Re: [dreamland] Sarmacja i my (było: Sesja plenarna OPM)

From: Alchien <alchien_usunto_at_interia.pl>
Date: Tue, 25 Mar 2008 23:55:24 +0100


Witam,
> Ciekawą sprawą było powołanie Wspólnoty Korony Ebruzów. Ale na bogów,
> cóż nam to dało? Natania, do której żywię szczerą sympatię, związała się
> bliżej z Sarmacją. I nie dziwię się - to było z ich strony rozsądne. Bo
> Sarmacja może zapewnić im wiele korzyści. My zdajemy się tego nie
> spostrzegać.
>

Natania i Dreamland opracowują właśnie umowę dotyczącą ułatwienia pracy za granicą dla obywateli Korony Ebruzów. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Natańczycy są bliżej związani z Sarmacją niż z nami... I wydaje mi się, że Pańskie obserwacje oparte są głównie na lekturze Bramy Sarmackiej :)

Powiem tak: na początku mojego urzędowania, jak pewnie większość Dreamlandczyków pamięta, byłem wielkim entuzjastą ścisłej współpracy z Sarmacją. Po stolicach poszły plotki, że chcę zerwania Sojuszu dreamlandzko-scholandzkiego, że ustalam razem z moim bratem, Piotrem Mikołajem, jak tutaj wbić nóż w plecy Scholandii.

Prawda jest taka, że właśnie ze względu na rozmiar, ze względu na to, że Sarmacja zajmuje pozycję mocarstwa, że jest najsilniejszym państwem wirtualnym, że nabrała imperialnego rozpędu, niemożliwa jest stała, ścisła współpraca z nią na niektórych płaszczyznach.

Proszę nie zrozumieć mnie źle - nie zarzucam stronie sarmackiej nieuczciwości, nie neguję też w ogóle potrzeby rozmów z Sarmatami. Co do statusu Królestwa Baridas - trwają negocjacje. Pewnych informacji nie mogę podać do wiadomości publicznej, ale proszę mi zaufać, że sprawa jest poważniejsza, niż się na pozór wydaje. Proszę pamiętać, że nie chodzi tylko o uznanie Królestwa Baridasu za państwo - spełnia ono większość wymogów określonych przez Sojusz (chociaż nadal poruszam w rozmowach z Ekscelencją Arpedem-Muzykiem kwestię suwerenności KB). Chodzi o uznanie Królestwa Baridas za prawnego kontynuatora Republiki. Innymi słowy - dyskusja toczy się w kontekście przyszłej Wspólnej Mapy, w kontekście trzymania się przez Dreamland litery prawa międzynarodowego (co czyniliśmy zawsze), także pod wieloma innymi względami. Czy sama aktywność uprawnia do przejęcia dziedzictwa de facto nieistniejącego państwa?

Sarmacja - i nie można mieć o to pretensji! - negocjuje na dość twardych warunkach, stawia przede wszystkim na osiągnięcie kluczowych, krótkoterminowych celów. Taka jest natura państwa, które w jakiś sposób dominuje w społeczności międzynarodowej. Z jednej strony jej aktywność oznacza, że faktycznie możemy z Sarmatami nawiązać współpracę na wielu płaszczyznach - z drugiej strony, Księstwo na wielu z nich po prostu nie jest dla nas równorzędnym partnerem. Sojusz dreamlandzko-scholandzki będzie dla nas priorytetem zawsze, jako równoważący pozycję Sarmacji i pozwalający na partnerską rozmowę z nią. Obecnie mam nadzieję - co nie jest tajemnicą - zbliżyć do siebie Sojusznicze Królestwa i Mandragorat Wandystanu, by bardziej ustabilizować scenę międzynarodową.

Dreamland ma, oczywiście, wiele osiągnięć, które wyróżniają go spośród pozostałych dużych mikronacji. Jednak musimy dzielić się nimi ostrożnie, gdyż żeby wejść w orbitę większego państwa, nie potrzeba nawet, by to państwo miało taką intencję. Możemy niechcący sami, z własnej woli, wcisnąć się w ramy układu, który na dłuższą metę zaszkodzi i nam, i Sarmacji. Poza tym, wiele wydarzeń - o czym opinia publiczna zapomina - dzieje się poza oficjalnym forum. Może zdarzyć się np., że ważny urzędnik jednej strony zaproponuje czołowemu prawnikowi drugiej strony współpracę na warunkach de facto pół-, albo i ćwierćoficjalnych, pozostawiając sprawę poza oficjalnym nurtem polityki zagranicznej. Czy znaczy to, że ta sprawa nie wpływa na wzajemne stosunki? Że nie wysyła sygnału alarmowego do Rządu?

Nie.

Nie przesadźmy w jedną ani w drugą stronę. Bądźmy otwarci na rozmowę, ale trzymajmy się podstaw, na których stoi Dreamland - spokoju, dystansu, politycznego pragmatyzmu. Nie odbierajmy wszystkiego w kategoriach idei, patrzmy na projekty i okazje sceptycznie, kalkulujmy. Doceniajmy własne osiągnięcia i bądźmy oszczędni. W stosunkach międzynarodowych rewolucje i przewroty zdarzają się rzadko - a jeśli nawet występują, to zwykle niosą ze sobą jedynie konieczność zmiany paru nazw w kilku oficjalnych dokumentach.

Pozdrawiam,
książę Alchien



Szybki przepis na smaczne danie? Sprawdz! kliknij >> http://link.interia.pl/f1d23 Received on Tue 25 Mar 2008 - 15:55:29 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET