No i szlag trafił kolejnego Luindorczyka...
Zetknąłem się z Panem Marcusem (Panem, nigdy
nie przeszliśmy na "Ty", za duży miałem do niego
szacunek) Dopiero w Luindorze. Wcześniej wysłałem
do niego list z wiadomością o wydaniu pierwszego
numeru Scriptores Dreamlandis. Ale wtedy mi nie
odpowiedział, nie wiem czemu. Został Księciem Luindoru,
gdy piastowałem urząd Kanclerza. Wskazał mi wtedy
nową wizję Prowincji. Luindor zawdzięcza mu swoją przyszłość.
I choć miał pewne zapędy satanistyczne, jego poglądy
i opinie często były trafne. Jego język nierzadko
był ostry i bezpośredni, nie powiem.
Nasuwa mi się na myśl fragment naszej pierwszej rozmowy:
"Jak tylko dojde do siebie napisze cos wiecej
(teraz w glowie hucza mi tysiace watów i szumi
morze alkoholu, ale do diabla - co to byl za
koncert, dalismy czadu!)".
Zostawił po sobie dużo, nie wszystek umarł.
Kto teraz będzie grał na gitarze
w The Dreamland Band?
Żył jak chciał, robił co chciał, mówił co chciał i umarł jak chciał.
Panie Marcusie, dałeś Pan czadu!
--- (-)dr Krzysztof baron Jazłowiecki Książę Namiestnik LuindoruReceived on Fri 14 Mar 2008 - 09:41:17 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET