> W skrócie:
>
> Pańskie odejście i powrót z boku rzeczywiście wyglądają jak szopka. Nie
> uczestniczyłam w sporze, który zmusił Pana do odejścia i nie bardzo mnie
> interesowało co się wtedy działo (usunęłam wszystkie wiadomości z
> tamtego okresu). Jednak to wygląda dla mnie tak.
To ja też w skrócie: sama Pani przyznaje, że nie była obecna przy moim odejściu, nie czytała Pani żadnych wiadomości z tamtego okresu, słowem - nie wie o czym pisze. Ale mimo wszystko pisze Pani o tym z dużą pewnością siebie, oceniając surowo mnie i moje postępowanie. Już dawno wyrażałem opinię, że jest Pani zwyczajnie głupia. Zachowując się w ten sposób ("nie widziałam, nie czytałam, coś mi tylko opowiadał braciszek, ale i tak napiszę i podsumuję wszystko wygarniając Estreicherowi ile mogę") - jedynie Pani mój osąd potwierdza.
W jeszcze większym skrócie: plecie Pani głupoty, jak zwykle.
> Pańskie odejście zaplanowane było w taki sposób, żeby narobić jak
> najwięcej szumu. Stąd cała ta krytyka wszystkich i wszystkiego co żywe
> lub martwe w KD. Miało to pobudzić aktywnych Dreamlandczyków do
> dyskusji, może nawet błagania Pana o pozostanie (Gabriel sporo mi na ten
> temat opowiadał).
Odsyłam w takim razie do moich maili sprzed opuszczenia KD. Skoro już odnosi się Pani do nich i komentuje, wypadałoby przynajmniej je przeczytać. Bo w tym momencie pisze Pani o czymś, o czym nie ma pojęcia. Nie wiem co naopowiadał Pani braciszek, ale widocznie wiele z tego co napisałem nie zrozumiał, skoro przedstawił to w ten sposób (o ile rzeczywiście przedstawił to w ten sposób).
> Wtedy odszedł Pan "na zawsze", bo przecież o to
> chodziło w całym tym przedstawieniu. "Wielkie Odejście Wielkiego
> Dreamlandczyka, Który Jest Wielce Obrażony".
A skąd to Pani wiedzieć, skoro nawet tamtych maili nie czytała? Daje Pani tylko dowód tego, jak małą i żałosną jest osóbką, a do tego głupią - starając się w tak idiotyczny sposób komentować moje deklaracje, których nawet nie zadała sobie Pani trudu przeczytać.
> Tak czy inaczej, plan się powiódł. Zrobił się szum. A jednak, jak
> wróciłam, nie widziałam ani jednej wiadomości, która choćby wspomniała
> słowem o Pańskim odejściu. Bolesne, prawda? Zostać zapomnianym
> bardzo szybko przez tych, którzy tak Pana wielbili.
Nie wiem, może Pani mi to powie? :)
Po pierwsze - nikt mnie tu nie wielbi, nie jestem jakimś obiektem kultu żeby mnie wielbić. Mam tu za to przyjaciół. I owi przyjaciele o mnie nie zapomnieli, regularnie mam okazję rozmawiać sobie z nimi na GG, bez względu na to czy akurat jestem w KD, czy nie jestem. A czy np. tydzień po moim odejściu pojawiały się tu maile na mój temat? A czemu miałyby się niby pojawiać? Co kto miał do powiedzenia, napisał tuż po moich oświadczeniach albo przekazał mi na priv. A jak ktoś poczuł potrzebę kontaktu z Estreicherem - odzywał się do mnie na GG. I było ich tyle, że mogę spodziewać się, że więcej osób zwracało się do mnie w ten sposób podczas mojej nieobecności w KD, niż do Pani nawet w czasie jej największej aktywności.
> Stąd żart na Prima Aprilis, że Pan wraca. Chciał Pan zobaczyć reakcję.
> Czy ktoś Pana jeszcze pamięta.
Poniekąd racja - napisałem tą wiadomość dla żartu, podczas rozmowy na GG z Pawłem Erwinem. Rozważałem powrót od paru dni, ale nie tak prędko (chciałem parę rzeczy przygotować, ale najwyżej przygotuję je już na miejscu).
> Jak kretynka dałam się wciągnąć w spór i
> umożliwiłam Panu powrót z hukiem, wspaniałe wejście. Ale jak pokazać
> Dreamlandczykom, że wcale Panu nie zależy na KD? Mówiąc, że Pańskie
> życie jest na tyle nudne w tej chwili, że może Pan tracić czas w
> Dreamlandzie.
Niech Pani jeszcze raz przeczyta fragment maila w którym piszę o powrocie. Nie zrozumiała Pani zupełnie: moje życie wcale nie stało się tak nudne, że mogę tracić czas w Dreamlandzie :-D Po prostu udało mi się wyprostować parę spraw, które zajmowały mi dużo czasu (a wcale ciekawsze niż KD nie były, były po prostu ważniejsze). A już nie wiem zupełnie skąd wzięła Pani tezę, że mi na KD nie zależy - zależy i to bardzo. Inaczej po co miałbym wracać?
> Pokazał Pan więc, że tak naprawdę Panu na KD nie zależy i
> robi nam Pan łaskę, że wraca. Piękne...
Coś się Pani zupełnie poprzestawiało pod tą grzywką...
> Takie przewidywalne... Zwłaszcza po Panu można się było spodziewać
> odejścia i powrotu, wzbudzając przy tym jak najwięcej zainteresowania
> swoją osobą.
Przewidywalne? Proszę przeczytać swoje maile z wczoraj...
> Przypominam również, że Pan miał się zwracać do mnie z szacunkiem
> należnym królowej Natanii. Pan jako jedyny z resztą :)
No to przecież się zwracam z należnym Pani szacunkiem, a nawet jeszcze większym niż ten należny :)
> Fabiola baronowa de Willibald
Pozdrawiam,
(-) Marcus Estreicher
Back in Pink
Received on Wed 02 Apr 2008 - 10:56:32 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET