>> Przede wszystkim odnosząc się do kwestii poruszanych przez >> przeciwników wprowadzenia tej poprawki, to w moim odczuciu, jedyny w >> miarę sensowny argument jaki był poruszany to zamach na demokrację - a >> raczej na idee demokracji prezentowaną przez ów front.
Muszę tu wesprzeć Marcusa, miałem właśnie to samo napisać odpowiadając na mail Marszałka IP. Odpowiedzieć tylko na najbardziej idiotyczne zastrzeżenia jest najprościej. Przenieśmy może tę dyskusję na wyższy poziom. Np. co z argumentem, który podniosłem ja: że głosy ważone zaszkodzą nie demokracji, ale pozycji Króla jako obiektywnego stabilizatora?
> 1. Kto jest bardziej zaangażowany w rozwijanie Królestwa Dreamlandu:
> nieaktywny od wielu miesięcy (a od wielu akt ledwie aktywny) arcyksiążę
> Nimitz, czy hrabia Paweł Erwin de Archien Liberi? Dlaczego ten drugi (który
> poświęca każdą swoją wolną chwilę pracy w Dreamlandzie) przez kilka lat ma
> mieć wielokrotnie mniej do powiedzenia w trakcie wyborów, niż ten pierwszy,
> którego cała aktywność w KD od lat może ograniczać się wyłącznie do oddania
> głosu w wyborach? To jest takie sprawiedliwe?
Rozumiem, że w zamierzeniach propagatorów poprawka ma mieć efekt psychologiczno-motywujący na obywatelach poprzez zastosowanie upraszczającego nieco rzeczywistość schematu: siła głosu to władza, a władza to jest to, czego każdy obywatel chce. Jeśli to na kogoś zadziała, w porządku. Dreamland na tym zyska. Ale jest to w gruncie rzeczy błąd w rozumowaniu. Głosowanie w wyborach to obowiązek obywatelski, a nie przywilej. Ostatecznie głosujemy nad tym, kto będzie rządzić Dreamlandem i w jakim kierunku Dreamland pójdzie. Silniejszy głos oznacza, że arystokrata bierze na siebie w większym stopniu niż inni odpowiedzialność za los nas wszystkich. To jak kto jest w danej chwili zaangażowany jest średnio powiązane z czymkolwiek. Arcyksięciu Nimitzowi do pięt nie urastam co prawda, ale sam przeżyłem w tym kraju kilka lat i mogę zaświadczyć, że wiele rzeczy powraca cyklicznie, wiele rozwiązań już wypróbowano i ogólnie, znajomość przeszłości bardzo ułatwia przewidywanie, jakie działania w Dreamlandzie będą miały jaki skutek. Dlatego właśnie ufam, że decyzje wyborcze podejmowane przez ax. Nimitza będą zawsze racjonalne i uwzględniające nasze wirtualne warunki. W polityce to szczególnie potrzebne. Ileż to razy widzieliśmy partie proponujące w swoich programach rzeczy będące prostą kalką z reala, nie mające jakiegokolwiek sensu w Dreamlandzie: emerytury, zasiłki dla bezrobotnych, podatki dochodowe itp. Człowiek, który dopiero zapisał się do Dreamlandu i nie zna jeszcze realiów jest w zasadzie jedynym, który może dać się nabrać na takie propozycje. Każdy, kto pobył tu dość, by dochrapać się tytułu barona powinien już umieć dostrzegać absurd w takich propozycjach. Dlatego tu sens głosów ważonych, przyznaję, dostrzegam.
Wracając zaś do pytania 1. proponuję spojrzeć na sprawę również z szerszej perspektywy społecznej. Nimitz jest jednym z trzech arcyksiążąt i to najmniej aktywnym. Paweł de Archien-Liberi należy do grupy kilkunastu hrabich dreamlandzkich, którzy, jak to zauważyłeś, są grupą najbardziej obecnie aktywną i nimi Dreamland stoi. To ta grupa dzięki swojej liczebności pomnożonej przez wzmocnioną siłę głosu zyskuje najwięcej - i to zdaje się rozsądne. Choćby głos arcyksięcia był wart dwa razy tyle co hrabiego, hrabiowie i tak tego biednego Nimitza przykryją czapkami. Z punktu widzenia grup społecznych jest to rozwiązanie chyba dosyć sprawiedliwe.
