Książę Alchien zagląda za horyzont (i widzi Wiedeń)

From: Jacques de Brolle <debrolle_usunto_at_poczta.fm>
Date: 19 Feb 2009 18:21:53 +0100

Pozwoliłem sobie zainicjować nowy wątek. Książę Alchien pchnął nasz mały spór o duszę Neumanna w nowym kierunku, dzięki czemu dyskusja ma szansę wypłynąć na nieco szersze wody.

W komentarzu do wypowiedzi Pawła Svobody raczył Książę zasugerować:

„Rozwiązanie, które proponują apologeci Neumanna - nicnierobienie, pokiwanie głowę z uznaniem, etc. - są sensowne tylko na krótką metę, tylko w perspektywie tej jednej sprawy, nieszczęsnej kłótni wokół Biura. Jeśli nasza dyplomacja, albo, nie daj Boże - całe Królestwo - mają opierać się na takich krótkoterminowych sądach i dorywczym dywagowaniu w duchu całkowitej harmonii z Kosmosem, zamiast na stabilnych zasadach, normach i zwyczajach międzynarodowych, to ja serdecznie dziękuję i idę odrdzewiać karabin.”

     1.

Wydawało mi się, że we wtorek osiągnęliśmy jakiś consensus. A tu nic - bryndza.

Tym razem jednak Książę przesadził i zamiast być konsekwentnie opryskliwym tylko wobec nieszczęsnego Neumanna, dość bezceremonialnie potraktował również swoich współobywateli. W tej samotnej krucjacie przeciw opornemu światu warto jednak przystanąć na chwilę i zaniechać agresji przynajmniej wobec naszej wielkiej greckiej rodziny. Wedle mojego rozeznania właśnie wymierzył Książę klapsa nie tylko z natury kwietystycznie nastawionemu Edwardowi I Arturowi, który swój ważki głos w tej sprawie już oddał, doradzając Szarej Eminencji pociągnięcie za lejce, ale i – tu już zupełnie niepotrzebnie – Pawłowi Svobodzie, rzecznikowi chwalebnej Zasady Rzeczywistości.

Pablo Neumann wyraził się nieelegancko i nie zauważyłem, by ktokolwiek to zanegował. Przeprosił, jakie mieszkaniec Królestwa sam wymierzył sobie przesadnie dokuczliwą karę - i usunął się z oficjalnych rejestrów. W tak zwanym międzyczasie na naszej liście dyskusyjnej otrzymał od Księcia i innych pragmatyków po głowie. To zawsze ociepla wzajemne relacje międzyrządowe, przyzna każdy zwolennik dobrego zwyczaju międzynarodowego.

Podejrzewam, że Pan Neumann lekcję zrozumiał. Otrzymał żółtą kartkę i zamilkł. Pełen triumf. Mecz Królestwa z Erboką zakończył się walkowerem. Książę jednak „serdecznie dziękuje” i „idzie odrdzewiać karabin”. Przytacza casus Ukraińców, którzy w każdy drugi piątek miesiąca biorą się za łby z Rosjanami.

Na koniec powołuje się na konwencję wiedeńską.

     2.

„W duchu całkowitej harmonii z Kosmosem” powiem rzecz dla Księcia niewygodną. Nie ma czegoś takiego jak konwencja wiedeńska. Nie ma żadnych Ukraińców. Jeśli bawimy się "poważnie" w świat wirtualny – poprzestajemy na jednej, względnie suwerennej, ontologii. (Wyjątkiem może być sytuacja, w której konieczność prawnej ochrony dóbr intelektualnych przymusi nas do wyjść z naszej dziupli, ale to już inna historia.) Nie wiem zatem, o czym Książę mówi. Bazujemy na tych aktach prawa międzynarodowego publicznego, które sami w pocie czoła wypracujemy. Ukraińcami przejmować się będziemy mogli jedynie wówczas, gdy uwzględnimy ich na naszej mapie.

