Napiszę jeszcze parę słów odnośnie tych warunków. Spodziewałem się, że będą z tego problemy, ale bez nich nie zgłosiłbym tej propozycji. Każdy samodzielnie myślący obywatel widzi, w jaki sposób funkcjonuje Korona: obecny monarcha jest najsłabszym w historii Królestwa Dreamlandu, w wielu momentach jest wręcz bezmyślnym narzędziem realizacji polityki rodu d'Archien (vide sprawa zaagnażowania monarchy w Kościół Wandejski poza jakąkolwiek wiedzą i kontrolą społeczeństwa, a w związku z realizowanym swego czasu przez ksiecia d'Archien planem zbliżenia KD i Wandystanu, skądinąd niezłym). Tą obserwację potwierdza jeszcze wyraźniej zachowanie monarchy w kwestii Surmali, nad którym właśnie dyskutujemy. Ja już raz zmuszony byłem zrezygnować ze współpracy z monarchą i złożyć wszelkie funkcje - kiedy najpierw praca Komisji Wyborczej Królestwa, której przewodniczyłem została zasabotowana przez JKM (nieumyślnie), za co odpowiedzialność poniosłem ja i członkowie KWK, a od Króla nie usłyszeliśmy ani słowa przeprosin (nie mówiąc już o wzięciu na siebie odpowiedzialności za swój błąd), a następnie kiedy Korona próbowała wymusić na mnie określone zachowanie szantażując odebraniem tytułu arystokratycznego (akurat JKM nie spodobała się forma przysięgi, którą stosowałem od lat, a która jakoś nikomu nie wadziła do tamtej pory).
W związku z tym - nie mogłem i nie mogę sobie pozwolić na to, by poświęcić lwią część swojej aktywności (i nie tylko swojej, ale całej aktywności DPD) na reanimacje Księstwa Surmali (a plany rozwoju zakładają naprawdę ogromną pracę, na skalę niespotykaną od lat w KD), a powiedzmy po kwartale, zanim włożona praca zacznie procentować rozkwitem prowincji zostać odwołanym na rzecz jakiegoś królewskiego faworyta, który przejmie prowincję akurat w momencie, w którym zacznie się ona dynamicznie rozwijać.
Co ryzykowała Korona przyjmując moje propozycje i warunki albo przystępując do negocjacji nad ich kształtem? Nic. Nikt chyba nie potrafi sobie wyobrazić, bym działał na szkodę Królestwa, bo sposród różnych stawianych mi zarzutów, akurat ten się nie pojawił nigdy. Po co zresztą miałbym to robić? A nawet gdybym działał - zaproponowałem pozostawienie stanowiska Namiestnika Surmali w rękach Narodu Dreamlandzkiego, który w każdej chwili mógłby go odwołać (w tym właśnie rzecz - nie zależało mi na gwarancji "nietykalności" w ogóle, tylko na gwarancji, że uległy określonym siłom politycznym Król nie będzie przeszkadzał w realizacji odbudowy prowincji).
Król wybrał jednak opcję w pełni zależnego od siebie, biernego Księcia Surmali. Jak widać, preferuję prowincję martwą, ale pod swoją osobistą stuprocentową kontrolą. Proszę później nie dziwić się, że życie w prowincjach wygląda tak, jak wygląda: skoro wyżej nad ich rozwój cenione jest stuprocentowe podporządkowanie w każdej kwestii monarsze.
Taka postawa ostatecznie przekonuje mnie do racji wielu Dreamlandczyków, którzy opuścili Królestwo Dreamlandu, by zakładać własne państwa albo realizować się w innych. W obecnym kształcie Dreamland będzie karłowaciał: skoro wszelka niezależność i próby urozmaicenia są jeśli nie wprost tępione, to traktowane niechętnie. Być może taki jest plan: dzięki temu przecież powstało wiele ciekawych mikronacji, a wiele innych zostało zasilonych bardzo zdolnymi i silnymi osobowościami emigrującymi z Dreamlandu.
Pozdrawiam,
Marcus Estreicher
Received on Sat 26 Jul 2008 - 02:28:23 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:04 CET