> 2. W jednym z wczorajszych maili opisywałem szereg sytuacji, w których
> tytuł nadaje się lub próbuje odebrać z powodów zdecydowanie nie mających
> wiele wspólnego z oceną czyjejś pracy w Królestwie Dreamlandu. Polecam
> uważnej lekturze.
Oczywiście, że najniższy tytuł szlachecki jest wydawany na zachętę w nadziei, że osobie, która go uzyskała będzie trudniej zrezygnować z Dreamlandu. Myślę, że ten system się sprawdza. Dlatego myślę, że w ewentualnej ustawie szlachcice nie powinni mieć zwiększonej siły głosu. Co nie oznacza, że poprawkę konstytucyjną trzeba odrzucić.
Co do Sądu Parów zaś, o ile wiem były tylko dwa wyroki i nigdy nie zdarzyło się, by odebrano komuś tytuł. Sposób działania Sądu Parów jest, wbrew temu co mówisz, dobrze skodyfikowany i to wcale nie głupio. Dość powiedzieć, że jako oskarżony masz prawo wybrać sobie sam jednego z trzech sędziów. Drugim jest Prezes SK, a tylko jednego wybierają ci źli, czyli oskarżyciele. Powiem szczerze i bazując na własnym doświadczeniu jako byłym Sekretarzu Heroldii i uczestniku rozpraw w Sądzie Parów: nie wierzę, by Sąd Parów odebrał Ci tytuł w sytuacjach, w któych Ci Sądem grożono. Ale nie dałeś mi nigdy okazji, bym mógł Ci to udowodnić :) Od grożenia do samej rozprawy jest daleka droga, a rozprawa praktycznie zawsze będzie kończyła się łagodnym wyrokiem. I mogę na to mnożyć przykłady z przeszłości.
> 3. Jak już wielokrotnie zostało zauważone - nobilitacje dotyczą z reguły za
> każdym razem wszystkich jako-tako aktywnych obywateli. Dlatego ktoś, kto
> dziś jest sirem, zawsze będzie miał do powiedzenia mniej od kogoś kto dziś
> jest baronem. Za każdym razem będą nobilitowani obaj - w ten sposób
> dzisiejszy baron wiecznie będzie uprzywilejowany względem dzisiejszego
> sira. Nie dlatego, że pracuje więcej, czy jest bardziej zaangażowany - po
> prostu tak się złożyło, że trafił do Dreamlandu kilka miesięcy wcześniej.
To już trochę przekombinowany argument :) Skoro trafił do Dreamlandu wcześniej, to miał okazję więcej dla Dreamlandu zrobić, więc więcej się przysłużył. Tego sira pocieszyłbym tym, że parę miesięcy po jego przyjściu zapisze się następny, który z kolei będzie szedł jego śladami i dopóki będą identycznie aktywni, ten młodszy będzie mniej uprzywilejowany od niego :) Czy we wszystkim musimy patrzeć na innych i porównywać się z innymi? Lepsze jest wrogiem dobrego :)
> Znów Pan Kalicki udowadnia, że niewiele z dyskusji zrozumiał. Przeciwnicy,
> choćby w mojej osobie, wyraźnie podkreślają to, ze poprawka takiego
> mechanizmu nie wprowadza - i to właśnie jej słabość. Bo teraz nikt nie jest
> w stanie stwierdzić jak faktycznie będą ważone te głosy: czy różnice będą
> faktycznie tak subtelne, jak zdaje się sugerować to ksiażę de Archien
> (akurat), czy może wzorem Scholandii - "nagrodzimy" tych stojących w
> hierarchii tytułów kilkukrotnym przebiciem w sile głosu. Słowem - na dobrą
> sprawę nie wiemy nad czym mamy głosować i głosujący na TAK - będą po prostu
> głosować w ciemno. Frajerzy.
Przypominam, że tę ustawę też będzie ktoś musiał przyjąć. Będzie musiała przebrnąć nie tylko przez IP, ale także przez Senat i Króla. Po drodze jest mnóstwo możliwości, by złą ustawę zablokować także jeśli jest się poza parlamentem. A jeśli ktoś już teraz uważa, że nie ma żadnego wpływu na proces ustawodawczy, to kształt ustawy i tak go nie będzie obchodzić - najwyraźniej klika jest w stanie radośnie sobie rządzić wszystkim także bez głosów ważonych.
> Pozdrawiam,
> Marcus Estreicher
> http://taheto.eu/nie/
Pozdrawiam,
Pavel Svoboda, r.s.
Received on Tue 08 Apr 2008 - 13:19:00 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET