Witam,
Otrzymałem dziś z Heroldii informację, że Jego Królewska Mość Edward I Artur nie jest zadowolony z formy w jakiej złożyłem przysięgę po nadaniu mi tytułu diuka i żąda, bym powtórzył ją słowo w słowo za formułką podaną na stronach Heroldii. Otóż, nie zamierzam tego uczynić.
Moja decyzja oczywiście nie będzie zaskakująca dla kogoś, kto choć trochę mnie zna. Jego Królewska Mość przewidując taki obrót rzeczy poinstruował Sekretarza Heroldii, by ten w razie mojej odmowy wystąpił do Sądu Parów z wnioskiem o ukaranie takiego zachowania. Jako, że prywatnie Roberta van Buurena lubię i uważam, że ma on w KD parę ciekawszych rzeczy do roboty niż bieganie ze mną po sądach, zaś samych sądów w jakiejkolwiek postaci od jakiegoś czasu nie uznaję (o czym pisałem udając się na urlop) - postanowiłem dobrowolnie zrzec się nadanego mi przez JKM tytułu. A że nie jestem pewien, czy to wystarczy dla uniknięcia dalszej szarpaniny - zrzekam się w ogóle wszystkich tytułów nadanych mi przez Koronę.
Nie przychodzi mi to lekko i nie czynię tego bez jakiegoś tam żalu. Za
serce i pracę wkładane w Królestwo Dreamlandu nie dostajemy pieniędzy
(zwykle nawet tych wirtualnych), jakichś punktów, ani niczego innego.
Jedynym widocznym potwierdzeniem aktywności i zaangażowania we wspólną
zabawę są właśnie tytuły satysfakcja płynąca z ich otrzymania i możliwości
posługiwania się nimi. Jak ujął to jeden z moich przyjaciół, którego
poinformowałem o swoim zamiarze - to takie podsumowanie wszystkiego, co się
dla KD zrobiło. Od dawna mierził mnie fakt, że niektórzy próbowali
wykorzystywać te tytuły do jakichś mało poważnych rozgrywek.
Niejednokrotnie grożono mi Sądem Parów po tym, jak podsumowałem kogoś
grubszym słowem - bo niby hrabiemu/markizowi/diukowi to nie
przystoi.Odpowiadałem niezmiennie: w KD nie dostaje się tytułów za ładną
buzię, posługiwanie się przy stole nożem i widelcem, czy coś z tych rzeczy.
Tytuły w KD otrzymuje się za aktywność, pracę i wkład w Królestwo
Dreamlandu.
Trochę przykre, że nie miałem w powyższym racji. JKM Edward I Artur sugeruje mi dziś wyraźnie (choć przez pośrednika): ok, narobiłeś się, uhonorwałbym to nadaniem tytułu, ale... wtłocz się najpierw w ramy jakiejś upierdliwej formalności. Bo zwracam uwagę: generalnie przysięgę złożyłem. Niestety, potwierdza się to, co o KD mówi się od dawna i co szczególnie głośno podnosiłem w ostatich dniach mojej "normalnej" aktywności: coraz mniej miejsca w KD na zabawę i ludzi, gdyż całą przestrzeń zabierają im procedury, przepisy i formalności. Wystarczy spojrzeć na proces, który stał się bezpośrednim impulsem dla mojej rezygnacji z udziału w życiu publicznym KD: w skutek błędu JKM polegającego na wyłaczeniu samemu sobie praw wyborczych, została wszczęta procedura, która zupełnie wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi doprowadziła do stwierdzenia w orzeczeniu Sądu Królestwa, że uchybień w przeprowadzeniu wyborów dopuścili się członkowie Komisji Wyborczej. Jakie stanowisko zajął wobec tego sam JKM - żadnego, wszystko jest wg niego w najlepszym porządku. Wielokrotnie wspominałem też o paranoi związanej z terminami, które częstokroć w ogóle nie są używane po to by usprawniać jakieś procedury, ale po to, by je sabotować (np. pomijając stanowisko jakiegoś organu, które zostało zgłoszone parę godzin po upływie terminu - co w naszych wirtualnych warunkach jest zupełnie chore). Przykłady możnaby mnożyć - każdy z Was z pewnością doświadczył tego na własnej skórze (ostatnio o ile pamiętam Książę Kalicki próbował coś mącić w Furlandii, również w związku z jakąś proceduralną pierdółką).
Jak zaznaczyłem parę tygodni temu: ja się tak bawić nie zamierzam, co potwierdziłem zrzekając się wszystkich stanowisk i urzędów. Dzisiejsze stanowisko JKM odbieram jednoznacznie: nie, kolego, albo będziesz się bawić właśnie tak albo dowidzenia. No, cóż... dowidzenia. Z niemałą przykrością zrzekam się tytułów, uwalniając się w ten sposób ostatecznie z więzów jakichkolwiek procedur. Nie zapominam oczywiście o podstawowym węźle łączącym mnie z KD, jakim jest obywatelstwo (zastanawiam się co tu jeszcze możnaby wykombinować żeby jakoś uprzykrzyć mi życie - ale przypominam sobie Luka Woody'ego i widzę, że obywatelstwa w sumie nie można chyba nijak rozegrać przeciwko jego podmiotowi). Jednak nie mam zamiaru zostawać w KD na takich samych zasadach jak Luke Woody, dlatego z obywatelstwa również rezygnuję i generalnie swój urlop zamieniam w emigrację. Tym bardziej, że zgodnie co pisałem powyżej - forma jaką przybiera zabawa w Dreamland nie odpowiada mi już zupełnie, a w przeciwieństwie do Luke'a Woody'ego masochistą nie jestem.
Nie sądziłem, że moja przygoda z Królestwem Dreamlandu skończy się akurat w ten sposób. Co mogę powiedzieć... trochę mi przykro. Z jednej strony wcale nie mam ochoty opuszczać KD, ale z drugiej - nie jest możliwe, żebym funkcjonował w nim na zasadach, które stara się ostatnio promować Korona: obie ewentualności są równie nieciekawe. Jakąś opcją jest walka, ale w tym momencie z przyczyn realowych akurat jestem bezbronny (bo najcenniejszą bronią w KD jest czas wolny, a tego mi trochę brakuje). W ciągu najbliższych dni w jakiś sposób rozdysponuję swój majątek i publicznie ogłoszę ostatnie dyspozycje. Na razie.
(-) Marcus Estreicher
Received on Fri 14 Mar 2008 - 03:08:40 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET