Wiadomość napisana w dniu 2009-02-17, o godz. 22:58, przez Jacques de Brolle:
>
> KsiÄ
> ĹźÄ Alchien sĹusznie zauwaĹźyĹ:
>
> "KaĹźdy gĹos krytyki bÄdÄ
> cy czymĹ wiÄcej niĹź neokidowymi okrzykami moĹźemy
> przyjmowaÄ z pokorÄ
> , rozwaĹźaÄ w duchu, kontemplowaÄ i mruczeÄ z
> zadowoleniem. MoĹźemy pomijaÄ formÄ, w jakÄ
> zostaĹ Ăłw gĹos przywdziany i pobudki, ktĂłre go
> wywoĹaĹy. Ale - przynajmniej mojej skromnej osobie - wydaje
> siÄ to cokolwiek ĹźaĹosne."
>
> Niepotrzebnie siÄ jednak KsiÄ
> ĹźÄ emocjonuje. Dyskutujemy o gĹupstewkach. To wszystko
> przecieĹź morska piana, nasze utarczki â przepychanki
> skrzekĂłw. Ĺťe pozwolÄ sobie zacytowaÄ Bugusia de
> Cubalibre, naszego rodzimego mistrza tao: âJaki Dreamland, jaki
> Edward?â.
>
> Obawiam siÄ jednak, Ĺźe jest KsiÄ
> ĹźÄ fanem Kartezjusza, niezĹomnym racjonalistÄ
>
A gdzie tam! Skąd takie wnioski, drogi baronie - i skąd w ogóle ten
temat? Jestem co prawda daleki od przyłączenia się do powszechnego
bojkotu myśli kartezjańskiej (wynikającego chyba z niedokładnej
znajomości Drugiej Medytacji), ale nigdy nie określiłbym się jako
"fan" tego jegomościa. Obawiam się za to trochę metafizycznego
transcendentalizmu forsowanego przez barona. Oczywiście, to wszystko
głupstewka; ale z drugiej strony to jedyne, co nam dostępne w tym
mikroświecie. Czym innym mamy się zajmować? A może należy po
prostu rozejść się do domów?
>
> Jak moĹźna jeszcze ukaraÄ Pabla Neumanna? Co wĹaĹciwie
> mamy zrobiÄ z Pablem Neumannem, duchem, zjawÄ
> z czarnej litanii?
>
>
Zbiorczo w związku z całym dalszym ciągiem maila, a bezpośrednio -
odpowiadając na to pytanie: przyznać status osoby niepożądanej. Nie
nawoływałem ani przez chwilę do nienawiści, bojkotu czy obrażania
się na Ekscelencję Neumanna. Chodzi mi o trzymanie się przedmiotu
dyskusji, odpowiedniej procedury i podtrzymywanie normy, która jest
skutecznym narzędziem profilaktyki dostępnym polityce zagranicznej -
ale skutecznym o tyle, o ile się tę normę podtrzymuje, a nie
zostawia właściwe działania na "odpowiedniejszy moment".
Pragmatyzm - to zauważenie, że chociaż pewne zjawiska i relacje w v- świecie nie są proste, to muszą być jako takie rozważane, bo ich ścisłe, rzetelne i pozornie "rozsądne" rozwijanie oraz dekonstruowanie doprowadza nas do absurdu, w którym "nicnierobienie" staje się najbardziej pożądaną wirtualną czynnością.
To logiczne i - przy zachowaniu ciągu narracji, albo inaczej: rozwlekłym gadaniu - całkiem rozsądne. Ale zupełnie bezużyteczne i szkodliwe. Kiedy dojdziemy do etapu, na którym - parafrazując słowa o tym, że "pierwszą powinnością filozofa jest umrzeć" - stwierdzimy, że naszym podstawowym obowiązkiem jest się stąd wyprowadzić albo przynajmniej zachowywać całkowitą bierność?
Gdzie inwestowanie w wyobraźnię, baronie de Brolle? :)
Pozdrawiam,
książę Alchien
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET