Choć nie jestem przekonany, czy to rozwiązanie będzie korzystne dla Dreamlandu, a jak dotąd słowa księcia Alchiena raczej mnie oddalają od tego pomysłu, muszę przyznać rację markizowi Wakowskiemu - tak na zdrowy rozum. Wbrew pozorom to nie w demokracji chodzi o to, by każdy miał po równo, ale w komuniźmie. Dopóki tytuły arystokratyczne nie są, jak w realu, należne za urodzenie i są dostępne dla wszystkich obywateli według jasnych i sprawiedliwych, nie dyskryminujących nikogo zasad, system głosów ważonych nie jest sprzeczny z ideą demokracji.
Porównałbym to z emeryturą. Nie każdy ma do niej prawo; jedynie ludzie, którzy ukończyli 65 lat. Stosując retorykę, która się w tym wątku pojawiała, można argumentować, że to wysoce niesprawiedliwe, bo czemu jedni mają dostawać pieniądze od państwa, a inni nie? Czy ja miałem wpływ na to, że urodziłem się mniej niz 65 lat temu, a taki hrabia Albon owszem? (;P) Jak ma być demokracja, to musi być równość - albo wszyscy dostają emerytury, albo nikt. Nie może być, żeby jakaś grupa społeczna była faworyzowana nad inne. Wszyscy wiemy, że to absurd. To, co jest istotne, to to, że każdy ma prawo do emerytury *po spełnieniu określonych warunków* (tj. ukończeniu określonego wieku). Wszyscy mamy teoretycznie takie same szanse dożyć tego wieku i zasady przyznawania emerytur są jasno określone i identyczne dla wszystkich. W tym leży równość.
Dlatego właśnie książę Alchien szkodzi swojej własnej sprawie gadając o tym, że jedni zasługują na więcej niż inni, bo są lepsi. Tymczasem powinno chodzić o to, że każdy obywatel otrzymuje równy dostęp do możliwości zwiększania wartości swojego głosu w wyborach - poprzez działalność na rzecz państwa, za którą jak v-świat v-światem obywatele dreamlandzcy nagradzani są zawsze tytułami.
Jedynym słabym ogniwem w tej propozycji jest niestety osoba Króla, który przynajmniej w teorii decyduje o tym, kto otrzymuje tytuł i kiedy. (Rzeczywistość wygląda nieco inaczej. W praktyce rzadko kiedy Król nie uwzględnia rekomendacji Namiestników.) Ten system może okazać się najgroźniejszy nie dla demokracji dreamlandzkiej, ale dla pozycji Monarchy właśnie i o to najbardziej się obawiam. Głosy ważone wystawiają bowiem Króla na otwarty strzał na scenie, od której tradycyjnie powinien trzymać się z daleka, czyli na scenie politycznej. Cóż prostszego dla partii politycznej, niż obwinić kogoś innego za swoją porażkę w wyborach? Nie musi nawet to być kwestia tego, kto został nobilitowany, ale wystarczy tak błaha sprawa, jak czas. Kadencja Izby Poselskiej trwa 5 miesięcy, więc w kalendarzu wybory są ruchome. Powiedzmy, że koniec kadencji wypadnie na przełomie lipca i sierpnia, kiedy Król tradycyjnie ogłasza nobilitacje. Nie ma w zasadzie znaczenia, co uczyni Król - zawsze można go będzie łatwo oskarżyć o manipulację. Ogłosił nobilitacje tuż przed wyborami? Chciał poprawić szanse tych, którzy wygrali awansując ich zwolenników. Zaczekał z nobilitacjami do po wyborach albo w ogóle zerwał z tradycją w tym roku? Chciał osłabić szanse tych, którzy przegrali i nie awansował zwolenników opozycji, choć jawnie im się to należało.
Nie jestem już Królem, więc można powiedzieć, że osobiście mnie już ten problem nie dotyczy. Jeśli JKM chce brnąć w sytuacje bez wyjścia - jego wybór. Problemem jest jednak to, że Korona to przede wszystkim instytucja. Instytucja, która by należycie sprawować swoją funkcję ustrojową musi cieszyć się umiarkowanym choćby szacunkiem osiąganym poprzez coraz dalej idącą neutralność w sprawach politycznych. Nie korzystanie z weta politycznego, oddawanie decyzji o nominacji Premiera większości parlamentarnej - to były gesty, które umacniały Koronę na pozycji stabilizatora i ustrojowego wentylu bezpieczeństwa. Oczywiście JKM nie ma najmniejszego zamiaru angażować się w politykę także teraz, ale wiemy wszyscy, że w grze politycznej nie bierze się jeńców. Wystawianie reputacji Korony na łatwą zdobycz dla politycznyh demagogów uważam za główną wadę proponowanej poprawki.
Dopóki mamy w CRIP dwie czy trzy partie i regularny brak kampanii wyborczych, czy choćby zrębów programów politycznych, nie obawiam się o to, że system głosów ważonych w jakikolwiek sposób zaburzy kształt sceny politycznej. Od paru lat zwycięzców w wyborach można zawsze spokojnie przewidzieć naprzód, a to, kto wygrywa na dobrą sprawę nie zmienia przecież sposobu, w jaki kierowane jest Królestwo. Rządziły już wszystkie partie i we wszystkich kadencjach posłowie głosowali za projektami ustaw, których nie czytali. Zmiana elektoratu nie zmieni niczego, jeśli nie będzie zmiany kandydatów, których mamy zawsze takich samych. Tu byłbym więc spokojny.
> Pozdrawiam,
> Łukasz markiz Wakowski
Pozdrawiam,
P. Svoboda, r.s.
Received on Sun 06 Apr 2008 - 16:35:49 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET