> godz. 21:05:
>
> Że jak? Rządzić będzie partia, która wygra wybory - głosy ważone będą
>
>> wprowadzone w WYBORACH... Czy Waszmość stwierdził właśnie, że nie
>> zrozumiał, na czym poprawka do Konstytucji polega?
>>
>>
>
> Nie, nie stwierdziłem. Pomyliłem się, bo skupiłem się na zdaniu, że to
> UF będzie wprowadzać głosy ważone, ale zapewniam, że przed rozpoczęciem
> dyskusji zapoznałem się z treścią poprawki. W takim razie ten problem
> znika. Ale przypuśćmy taki scenariusz: Pan zakłada partię
> arystokratyczną, która obiecuje rozszerzyć prawa arystokratów. Ja
> zakładam partię zwykłych obywateli i obiecuję im ograniczyć przywileje
> arystokracji, nadając większe uprawnienia szarym ludziom. Oczywiste jest
> to, że to na Pańską partię zagłosują arystokraci, których głos będzie
> się liczył bardziej niż głosy moich wyborców. Więc od razu wiadomo, kto
> wygra wybory. Wie Pan jaką manipulację to oznacza? I co to za
> demokracja? Bo przy całym swoim narzekaniu na używanie przeze mnie
> rzeczownika "demokracja" musi Pan przyznać, że KD jest państwem
> demokratycznym - działa Parlament, są wybory. W takim razie proszę
> zaproponować poprawkę likwidującą je. Wprowadźmy absolutyzm!
>
> -- koniec cytatu --
>
Nie dostałem tego maila albo zaplątał się w spamie. Już komentuję:
Mianowicie już sytuacja partii skupionej na "rozszerzeniu praw arystokratów" w opozycji do "obywatelskiej" nie zaistnieje w świecie wirtualnym. To miałoby sens, gdyby tytuły były dziedziczne, a arystokracji zależało na tylu "większych prawach"...
W rzeczywistości wygląda to tak, że każdy obywatel z czasem staje się arystokratą. Na 79 obywateli 60 należy do stanu wyższego. 76% Narodu to szlachta i arystokracja. A stan pozostałych 24% dokładnie zobrazowałem w którymś z pe-esów. Czemu nikt się nie odnosi do tego dokładnego wyliczenia? Do tego, że wykazałem, że "klika" NIE ISTNIEJE, bo musiałaby stanowić 3/4 społeczeństwa?
Po drugie, w KD - właśnie z racji tego, że tytułów się nie dziedziczy, a zdobywa i że praktycznie każdy może je otrzymać - arystokraci nie muszą walczyć o swoje prawa, bo są grupą, która już i tak zajmuje wysokie stanowiska/są ważnymi personami. I właśnie za pracę na tych stanowiskach, jako osoby ważne i obdarzone autorytetem, otrzymują tytuł - nie na odwrót!
Po trzecie w końcu, ci "szarzy ludzie" (ja to sformułowanie biorę w cudzysłów, staram się unikać "kolorowania" ludzi) to nie tylko mniejszość, ale również osoby nieposiadające jeszcze doświadczenia... Stawianie granicy "bycia Dreamlandczykiem" na obywatelstwie jest bardzo umowne i praktyczne de facto tylko pod kątem prawnym - przejście od mieszkańca do obywatela niewiele się różni od przejścia od barona do wicehrabiego czy od szlachcica do barona... Więc po co się ograniczać, Panowie? :) Może załóżcie partię "mieszkańców walczących o równe prawa z obywatelami"? :)
Przypomina mi się takie hasło funkcjonujące w Polsce podczas ostatniej kampanii wyborczej... "Większość dla mniejszości, a większość - wy****dalać!" :)
Demokracja ma sens wtedy, kiedy sytuacja obywateli jest określona przez miejsce, czas, sytuację, w której się RODZĄ. Dąży do wyrównania szans (podkreślam: szans!) tych, którzy się wywodzą z niższych warstw, gorszego środowiska, etc. Natomiast w KD szanse są wyrównane. W momencie zapisu, wirtualnych narodzin, wszyscy jesteśmy równi. Dlatego podstawowy postulat demokratyczny wypełnia się już tutaj. Zróżnicowania wynikają z pracy i aktywności.
> A dlaczego tak się Pan uczepił akurat tego punktu? Dlaczego nie odpowiada Pan na inne stawiane przeze mnie pytania? Kończą się Panu argumenty?
>
Na pozostałe już zdążyłem odpowiedzieć po kilka razy. Poza tym, proszę wybaczyć, ale nie chce mi się toczyć dyskusji, gdy wiem, że potrafi Pan przez kilka dni dyskutować nad dokumentem, którego Pan nie zrozumiał... :)
Pozdrawiam,
książę Alchien
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET