Powiem ogólnie (bo listy partyjnej od dawna nie czytam, wewnątrz PSiPu nie działam, a pracę w upolitycznionych organach władzy skończyłem w tym miesiącu), tak, jak przystało na kogoś, kto popiera swoją partię "programowo":
Naturalna jest chęć posiadania "swoich ludzi" na wysokich stanowiskach. Wszystkich możliwych. Chcemy mieć znajomych (czy członków) - posłów, znajomych - senatorów, znajomych - namiestników, etc. Nawet jeżeli niewiele z tego, w gruncie rzeczy, mamy. To naturalne (szczególnie w tak stosunkowo niewielkiej społeczności). Przysłowiowy niemalże "wujek z Ameryki".
Wiele osób w toczącej się równolegle dyskusji uznało, że etycznie poprawne i moralne byłoby wystąpienie przez Marcusa Estreichera o przekazanie mu i jego partii Księstwa Surmalii. Pytam w takim razie - czym różni się chęć wepchnięcia się na stołek Namiestniczy od chęci dostania się do KWK? Jedno i drugie, poza wspomnianą satysfakcją z posiadania "znajomych", mówi o partii (odpowiednio DPD i PSiP) - tutaj są ludzie kompetentni, to ci, którzy stoją na straży Prowincji/wyborów.
Pamiętajmy, że drugą najważniejszą w v-świecie walutą, po informacji, jest prestiż.
Oczywiście, różnica między opisanymi sytuacjami rzucałaby się w oczy, gdyby pozycję w KWK wykorzystano do działań nielegalnych - wpłynięcia na wyniki wyborów lub zdobycia wiedzy o tych wynikach przed ich ogłoszeniem.
Co jest w stanie udowodnić Marcus? Powołując się na anonimowe "dobrze poinformowane osoby" stwierdza, że Józef Kalicki chciał sfałszować wyniki wyborów. O dwa głosy. Proszę teraz zajrzeć do Bazy Sądu, żeby sprawdzić, jak wyglądały wyniki rzeczonych wyborów. I teraz każdy, w zgodzie z własnym rozsądkiem, powinien odpowiedzieć - czy Józefowi Kalickiemu opłacałoby się narażać na szwank własną reputację (jeśli cały proceder był celowy, Józef z pewnością przewidywał skargi wyborcze), osobę, a nawet wizerunek partii, by w naciągany sposób unieważnić dwa głosy?
Kto mnie zna, wie, że mogę uchodzić za osobę "dobrze poinformowaną", a na takie powołuje się Marcus. Rozmawiałem z Józefem po sprawie i, chociaż również nie byłem pewien, czy postąpił właściwie, dyskusja między nami dotyczyła przepisów prawnych, ustawy o IP, o obywatelstwie i Konstytucji - nie miała żadnych cech spisku, o jaki podejrzewa cały PSiP Marcus. Spędziliśmy razem ładnych parę godzin dyskutując, jak wtedy należało rozwiązać całą kwestię, by pozostać w zgodzie z prawem i własnym sumieniem.
Przed chwilą skończyłem kolejną rozmowę z Józefem. Naszedł nas chyba jakiś trochę melancholijny nastrój. Rozmawialiśmy o tym, że w PSiPie od pewnego czasu częściej zdarzały się błędy - ale nadal obaj (jak mi się wydaje) jesteśmy przekonani, że wynikały z zaniedbań, ze zmęczenia niektórych działaczy, z odruchów, które należało hamować. Nigdy ze złych intencji.
W grudniu, jeśli się nie mylę, skończę 4 lata w KD. Nie jest to może wiek emerytalny, ale powoli zaczynam się czuć jak skamienielina ;) Brakuje mi już siły i ochoty na tego rodzaju dyskusje - jeśli ktoś ma chęć zapytać, jak według mnie powinien wyglądać Dreamland, odpowiem. Ale na litośc, rozmawiajmy o rzeczach ważniejszych niż czubek swojego nosa. Nie podporządkowujmy wszystkiego walce między partiami. Czy Królestwo Marzeń nie może być miejscem, w którym ten, kto chce, może żyć i działać bez polityki?
Oj, koniec wyszedł strasznie długi i patetyczny. Cóż, jak kiedyś powiedział Albon - "gdzieś mi wcięło backspace" :)
Podziewam tych, którzy wytrwali. Jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Pozdrawiam,
książę Alchien
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:04 CET