Re: [dreamland] Skrzywdzeni i poniżeni (Było: Biuro Pracy)

From: Alchien <alchien_usunto_at_interia.pl>
Date: Tue, 17 Feb 2009 23:36:21 +0100


Witam,

Wiadomość napisana w dniu 2009-02-17, o godz. 22:58, przez Jacques de Brolle:

>
> KsiÄ
> żę Alchien słusznie zauważył:
>
> "KaĹźdy głos krytyki będÄ
> cy czymś więcej niż neokidowymi okrzykami możemy
> przyjmować z pokorÄ
> , rozważać w duchu, kontemplować i mruczeć z
> zadowoleniem. MoĹźemy pomijać formę, w jakÄ
> został ów głos przywdziany i pobudki, które go
> wywołały. Ale - przynajmniej mojej skromnej osobie - wydaje
> się to cokolwiek żałosne."
>
> Niepotrzebnie się jednak KsiÄ
> żę emocjonuje. Dyskutujemy o głupstewkach. To wszystko
> przecież morska piana, nasze utarczki – przepychanki
> skrzeków. Że pozwolę sobie zacytować Bugusia de
> Cubalibre, naszego rodzimego mistrza tao: „Jaki Dreamland, jaki
> Edward?”.
>
> Obawiam się jednak, Ĺźe jest KsiÄ
> żę fanem Kartezjusza, niezłomnym racjonalistÄ
>

A gdzie tam! Skąd takie wnioski, drogi baronie - i skąd w ogóle ten temat? Jestem co prawda daleki od przyłączenia się do powszechnego bojkotu myśli kartezjańskiej (wynikającego chyba z niedokładnej znajomości Drugiej Medytacji), ale nigdy nie określiłbym się jako "fan" tego jegomościa. Obawiam się za to trochę metafizycznego transcendentalizmu forsowanego przez barona. Oczywiście, to wszystko głupstewka; ale z drugiej strony to jedyne, co nam dostępne w tym mikroświecie. Czym innym mamy się zajmować? A może należy po prostu rozejść się do domów?
>
> Jak można jeszcze ukarać Pabla Neumanna? Co właściwie
> mamy zrobić z Pablem Neumannem, duchem, zjawÄ
> z czarnej litanii?
>
>

Zbiorczo w związku z całym dalszym ciągiem maila, a bezpośrednio - odpowiadając na to pytanie: przyznać status osoby niepożądanej. Nie nawoływałem ani przez chwilę do nienawiści, bojkotu czy obrażania się na Ekscelencję Neumanna. Chodzi mi o trzymanie się przedmiotu dyskusji, odpowiedniej procedury i podtrzymywanie normy, która jest skutecznym narzędziem profilaktyki dostępnym polityce zagranicznej - ale skutecznym o tyle, o ile się tę normę podtrzymuje, a nie zostawia właściwe działania na "odpowiedniejszy moment".

Pragmatyzm - to zauważenie, że chociaż pewne zjawiska i relacje w v- świecie nie są proste, to muszą być jako takie rozważane, bo ich ścisłe, rzetelne i pozornie "rozsądne" rozwijanie oraz dekonstruowanie doprowadza nas do absurdu, w którym "nicnierobienie" staje się najbardziej pożądaną wirtualną czynnością.

To logiczne i - przy zachowaniu ciągu narracji, albo inaczej: rozwlekłym gadaniu - całkiem rozsądne. Ale zupełnie bezużyteczne i szkodliwe. Kiedy dojdziemy do etapu, na którym - parafrazując słowa o tym, że "pierwszą powinnością filozofa jest umrzeć" - stwierdzimy, że naszym podstawowym obowiązkiem jest się stąd wyprowadzić albo przynajmniej zachowywać całkowitą bierność?

Gdzie inwestowanie w wyobraźnię, baronie de Brolle? :)

Pozdrawiam,
książę Alchien



Promocja w Speak Up. Angielski 50% gratis! Liczba miejsc ograniczona. Sprawd!>> http://link.interia.pl/f205c Received on Tue 17 Feb 2009 - 14:36:25 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET