W sumie nie poznałem Pana, panie Estreicher.
Ale to co zdążyłem się wywiedzieć, to cóż to co Pan robi (zrobił) nie godzi
się.
Mówi Pan, iż Dreamland, jest obecnie przesiąknięty formalizmem, że ma być to
zabawa, a trzeba się umieszczać w ramkach wyznaczonych dla każdej osoby.
Chciałbym zauważyć, w tym momencie, iż owszem, czasami jesteśmy zmuszani do
wkładania spodni niekoniecznie naszych, ale po tym poznaje się ludzi, jak są
w stanie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją.
Fakt według mnie Heroldia, zbyt "agresywnie" podeszła do sprawy, wszak jak rzekł JKW Pavel Svoboda, Pana przysięga nie odbiegała od roty. Heroldia powinna w sumie poprosić o powtórzenie przysięgi z użyciem słów roty, a nie grozić Sądem Parów - gdyż wskazywałoby to na sytuację równą nie złożeniu przysięgi wogóle, a tak z kolei nie było.
Jednakże reakcja Pana, wygląda na "ucieczkę" zrzeczenie się tytułów, odejście z Dreamlandu. Nie uważam, żeby to było godne osoby pochodzącej z arystokracji (już nie, ze względu na zrzeczenie się tytułów - ale zawsze, gdyż do niedawna był Pan członkiem arystokracji)
Powrócę do tematu, formalności itp.
Zapisując się do Dreamlandu, można rzec, że zapisujemy się do "gry w budowę
państwa" tak samo jakbyśmy zapisali się do "Bloodwars", "O-game" "World of
Warcraft" czy jakiejkolwiek innej gry typu MMO. Są pewne korzyści, są pewne
nakazy, zakazy, przyzwolenia - ogólnie rzecz ujmując zasady "gry".
Tutaj jesteśmy ludźmi poddanymi Krolowi Dreamlandu. Król ustala swoje
zasady, zazwyczaj określane jako Postanowienia Królewskie. Do tego jest
jeszcze Sejm, który również ustala zasady "gry", zazwyczaj poprzez uchwały.
Według mnie tych wszystkich Postanowień Królewskich oraz uchwał nie ma tak
dużo, żeby przestrzeganie ich odczuwano jako ograniczenie życia
społeczeństwa.
Rota, w rzeczy praktycznej, wejść na stronę skopiować, wpisać 1 wyraz, wysłać - bardzo ciężko? Wiem, że nie chodzi o to tylko odczucie Pana osoby, które mogło zostać urażone. Ale jak na arystokratę przystało, powinien Pan albo zwrócić się do Sekretarza Heroldii w kwestii wytłumaczenia, umówić się na audiencje u Króla, by wyjaśnić, lub skoro uważa Pan, iż Pańska przysięga była wystarczająca, pójść na Sąd Parów z podniesioną głową, jako że Pan w niczym nie zawinił.
A tak w gwoli ścisłości, Królestwo Dreamlandu bardzo podobnie funkcjonowało jeśli chodzi o formalności w roku 2004 jak i teraz, przynajmniej z tego co obecnie zauważyłem. Nie wiem co było między 2005 a 2008, gdyż mnie nie było, ale takowa reakcja na powtórzenie Roty, jest conajmniej hmm za przeproszeniem nie poważna.
Tak więc, można rzec, iż dobrze się stało, że zrzekł się Pan tytułów, gdyż z tego co widzę, nie zrozumiał Pan w pełni istoty szlachectwa. Dostaje się tytuły, za pracę, aktywność, zasługi itd. Ale zachowanie godne tytułu szlacheckiego ( tym bardziej arystokratycznego) to jest kwestia nie związana ani z aktywnością, ani z pracą, tylko z ogładą, przestrzeganiem kilku zasad, z czego większość wywodzi się wprost z zasad dobrego zachowania, kultury osobistej, postawy wobec innych oraz wobec Króla jak również ze sposobem na życie i w jaki sposób prowadzi się swoje życie. Po za tym, jak mówi stare przysłowie, mężczyznę (w tym i szlachcica) poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.
Mam nadzieję, że nie odczuje Pan urazy za moje słowa, są szczere, choć mogą być brutalne. Jeżeli jednak Pan się poczuje urażony, proszę o wybaczenie, nie to jest moją intencją.
Z kolei w tym momencie nie pozostaje mi powiedzieć już nic innego jak to, iż żegnam Pana z przykrością jako człowieka, który, wedle wypowiedzi Dreamlandczyków, dużo zrobił dla Królestwa. Wiele wniósł i wzbogacał społeczeństwo. Mam nadzieję, że Panu się ułoży tam dokąd Pan zmierza. Mam też nadzieję, iż Pan o Królestwie Dreamlandu nie zapomi, jak i życzę żeby Królestwo nie zapomniało o Panu.
Z wyrazami szacunku
sir Wilu Wilk
wilaszczuk_usunto_at_interia.pl
gg: 7661362
> Mail miał iść wczoraj, ale nieopatrznie posłałem go ze swojego "realowego"
> adresu, więc pewnie nie dojdzie. Dlatego jeszcze raz:
>
> ***********
>
> Witam,
>
> Otrzymałem dziś z Heroldii informację, że Jego Królewska Mość Edward I
> Artur nie jest zadowolony z formy w jakiej złożyłem przysięgę po nadaniu
> mi
> tytułu diuka i żąda, bym powtórzył ją słowo w słowo za formułką podaną na
> stronach Heroldii. Otóż, nie zamierzam tego uczynić.
>
> Moja decyzja oczywiście nie będzie zaskakująca dla kogoś, kto choć trochę
> mnie zna. Jego Królewska Mość przewidując taki obrót rzeczy poinstruował
> Sekretarza Heroldii, by ten w razie mojej odmowy wystąpił do Sądu Parów z
> wnioskiem o ukaranie takiego zachowania. Jako, że prywatnie Roberta van
> Buurena lubię i uważam, że ma on w KD parę ciekawszych rzeczy do roboty
> niż
> bieganie ze mną po sądach, zaś samych sądów w jakiejkolwiek postaci od
> jakiegoś czasu nie uznaję (o czym pisałem udając się na urlop) -
> postanowiłem dobrowolnie zrzec się nadanego mi przez JKM tytułu. A że nie
> jestem pewien, czy to wystarczy dla uniknięcia dalszej szarpaniny -
> zrzekam
> się w ogóle wszystkich tytułów nadanych mi przez Koronę.
>
> Nie przychodzi mi to lekko i nie czynię tego bez jakiegoś tam żalu. Za
> serce i pracę wkładane w Królestwo Dreamlandu nie dostajemy pieniędzy
> (zwykle nawet tych wirtualnych), jakichś punktów, ani niczego innego.
> Jedynym widocznym potwierdzeniem aktywności i zaangażowania we wspólną
> zabawę są właśnie tytuły satysfakcja płynąca z ich otrzymania i możliwości
> posługiwania się nimi. Jak ujął to jeden z moich przyjaciół, którego
> poinformowałem o swoim zamiarze - to takie podsumowanie wszystkiego, co
> się
> dla KD zrobiło. Od dawna mierził mnie fakt, że niektórzy próbowali
> wykorzystywać te tytuły do jakichś mało poważnych rozgrywek.
> Niejednokrotnie grożono mi Sądem Parów po tym, jak podsumowałem kogoś
> grubszym słowem - bo niby hrabiemu/markizowi/diukowi to nie
> przystoi.Odpowiadałem niezmiennie: w KD nie dostaje się tytułów za ładną
> buzię, posługiwanie się przy stole nożem i widelcem, czy coś z tych
> rzeczy.
> Tytuły w KD otrzymuje się za aktywność, pracę i wkład w Królestwo
> Dreamlandu.
>
> Trochę przykre, że nie miałem w powyższym racji. JKM Edward I Artur
> sugeruje mi dziś wyraźnie (choć przez pośrednika): ok, narobiłeś się,
> uhonorwałbym to nadaniem tytułu, ale... wtłocz się najpierw w ramy jakiejś
> upierdliwej formalności. Bo zwracam uwagę: generalnie przysięgę złożyłem.
> Niestety, potwierdza się to, co o KD mówi się od dawna i co szczególnie
> głośno podnosiłem w ostatich dniach mojej "normalnej" aktywności: coraz
> mniej miejsca w KD na zabawę i ludzi, gdyż całą przestrzeń zabierają im
> procedury, przepisy i formalności. Wystarczy spojrzeć na proces, który
> stał
> się bezpośrednim impulsem dla mojej rezygnacji z udziału w życiu
> publicznym
> KD: w skutek błędu JKM polegającego na wyłaczeniu samemu sobie praw
> wyborczych, została wszczęta procedura, która zupełnie wbrew
> jakiemukolwiek
> rozsądkowi doprowadziła do stwierdzenia w orzeczeniu Sądu Królestwa, że
> uchybień w przeprowadzeniu wyborów dopuścili się członkowie Komisji
> Wyborczej. Jakie stanowisko zajął wobec tego sam JKM - żadnego, wszystko
> jest wg niego w najlepszym porządku. Wielokrotnie wspominałem też o
> paranoi
> związanej z terminami, które częstokroć w ogóle nie są używane po to by
> usprawniać jakieś procedury, ale po to, by je sabotować (np. pomijając
> stanowisko jakiegoś organu, które zostało zgłoszone parę godzin po upływie
> terminu - co w naszych wirtualnych warunkach jest zupełnie chore).
> Przykłady możnaby mnożyć - każdy z Was z pewnością doświadczył tego na
> własnej skórze (ostatnio o ile pamiętam Książę Kalicki próbował coś mącić
> w
> Furlandii, również w związku z jakąś proceduralną pierdółką).
>
> Jak zaznaczyłem parę tygodni temu: ja się tak bawić nie zamierzam, co
> potwierdziłem zrzekając się wszystkich stanowisk i urzędów. Dzisiejsze
> stanowisko JKM odbieram jednoznacznie: nie, kolego, albo będziesz się
> bawić
> właśnie tak albo dowidzenia. No, cóż... dowidzenia. Z niemałą przykrością
> zrzekam się tytułów, uwalniając się w ten sposób ostatecznie z więzów
> jakichkolwiek procedur. Nie zapominam oczywiście o podstawowym węźle
> łączącym mnie z KD, jakim jest obywatelstwo (zastanawiam się co tu jeszcze
> możnaby wykombinować żeby jakoś uprzykrzyć mi życie - ale przypominam
> sobie
> Luka Woody'ego i widzę, że obywatelstwa w sumie nie można chyba nijak
> rozegrać przeciwko jego podmiotowi). Jednak nie mam zamiaru zostawać w KD
> na takich samych zasadach jak Luke Woody, dlatego z obywatelstwa również
> rezygnuję i generalnie swój urlop zamieniam w emigrację. Tym bardziej, że
> zgodnie co pisałem powyżej - forma jaką przybiera zabawa w Dreamland nie
> odpowiada mi już zupełnie, a w przeciwieństwie do Luke'a Woody'ego
> masochistą nie jestem.
>
> Nie sądziłem, że moja przygoda z Królestwem Dreamlandu skończy się akurat
> w
> ten sposób. Co mogę powiedzieć... trochę mi przykro. Z jednej strony wcale
> nie mam ochoty opuszczać KD, ale z drugiej - nie jest możliwe, żebym
> funkcjonował w nim na zasadach, które stara się ostatnio promować Korona:
> obie ewentualności są równie nieciekawe. Jakąś opcją jest walka, ale w tym
> momencie z przyczyn realowych akurat jestem bezbronny (bo najcenniejszą
> bronią w KD jest czas wolny, a tego mi trochę brakuje). W ciągu
> najbliższych dni w jakiś sposób rozdysponuję swój majątek i publicznie
> ogłoszę ostatnie dyspozycje. Na razie.
>
> (-) Marcus Estreicher
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET