Re: [dreamland] Praca (?) posłów

From: Pavel Svoboda, rs. <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Sun, 04 Jan 2009 13:42:54 +0100


> No i to już jest jakiś sensowniejszy argument... Tylko, czy taka akurat
> zależność, na jaką wskazujesz faktycznie istnieje? Czy w naszych warunkach
> byt do tego stopnia określa świadomość, że ewolucja np. stron państwa
> wirtualnego w kierunku serwisu społecznościowego (przecież to wydaje się
> naturalne i oczywiste!) momentalnie spowoduje, że wszyscy dostaniemy świra?
> Przecież i bez tego Matmor jednak u nas się zalągł, a i trudno powiedzieć
> żebym np. ja regularnie prezentował wysoki styl wypowiedzi.

Rozdzieliłbym sukces Sarmacji na dwa czynniki (to zresztą już padło). Czynnik aktywności łączy się, moim zdaniem, ściśle z faktem, że Sarmacja jest otwarta na rodzaj polskiego internauty, którego my w Dreamlandzie nie lubimy, a który w cyberprzestrzeni występuje niestety w obfitości. Wystarczy podjąć się wyzwania szukania konstruktywnych i sensownych komentarzy na Onecie, by zrozumieć, co mam na myśli. Czy jest to nieodwołalne - nie wiem. Stwierdzam jedynie, że w przypadku Sarmacji taki przypadek miał miejsce. Za bazę populacji przyjęli rodzaj ludzi, których jest w sieci pod dostatkiem i którzy mają taką cechę, że są nadaktywni, choć niekoniecznie w bardzo trwały i konstruktywny sposób. (Ostatni raz, gdy miałem możliwość przyglądać się Sarmacji na serio, Księstwo cierpiało na poważny kryzys prasy, porównywalny, jeśli nie powazniejszy od naszego, jednocześnie zachowując bardzo wysoką aktywność listy dyskusyjnej.)

Drugim czynnikiem jest rozbudowana technologia. I tu warto zwrócić uwagę na to, że bajeranckie systemy przyciągają nowych ludzi, ale to z kolei samo z siebie nie generuje kolejnych bajeranckich systemów. Od zarania Sarmacja polega na talentach informatycznych księcia seniora Piotra Mikołaja i tak jest chyba także do dziś. My mieliśmy swojego eMBe, ale tak się akurat nieszczęśliwie złożyło, że jego energia skończyła się dosyć szybko, a po nim nie mieliśmy już żadnych informatyków, którzy mieliby możliwość poświęcenia Dreamlandowi tak ogromnych nakładów wolnego czasu i energii. Wszystko to oczywiście bardzo logicznie się klei. Na wygłupy w Internecie mają czas ludzie, którzy chodzą do szkoły średniej lub niższej. Ludzie, którzy coś potrafią, zazwyczaj wykorzystują swoje umiejętności w pracy, a w Internecie spędzają popołudnia i raczej brak im czasu i energii na epiczne dzieła.

> Sprawa jest zdecydowanie bardziej złożona. No i nie chodzi o same strony,
> czy aktywność. Naprawdę: Sarmacja odsadziła wszystkie inne mikronacje pod
> względem intensywności i atrakcyjności rozgrywki o kilka długości. Owszem,
> wygenerowali sobie całkiem nowy zestaw patologii i problemów, ale i tak
> wciąż idą na czele stawki, czego niestety o KD aktualnie nie można
> powiedzieć i jeśli nic się nie zmieni - nie będzie można powiedzieć jeszcze
> długo

Nie przeczę, że sprawa jest złożona i nie przeczę, że Sarmacja wyprzedziła wszystkich i nawet w czasach kryzysu prosperuje dużo lepiej, niż ktokolwiek inny. Faktem jednak jest, że ja na przykład, w Sarmacji nie mógłbym mieszkać i sądzę, że wielu Dreamlandczyków też nie. Więc gdyby Dreamland poszedł w ślady Sarmacji i zdołał powtórzyć jej sukces, będzie w nim pewnie więcej ludzi, ale żadnego z tych, którzy dziś reprezentują sobą to, co dreamlandzkie (tak, tak, skromny, jak zawsze).

Inną sprawą jest pytanie, czy w ogóle jest sens pchać się w niszę, która jest już przez kogoś zajęta. Nie wiem też, czy należy dawać się oczarować magii liczb. Mamy ok. 40 aktywnych obywateli. To już sporo. Być może nie potrzeba nam stu, a raczej powinniśmy szukać dróg, by dostosować rozmiar państwa do faktycznej liczby mieszkańców i stawiać nacisk na poziom, a nie na ilość.

Generalnie myślę, że nie trzeba specjalnie eksplorować Sarmacji, by wiedzieć, że nie ruszymy na dobre z miejsca, dopóki nie będziemy mieli informatyka. (Mamy świetnych informatyków, mój respekt dla nich, ale potrzeba nam takiego, który odwiedza czasem Dreamland.) Prawdopodobnie potrzeba tylko jendego, bo informatycy mają to do siebie, że i tak za dobrze nie współpracują. A to, czy takiego informatyka zdobędziemy, to już jest kwestia czystego przypadku. Możemy zwiększać sobie szanse promując się w Internecie, ale to i tak będzie jak zwiększanie sobie szans na wygraną w totolotka poprzez kupowanie większej ilości losów - niczego to nie gwarantuje i możemy czekać jeszcze lata.

Z drugiej strony jestem w pełni gotów przyznać Ci rację, że jest wiele rzeczy, które w Sarmacji możemy się nauczyć, tak pod względem modeli, jak i ostrzeżeń, by nie powtarzać sarmackich błędów. Zdaje się, że w czasie, gdy rodziła się Piwonia proponowałem wysłanie do Sarmacji delegacji, która zrelacjonowałaby nam sposób działania Syriusza i efekty poszczególnych rozwiązań, ale pomysł umarł. Nie mniej, wszelką tę wiedzę, którą tam zdobędziemy, będziemy w stanie wykorzystać dopiero, gdy będziemy mieli już tego swojego informatyka. Wtedy będzie można tak pokierować rozwojem Dreamlandu, byśmy nie dublowali Sarmacji, a jednocześnie rozwijali się energicznie we własnym kierunku.

> Pozdrawiam,
> M.Estr.

Pozdrawiam,
(-) P. Svoboda, r.s. Received on Sun 04 Jan 2009 - 04:43:04 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:05 CET