> Arcyksięciu
> Nimitzowi do pięt nie urastam co prawda, ale sam przeżyłem w tym kraju
> kilka lat i mogę zaświadczyć, że wiele rzeczy powraca cyklicznie, wiele
> rozwiązań już wypróbowano i ogólnie, znajomość przeszłości bardzo
> ułatwia przewidywanie, jakie działania w Dreamlandzie będą miały jaki
> skutek. Dlatego właśnie ufam, że decyzje wyborcze podejmowane przez ax.
> Nimitza będą zawsze racjonalne i uwzględniające nasze wirtualne warunki.
Ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że wiek i doświadczenie nie są przepisem na obiektywność i nieomylność. Wiemy, że ax. Nimitz to zatwardziały monarchista i raczej nie będzie głosował na posiadającą choćby nie wiem jak obiektywnie racjolny program i ciekawe pomysły. Zważywszy na to, że od paru lat w Dreamlandzie bywa on tylko od święta - może spokojnie oddać głos mający olbrzymią siłę i o wszystkim zapomnieć, pogrążyć się na powrót we śnie. Tymczasem spędzający wielokrotnie więcej czasu w Dreamlandzie, choć młodszy stażem komunista nie będzie miał startu do siły głosu ax. Nimitza - a przecież on jest wynikiem głosowania najbardziej zainteresowany, jego sprawa najbardziej będzie dotyczyć.
Innymi słowy - błędem w rozumowaniu jest zakładanie, że im dłużej w KD jesteś, tym lepiej wiesz co jest dla Królestwa dobre. Owszem, jest jakaś krytyczna granica - pół roku, rok działalności... Ale po jej przekroczeniu różnią ludzi tylko poglądy i wrodzone predyspozycje intelektualne, a nie kolejne stopnie rejestrze heraldycznym.
> Każdy, kto pobył tu dość, by
> dochrapać się tytułu barona powinien już umieć dostrzegać absurd w
> takich propozycjach. Dlatego tu sens głosów ważonych, przyznaję,
> dostrzegam.
No właśnie - powiedzmy, że właśnie na baronie jest ta krytyczna granica postawiona. Ale co dalej? Czy ax. Nimitz ma zawsze mieć rację dlatego, że zapisał się do KD parę lat wcześniej?
> Wracając zaś do pytania 1. proponuję spojrzeć na sprawę również z
> szerszej perspektywy społecznej. Nimitz jest jednym z trzech arcyksiążąt
> i to najmniej aktywnym. Paweł de Archien-Liberi należy do grupy
> kilkunastu hrabich dreamlandzkich, którzy, jak to zauważyłeś, są grupą
> najbardziej obecnie aktywną i nimi Dreamland stoi. To ta grupa dzięki
> swojej liczebności pomnożonej przez wzmocnioną siłę głosu zyskuje
> najwięcej - i to zdaje się rozsądne. Choćby głos arcyksięcia był wart
> dwa razy tyle co hrabiego, hrabiowie i tak tego biednego Nimitza
> przykryją czapkami. Z punktu widzenia grup społecznych jest to
> rozwiązanie chyba dosyć sprawiedliwe.
Wybacz, ale to już jest czysta głupota. Hrabiowie nie tworzą jakiejś spójnej grupy pod względem poglądów. To nie jest tak, że siła ich głosów w jakikolwiek sposób się kumuluje.
> Co do Sądu Parów zaś, o ile wiem były tylko dwa wyroki i nigdy nie
> zdarzyło się, by odebrano komuś tytuł. Sposób działania Sądu Parów jest,
> wbrew temu co mówisz, dobrze skodyfikowany i to wcale nie głupio. Dość
> powiedzieć, że jako oskarżony masz prawo wybrać sobie sam jednego z
> trzech sędziów. Drugim jest Prezes SK, a tylko jednego wybierają ci źli,
> czyli oskarżyciele. Powiem szczerze i bazując na własnym doświadczeniu
> jako byłym Sekretarzu Heroldii i uczestniku rozpraw w Sądzie Parów: nie
> wierzę, by Sąd Parów odebrał Ci tytuł w sytuacjach, w któych Ci Sądem
> grożono. Ale nie dałeś mi nigdy okazji, bym mógł Ci to udowodnić :) Od
> grożenia do samej rozprawy jest daleka droga, a rozprawa praktycznie
> zawsze będzie kończyła się łagodnym wyrokiem. I mogę na to mnożyć
> przykłady z przeszłości.
Nie znam tych procesów i sytuacji, o których piszesz, więc trudno jest mi tu prowadzić spór. Z mojej perspektywy, również doświadczeń z Sądem Królestwa, którego działanie jest dużo lepiej skodyfikowane, zaś podstawy orzekania teoretycznie dużo konkretniejsze - nie byłbym tego taki pewien. A że ze szlacheckimi tytułami oraz uprawnieniami/obowiązkami dzieją się cuda, niech świadczy choćby wydany ostatnio Kodeks - który niby obowiązuje całą arystokrację, a został wydany za wiedzą i zgodą mniej niż połowy arystokratów. Co więcej - widziałeś, jak potrafiła działać Izba Poselska zdominowana przez PSiP (utrącenie projektu z inicjatywy obywatelskiej, który przy aktywności naszego społeczeństwa w tej materii powinien być potraktowany jak relikwia) - wcale nie tak trudno jest mi wyobrazić sobie, że funkcjonujący wśród zdominowanej przez członków PSiP arystokracji Sąd Parów będzie działał niewiele zdrowiej. Tak, czy owak - Twoje przeświadczenie, że wszystko byłoby OK, bez oparcia w konkretnych regulacjach i przepisach prawa wcale nie daje mi 100% pewności, że tytułami obecnie nie można manipulować.
> > 3. Jak już wielokrotnie zostało zauważone - nobilitacje dotyczą z
reguły za
> > każdym razem wszystkich jako-tako aktywnych obywateli. Dlatego ktoś,
kto
> > dziś jest sirem, zawsze będzie miał do powiedzenia mniej od kogoś kto
dziś
> > jest baronem. Za każdym razem będą nobilitowani obaj - w ten sposób
> > dzisiejszy baron wiecznie będzie uprzywilejowany względem dzisiejszego
> > sira. Nie dlatego, że pracuje więcej, czy jest bardziej zaangażowany -
po
> > prostu tak się złożyło, że trafił do Dreamlandu kilka miesięcy
wcześniej.
>
> To już trochę przekombinowany argument :) Skoro trafił do Dreamlandu
> wcześniej, to miał okazję więcej dla Dreamlandu zrobić, więc więcej się
> przysłużył. Tego sira pocieszyłbym tym, że parę miesięcy po jego
> przyjściu zapisze się następny, który z kolei będzie szedł jego śladami
> i dopóki będą identycznie aktywni, ten młodszy będzie mniej
> uprzywilejowany od niego :) Czy we wszystkim musimy patrzeć na innych i
> porównywać się z innymi? Lepsze jest wrogiem dobrego :)
Ale do tego właśnie zmierza ta poprawka, taka jest jej idea jak rozumiem: porównywanie swoich praw, z którego to porównania ma wynikać, że jak chcesz mieć dłuższą pytę, to musisz więcej pracować, co ma dawać motywację do owej cięższej pracy. Taki wyścig szczurów w wersji średniowiecznej. A argument "no tak, mam mniej praw niż Alchien, ale inni mają gorzej" - to typowo polskie myślenie (mogę mieć przesrane, byle ktoś miał gorzej niż ja). Po co to komu?
> Przypominam, że tę ustawę też będzie ktoś musiał przyjąć. Będzie musiała
> przebrnąć nie tylko przez IP, ale także przez Senat i Króla. Po drodze
> jest mnóstwo możliwości, by złą ustawę zablokować także jeśli jest się
> poza parlamentem. A jeśli ktoś już teraz uważa, że nie ma żadnego wpływu
> na proces ustawodawczy, to kształt ustawy i tak go nie będzie obchodzić
> - najwyraźniej klika jest w stanie radośnie sobie rządzić wszystkim
> także bez głosów ważonych.
Very funny.
> Pozdrawiam,
> Pavel Svoboda, r.s.
Pozdrawiam,
Marcus Estreicher
Received on Tue 08 Apr 2008 - 14:03:06 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET