Wywiad, faktycznie, całkiem zabawny :)
Ja może pokrótcę wyjaśnię wszystkim zwiedzionym przez Marcusa-kawalarza, jak się mają sprawy "rodowe" w świecie wirtualnym.
Przede wszystkim, musimy zrozumieć, że "rodzina" w sensie wirtualnym jest od realnej kompletnie, istotnie, zasadniczo różna. O ile w realu to Ród jest wspólnotą pierwotną w stosunku do każdej innej, o tyle w mikroświecie mamy do czynienia z sytuacją odwrotną - Ród tworzy się na podstawie działania we wspólnocie szerszej.
Co to znaczy?
Otóż, weźmy na przykład moich dwóch synów. Z całym szacunkiem dla nich - adoptowanie ich przeze mnie nie było owocem jedynie szczerej i bezinteresownej sympatii. Nawet jeżeli pośrednio nią właśnie się kierowałem, to oparta była o pozytywne doświadczenia związane z tymi ludźmi. Innymi słowy - najpierw dostrzegłem "O, Paweł/Robert aktywnie udzielają się w KD, robią sensowne rzeczy", a następnie przyjąłem ich do rodziny. Można śmiało powiedzieć, że Paweł i Robert byli najpierw i przede wszystkim rewelacyjnymi współpracownikami i obiecującymi Dreamlandczykami, a dopiero potem, wtórnie, moimi synami.
Jeśli będziemy myśleć o Jubei (która, jak Paweł trafnie zauważył, wokół Heroldii krążyła dłuuugo przed koronacją obecnego Monarchy - nawiasem mówiąc, dziwi mnie, że Marcus instytucje stricte kancelaryjno-honorowe traktuje jako polityczne zagrożenie), to też musimy zauważyć, że jest ona córką Króla, "ponieważ" była/jest aktywnym Dreamlandczykiem. Nie na odwrót.
"Przyswojenie" do Rodu nie jest też, de facto, dla głowy rodziny zobowiązujące. Polecam przyjrzenie się sytuacji w Sarmacji - jeśli dochodzi do kłótni międzypokoleniowej, straty zaufania, kończy się zwykle wydziedziczeniem. Innymi słowy - wspólne nazwisko jest tylko oznaką zacieśnionej współpracy i wzajemnego zaufania, widoczną oznaką pewnego kontraktu. Jeszcze inaczej - czy z nazwiskiem Krieg, czy bez, Paweł Erwin pozostałby Marszałkiem Dworu, bo JKM uważa, że jest on właściwą osobą na tym stanowisku.
Utrzymując się w humorystycznej konwencji Estreichera, można powiedzieć, że w v-świecie potomstwo jest owocem własnej pracy umysłowej, a nie pracy fizycznej rodziców :) Nazwisko w v-świecie jest formą nobilitacji.
Jest rzeczą naturalną, że - szczególnie w naszym kameralnym Królestwie - przyzwyczajamy się do osób, z którymi dobrze nam się współpracuje; dążymy ku koleżeństwu, przyjaźni... Wynagradzamy i doceniamy na różne sposoby - kartką z wakacji, spotkaniem w realu, wirtualnym nazwiskiem... Jednych ludzi oceniamy pozytywnie, innych negatywnie - i gdyby nam tego zabronić, życie w Dreamlandzie stałoby się katorgą.
Marcus kwestie powinowactwa podniesie pewnie jeszcze nie raz i nie dwa dla celow politycznych. Wolno mu. Wyjasnilem powyzej, jak sie cala sprawa ma - i nie będę do niej wracał :) Rzecz jest jasna, przejrzysta, podobnie, jak rzeczone cele polityczne Estreichera - i niewarta więcej zachodu :)
Pozdrawia Marcusa Estreichera, redakcję Kuriera i cały Dreamland książę Alchien - spędzający obecnie pół godziny dziennie na sprawy KD, rozmawiający z członkami v-rodziny góra raz tygodniowo i w ogóle śmiejący się na myśl o wywieraniu na kimkolwiek nacisku :)
Pozdrawiam,
książę Alchien
P.S. Ach, jeszcze zarzuty wobec Służb. Sięganie po ten argument jest kompletnie bezsensowne - można sprawdzić w Bazie Prawnej/prywatnie u ax Nimitza, że funkcję szefa wywiadu objąłem jeszcze... za panowania JKW Artura Piotra. Nie znałem wtedy jeszcze ani jego, ani JKW Pawła, ani JKM Edwarda ;) Przypominam sobie z tamtych czasów czterech wirtualnych znajomych, którzy do dziś funkcjonują w KD: Nimitza, Ghardina, Bagera i Marcusa Estreichera :)
Kwestii Służb nie będę już komentował na LDKD. Ich działalność nie jest, z całym szacunkiem dla konstytucyjnej "demokracji", placem zabaw dla "statystycznego obywatela" ani dla żadnego politykiera - ostrzegam i uprzedzam tak Szachistów, jak i DPD. Ta instytucja odpowiada za bezpieczeństwo, a nie propagowanie jakiejkolwiek ideologii.
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:04 CET