Re: [dreamland] O kwestii referendum słów kilka.

From: Pavel Svoboda, rs. <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Wed, 09 Apr 2008 21:45:16 +0100


Wilu Wilk pisze:
> Witam,
>
> Jak zwykle spóźniony na dyskusję, ale jak zwykle również obecny ;)
(...)

Panie Wilku! Lepiej bym tego nie ujął. ...No, chyba, że skróciłbym to o dwie trzecie. Pański mail czytałem równo 20 minut :) Ale argumentacja jak najbardziej do mnie przemawia, w pełni się zgadzam.

Dorzucę tylko jedno "ale".

> Weźmy inny przykład, mamy nowego obywatela, ledwo co przybył do KD,
> pracuje jak szalony, zrobił 5000 stron internetowych, kilka projektów
> przeprowadził, aktywnie udziela się na LDKD. Jest już z 3 miesiące
> obywatelem. Są wybory, tenże obywatel ma już jakiś smak polityczny
> wyrobiony, wie co jest dobre dla KD (w jego mniemaniu), do tego świeży
> umysł, a to jest skarbnica dobrych pomysłów. Idzie i wybiera kogoś
> świadomie.
>
> Z drugiej strony, wraca po półrocznym czy rocznym - czy jak w moim
> przypadku kilkuletnim urlopie, powiedzmy baron. Są wybory, więc ma prawo
> głosować. Patrzy na formularz. 4 nazwiska, żadnego nie kojarzy, wszyscy
> przybyli do KD w trakcie jego urlopu. Stawia znaczek na chybił-trafił.

Dwa rodzaje ludzi mogą zapisać się do Dreamlandu. 1. Ludzie zupełnie nowi, którzy w KD lub w ogóle w żadnej mikronacji wcześniej nie byli.
2. Ludzie powracający, którzy w KD byli aktywni w przeszłości, potem musieli opuścić Królestwo z jakiegoś powodu (najcześniej z powodu reala), a teraz wracają.

Dreamland ludźmi stoi i oczywiście każdy nowy obywatel jest bezcenny. I wiem, że ocenianie wartości ludzi jest wysoce niepoprawne politycznie. Ale spójrzmy na to przez chwilę cynicznie, z punktu widzenia zarządzania zasobami ludzkimi. Nie ma oczywiście żadnych statystyk, ale myślę, że można bezpiecznie przyjąć, że na każdego aktywnego nowego mieszkańca z grupy 1. przypada przynajmniej kilku, którzy "nie zaskoczyli", znudzili się w pierwszych tygodniach i stali się martwymi duszami. Ludzie z grupy 2. są pod tym względem dużo bezpieczniejsi - nie zapisują się "na próbę", tylko wracają. Wiedzą, gdzie są, wiedzą po co tu są i zazwyczaj nie odpadają po paru dniach czy tygodniach. Ponadto ludzie z drugiej grupy nawet jeśli nie znają nowego pokolenia Dreamlandczyków, które przyszło po nich, znają już realia, wiedzą z czym je się państwo wirtualne i mogą od razu przystąpić do działalności prawdziwie rozwijającej Dreamland. Nowi często muszą się jeszcze tego nauczyć - zaczynają od zakładania firm ochroniarskich lub sprzedających gokarty i musi trochę potrwać zanim pojmą, że to w warunkach wirtualnych nie bardzo ma sens. Z tego punktu widzenia więc Dreamlandczyk wracający jest wartościowszy dla państwa od statystycznego "nowego". Jeśli przywilej zachęci więcej osób do takich powrotów, to system głosów ważonych jest jak najbardziej z korzyścią dla Dreamlandu.

Oczywiście problem w tym, że nie zachęci. (Tu po części zbijam własny argument.) Jak ktoś wraca, to nie dla czegoś tak błahego, jak przywileje, ale dla zabawy i dla sentymentu. Ludzie przywiązują się do Dreamlandu, a niektórzy nawet się uzależniają. Głosy ważone niczego nie zmienią w tym ile osób z tej grupy będzie wracało.

Niemniej jednak, jeśli traktujemy głosy ważone jako nagrodę, to obywatele wracający po latach z pewnością na nią zasługują, choćby z powodu tej przewagi dodatkowego pierwiastka przewidywalności, jaki mają nad statystycznym, przeciętnym, zupełnie nowym mieszkańcem.

Jeśli zaś traktujemy głosy ważone jako sposób na racjonalizację wyników wyborów (a myślę, że można na to patrzeć jednocześnie na oba sposoby), to warto zaznaczyć też, że nawet baron powracający po latach, choć nie wie, kim są kandydaci, jest już uodporniony na pewne populistyczne zabiegi. Mówiłem to już wcześniej: pojawiają się od czasu do czasu kampanie wyborcze z postulatami typu "zasiłki dla bezrobotnych", co w realich dreamlandzkich jest oczywista bzdurą. Baron, który wrócił do Królestwa po latach może nie znać ani partii, ani jej kandydatów, ale na taki zabieg nie da się nabrać. Myślę też, że jest mniej prawdopodobne, że będzie głosował "na chybił-trafił", bo jako doświadczony wyborca będzie wiedział, gdzie szukać programów wyborczych i będzie generalnie bardziej odpowiedzialnie podchodził do obowiązku wyborczego.

> Chciałem się zapytać, czy istnieje już projekt ustawy, określającej wagi
> głosów? Wiadomo, że projekt może różnić się w 100% od końcowej ustawy.
> Ale tutaj były dyskusje, że głos markiza, czy Księcia jest liczony x5
> czy x100. Chciałbym się dowiedzieć czy takowy projekt jest oraz czy
> można go upowszechnić. By dać przykład do czego dążymy w tej poprawce.

Z tego, co wiem, taki projekt nie istnieje. Ja przynajmniej o niczym nie słyszałem. Powoli jednak zaczynam odczuwać pokusę, by w referendum zagłosować za, choć osobiście nadal mam obawy o wpływ jaki ten system może mieć na pozycję Monarchy. Ale im więcej słyszę o tym, jaki to będzie koniec demokracji i apokalipsa, tym bardziej kusi mnie zagłosować z czystej przekory za, choćby po to, by udowodnić, że nawet przyjęcie tej poprawki nie będzie miało aż tak wielkiego wpływu na dreamlandzką politykę, jak się sugeruje. Możecie mnie nazwać optymistą, ale wierzę, że na proces ustawodawczy w Dreamlandzie można wpływać łatwo i jeśli zrodzi się na podstawie tej poprawki konstytucyjnej szkodliwa ustawa zawsze będzie możliwość jej utrącenia. Każda ustawa musi przejść przez Izbę Poselską, przez Senat, przez Króla - na wszystkie te organy można wywierać naciski. W ostateczności jest też obywatelska inicjatywa ustawodawcza, jest możliwość zaskarżenia niekonstytucyjności w Sądzie Królestwa, jest możliwość robienia zwykłego szumu na liście. To naprawdę działa. Wydaje mi się, że obecność przeciwników głosów ważonych wśród najwyższych rangą arystokratów - Kazio Wichura, JKW Artur itd. - sama w sobie gwarantuje, że poprawka konstytucyjna o głosach ważonych nie ochroni żadnej idącej za daleko ustawy. Innymi słowy, jeśli klika Alchiena (przyjmując na moment, że taki twór istnieje), przepchnie ustawę prefereującą głosy arystokratów ponad miarę, to arystokracja jest tak podzielona, że ta partia/klika nie przetrwa w następnych wyborach, nawet jeśli będą to wybory odbywające się według zaburzonych zasad.

Pozdrawiam,
P. Svoboda, r.s. Received on Wed 09 Apr 2008 - 13:45:22 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET