> > Kompetentni pracownicy Sądu Królestwa zdołali wreszcie (po dwóch
> > tygodniach wytężonej zapewne pracy) rozpatrzyć olbrzymi i skomplikowany
> > (prawie 20 linijek, z czego połowa zawierała nazwy pól) wniosek o
> > rejestrację Dreamlandzkiej Partii Demokratycznej.
>
> Ech, najpierw zrzynaliśmy z reala, teraz zrzynamy z samych siebie. Czy
> to tak trudno wymyślić oryginalną nazwę partii?
Wcale nie trudno: Partia Pożeraczy Rozumów, Sinokoperkowe Plamy Pleśni, Krasnoludzka Ekipa z Góry Fur, Tańczący Na Chwałę Chrystusa, Smakosze Dynamitu... Ale dlaczego mamy szukać nazwy z - za przeproszeniem - dupy, skoro jesteśmy partią, działamy w Dreamlandzie i na rzecz Dreamlandu oraz naszym podstawowym celem jest demokratyzacja Dreamlandu, na na naszej scenie politycznej nie funkcjonuje Dreamlandzka Partia Demokratyczna?
> Patrzę na tę kampanię wyborczą i zastanawiam się: gdzie jest elektorat?
> Kandydaci sprawiają wrażenie, jakby ich własne towarzystwo im w pełni
> wystarczało - samo się nawzajem przepytują, sami sobie odpowiadają na
> pytania, sami wznoszą na własną część okrzyki... Jako wyborca nie czuję
> się reprezentowany już w ogóle.
Elektorat, całkiem słusznie zresztą, doszedł najpewniej do wniosku takiego, że wszyscy kandydaci są siebie warci (czyli: warci niewiele). Jakie ma za znaczenie, co który naobiecuje, jak później okazuje się, że realizowany jest zupełnie inny program (albo żaden nie jest realizowany) - a i to trudno zweryfikować, bo jak się na jednego ministra z drugim nie krzyknie, to ten nie raczy nawet słowem poinformować o kierunku prowadzonej przez siebie polityki.
Poza tym o jakim elektoracie mowa? Nie od dziś wiadomo, że o wyniku głosowania rozstrzygają głównie głosy kolegów z partii - starannie rozłożone pomiędzy jej kandydatów. Elektorat nie jest partiom do niczego potrzebny. Zwłaszcza POKD nie jest potrzebny, bo Ci przejęli całe KWK i będą na bieżąco monitorowali rozkład głosów - co słusznie wpieniło Józefa. Do tej pory PSiP miał zawsze jakiegoś swojego przedstawiciela w KWK, który na bieżąco informował członków partii o tym jak wygląda głosowanie i część członków PSiP wstrzymywała się z głosowaniem do ostatniej chwili, by swoimi głosami obdarzyć kolegów, którym brakowało trochę do przekroczenia progu. Teraz ten bonus znajduje się wyłącznie w rękach POKD i baaardzo się zdziwię, jeśli któremuś z kandydatów tej partii nie uda się wcisnąć do IP.
> Nie należę do klubu niecierpiących
> Kalickiego i nie należę do klubu niecierpiących Jazłowieckiego, więc
> żadna z głównych dwóch partii do mnie nie przemawia. SF wygrywa na tym
> chyba tylko kompletną nijakością. Dwaj kandydaci to chyba całe zaplecze
> kadrowe tej partii, więc inwestowanie w nich wydaje się marnowaniem
> głosu. No i z pewnością nie poprę partii, która odwołuje się do
> spuścizny politycznej Morfeusza Tylera, zupełnie abstrahując już od
> faktu, że demokrację bezpośrednią uważam za fatalny pomysł.
Po pierwsze: Dreamlandzka Partia Demokratyczna nie odwołuje się do spuścizny Morfeusza Tylera. A po drugie: w wyborach nie bardzo masz jak poprzeć DPD, bo nie wystawiliśmy swoich kandydatów, o czym pisałem w mailu, na którego odpowiadasz.
> (-) P. Svoboda, r.s.
Pozdrawiam,
Marcus Estreicher
Received on Mon 30 Jun 2008 - 04:06:58 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:04 CET