(Na marginesie: cała ta rozmowa odbywa się na jakimś metapoziomie świadomości. Skąd my w ogóle wiemy, że jest jakaś Ukraina? Czy nie wychylamy się przesadnie poza dostępny nam horyzont? Czy nie rozbolą nas od tego karki? Inną jeszcze kwestią jest, że większa część naszych rozwiązań prawnych to kalki norm prawnych świata rzeczywistego, którego istnienia tutaj konsekwentnie nie dopuszczam.)

Pozostaje oczywiście kwestia zwyczaju międzynarodowego i pewnych ogólnych zasad postępowania w stosunkach dyplomatycznych, które, chcąc nie chcąc, jako potwory egzystujące równolegle w dwóch świata, skutecznie zinternalizowaliśmy (przyswoiliśmy je sobie). A zatem - nie musimy nigdzie zapisywać, że „umów się dotrzymuje”, by zgodzić się co do tego, że się je dotrzymuje.

Oczywiście – teoretycznie można zapisać w mikronacyjnej konstytucji, że jednym ze źródeł powszechnie obowiązującego prawa jest dana norma prawna świata rzeczywistego. Ale to byłoby równoznaczne z jakimś boskim aktem ujęcia naszej „nie-realności” w nawias. Właśnie jako „nie-realności”. O psychologicznych konsekwencjach takiej sytuacji można dyskutować bez końca.

(Bodaj Leblandczycy poważyli się na coś takiego. Z kolei Wandejczycy swego czasu dworowali sobie z naszego Wakowskiego, że ten nie chce stosować się do konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z 1961 r. I że w ogóle ciemniak z niego. Nasz ambasador słusznie zauważył, że to nonsens. Pokusa, by się cichcem podpiąć pod jakiś zapis z licznej rodziny umów wiedeńskich jest silna. Założę sie, że i u nas, gdyby poszperać w archiwum, znaleźć można ślady tego typu nibezpiecznych mostów. Ale to zła droga, bo daje nam dyspensę od myślenia. Ktoś mógłby zasadnie zapytać, dlaczego nie inkorporować, na ten przykład, całego prawa cywilnego RP? Właśnie, dlaczego?)

A zatem - nie ma żadnej konwencji wiedeńskiej, Wiednia i Ukraińców. Jedynie my sami i nasze małe skrzacie regulaminy.

     3.

W przypadku Pana Neumanna mamy do czynienia z sytuacją, w której pewna postawa z jednej strony domaga się reakcji z drugiej. I ta reakcja miała miejsce. Ostracyzm, „potępienie ze strony opinii publicznej”, kilka argumentów ad personam, ostrzeżenie ze strony oficjalnych czynników i cała ta dziwna dyskusja, w której uległ uprzedmiotowieniu. Jak dla mnie – aż nadto dobrego.

Czy była to reakcja adekwatna do skali przewinienia – kwestia dyskusyjna, jak widzę. A jednak niefortunną uwagą na temat „karabinu” rozbroił się Książę zupełnie. Status persona non grata, którego Książę tak się domaga dla Pana Neumanna, z pewnością nie poprawiłby naszych stosunków z Erboką, jeśli w ogóle byłoby jeszcze miejsce na jakieś stosunki z Erboką. Gdy sugerowałem zaniechanie jakichkolwiek działań represyjnych, nie opierałem się, jak interpretuje to opacznie Książę, na „krótkoterminowych zasadach i dorywczym dywagowaniu”. Było dokładnie na odwrót. Jak podejrzewam – jest to właśnie pragmatyzm.  

Na koniec uwaga natury osobistej. Nie szukam z Księciem zwady. Podoba mi się czarno-biała dusza Księcia i jego umiłowanie Normy.

   Jacques de Brolle



Promocja w Speak Up. Kurs angielskiego za darmo. Liczba miejsc ograniczona. Sprawd!>> http://link.interia.pl/f205c Received on Thu 19 Feb 2009 - 09:22:00 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET