypadków mnie nie interesuje. Nie chodzi o to, czy w głębi ducha Pablo Neumann jest dobrym człowiekiem, bo zapewne jest, ale o gesty, zachowanie - zewnętrzne oznaki politycznej postawy.
> W tak
> zwanym międzyczasie na naszej liście dyskusyjnej otrzymał od
Księcia i
> innych pragmatyków po głowie. To zawsze ociepla wzajemne relacje
> międzyrządowe, przyzna każdy zwolennik dobrego zwyczaju
międzynarodowego.
Baronowi tego tłumaczyć nie będę, ale nieobeznanym z polityką zagraniczną obywatelom jednak wyjaśnię - nie, utrzymywanie ciepłych relacji ze wszystkimi krajami nie jest ostatecznym ani priorytetowym celem polityki zagranicznej, najwyżej narzędziem :)
> Podejrzewam, że Pan Neumann lekcję zrozumiał. Otrzymał żółtą kartkę i
> zamilkł.
Ekscelencja Neumann wybrnął, nie ponosząc konsekwencji swojego zachowania. Tak to widzę.
Fragment drugi wypowiedzi barona wyciąłem, odpowiem zbiorczo:
Co do Ukraińców, Włochów, Amerykanów - fakt, to przekroczenie wirtualności. Ale przekroczenie, na które mogę się moim zdaniem ośmielić, bo obrazuje w precyzyjny sposób pewne zjawiska, których bardzo, bardzo dokładne analogie (niezależnie od zjawisk realnych, oczywiście) istnieją w świecie wirtualnym. Jeśli chodzi o konsekwencje w postaci "łamania konwencji" czy "świata prezentowanego" w naszej zabawie - myślę, że nie było to nic szczególnie groźnego. Nawet, jeśli przyjmiemy, że Dreamland na realu wzorował się raz (przy swoim powstaniu), to wątki z polityki realnej gdzieś tam się przewijają - a to rzeczony Wakowski wyłoży nam coś socjologicznie, a to Monarcha wyśle życzenia Eli Drugiej z okazji urodzin/rocznicy koronacji... Zdarza się. Póki to tylko ilustracja, a nie norma, na której chcemy się oprzeć - nie ma problemu.
Co do Konwencji Wiedeńskiej - być może to powód do zmartwienia dla barona, ale ona jednak jest. Wydaje mi się nawet, że była wspomniana w dokumentach Forum Polskich Mikronacji (ale tu akurat mogę się mylić); tak czy inaczej - jest powszechnie przyjęta zwyczajem międzynarodowym (i nie jestem pewien, czy któraś mikronacja nie korzysta z niej oficjalnie), pojawia się w różnego rodzaju dyskusjach i pewne jej zasady po prostu nie są kwestionowane. Co do dyskusji z Wandejczykami - po takim czasie mogę się chyba pokusić o przyznanie, że Łukasz nie miał racji, za to bardzo sprytnie rozegrał spór, jeśli chodzi o aspekt retoryczny.
Skąd wzięła się w mikroświecie Konwencja Wiedeńska? Pewnie z poczucia, że "jest fajna", ale kto ją dokładnie wprowadził i w jakich okolicznościach - tego nie wiem. Po prostu jest i należy się z tym pogodzić - z dwojakich przyczyn.
Po pierwsze, nie widzę sposobu zmiany zwyczaju międzynarodowego (można go ewentualnie ograniczyć oficjalnym papierem, ale traktat o "nieuznawaniu konwencji wiedeńskiej za normę prawa międzynarodowego" brzmi idiotycznie). Po drugie, walka z tą nieszczęsną Konwencją w myśl zwalczania "realu" wprowadziłaby go tutaj więcej, niż sama Konwencja. Jeśli zwyczaj się przyjął, to dopiero próba usunięcia go łamałaby granice naszej wirtualnej zabawy.
I jeszcze jedno - najpierw zacytuję mój poprzedni mail:
> ingerencja obcego dyplomaty w wewnętrzne sprawy państwa, w którym
jest akredytowany, możliwa jest tylko do pewnego poziomu (konkretnie
tylko w takich aspektach, w których te sprawy dotyczą wzajemnych
stosunków, >stosunków z organizacją międzynarodową, do której należą
oba państwa albo jedynie państwo reprezentowane przez dyplomatę, ew. w
sprawach dotyczących szeroko pojętych wartości powszechnych, jak prawa
człowieka - całą >rzecz dość dokładnie określa Konwencja Wiedeńska)
Wolałby baron, żebym napisał to następująco?
> ingerencja obcego dyplomaty w wewnętrzne sprawy państwa, w którym
jest akredytowany, możliwa jest tylko do pewnego poziomu (konkretnie
tylko w takich aspektach, w których te sprawy dotyczą wzajemnych
stosunków, >stosunków z organizacją międzynarodową, do której należą
oba państwa albo jedynie państwo reprezentowane przez dyplomatę, ew. w
sprawach dotyczących szeroko pojętych wartości powszechnych, jak prawa
człowieka - całą >rzecz określa zwyczaj międzynarodowy)
Jasne, mogę napisać w ten sposób - sedno mojej wypowiedzi pozostaje takie samo. W pierwszej wersji chciałem być po prostu dobrym rozmówcą i wyjaśnić, skąd ten zwyczaj się wziął. A wziął się stąd, że wszyscy odnosimy się do Konwencji Wiedeńskiej. Tyle.
> W przypadku Pana Neumanna mamy do czynienia z sytuacją, w której
pewna postawa
> z jednej strony domaga się reakcji z drugiej. I ta reakcja miała
miejsce.
> Ostracyzm, „potępienie ze strony opinii publicznej”, kilka
argumentów ad
> personam, ostrzeżenie ze strony oficjalnych czynników i cała ta
dziwna
> dyskusja, w której uległ uprzedmiotowieniu. Jak dla mnie – aż nadto
> dobrego.
Przeciwnie - brakuje jeszcze jednego ogniwa, czyli albo odpowiedzi Pablo Neumanna, w której jednoznacznie przeprosi on za całokształt swojego zachowania, albo konsekwencji formalnych.
> Czy była to reakcja adekwatna do skali przewinienia – kwestia
dyskusyjna, jak
> widzę. A jednak niefortunną uwagą na temat „karabinu” rozbroił się
> Książę zupełnie. Status persona non grata, którego Książę tak się
> domaga dla Pana Neumanna, z pewnością nie poprawiłby naszych
stosunków z
> Erboką, jeśli w ogóle byłoby jeszcze miejsce na jakieś stosunki z
Erboką.
> Gdy sugerowałem zaniechanie jakichkolwiek działań represyjnych, nie
> opierałem się, jak interpretuje to opacznie Książę, na
> „krótkoterminowych zasadach i dorywczym dywagowaniu”. Było
dokładnie na
> odwrót. Jak podejrzewam – jest to właśnie pragmatyzm.
Moją odpowiedź tutaj zawrę w jednym pytaniu - dlaczego baron uważa, że postrzegam dobre stosunki z Erboką jako priorytetowy cel naszej polityki zagranicznej?
Co do karabinu - taki dyskusyjny smaczek. Kto pamięta, kiedy po raz ostatni użyłem podobnych słów na LDKD, ten zrozumie.
> Na koniec uwaga natury osobistej. Nie szukam z Księciem zwady.
Podoba mi się
> czarno-biała dusza Księcia i jego umiłowanie Normy.
Mon Dieu, baronie, gdyby kierowały mną moje społeczno-polityczne ideały, poczucie misji i umiłowanie Normy, to tej dyskusji by nie było, bo uznałbym ją za mało użyteczną.
Pozdrawiam,
książę Alchien
Szara Eminencja
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET