> Z monarchią świata wirtualnego jest ten problem, że po złożeniu tronu
> ex-rex żyje dalej.
Faktycznie, jesteśmy wręcz bezczelni z tym naszym istnieniem po abdykacji. Richelieu mawiał ponoć, że dobry mąż stanu powinien wiedzieć nawet, kiedy umrzeć. A tu proszę... I żeby były to tylko problemy ceremonialne... :-)
Wybaczcie mi proszę drodzy Dreamlandczycy ten wtręt, ale nie mogłem się powstrzymać. A na poważnie - Królestwo ma jednego Króla. Zgodnie z naszą praktyką konstytucyjną, przejście Korony wymaga powołania urzędników koronnych na nowo (jedynie sędziowie jako nieusuwali są "potwierdzani"). Jest w tym głębszy sens, aniżeli zapełnianie dalszych półek BPSK kolejnymi postanowieniami królewskimi. Otóż urzędnicy, zwłaszcza składający ślubowanie, ślubują na wierność monarsze. To zawsze rodzi stosunek osobisty. Ale relacja ta kończy się - w jej aspekcie prawno-politycznym - z chwilą zmiany Króla, czego widomym znakiem jest właśnie wygaśnięcie wszelkich, poza sędziowskimi, królewskich nominacji urzędniczych. Jest mi oczywiście niezmiernie miło, że moi dawni współpracownicy nie odwracają się na mój widok i znajdują chwilę i chęci, by ze mną porozmawiać, czasem o starych, czasem o nowych czasach - a zawsze są to rozmowy wielce pouczające. Ale też odczułbym jako przynajmniej w pewnym sensie własną porażkę, gdyby którykolwiek z urzędników miał wątpliwości, czy podążyć za poleceniem Jego Królewskiej Mości, czy moją wolą. Poczucie prawa i porządku, jakie mam nadzieję udawało mi się współtworzyć w Królestwie, nie powinno pozostawiać w tej mierze żadnych wątpliwości. I oczywiście nie chodzi tutaj o niemożność tworzenia "Opozycji Jego Królewskiej Mości", bo ta nie wyklucza ani dobrze rozumianej wierności monarsze, ani tym bardziej - choćby wirtualnego - patriotyzmu.
Jeżeli król senior znajduje jeszcze czas i możliwość (bo jak śmiem twierdzić nie o brak chęci tu chodzi), by działać w Królestwie, w mojej ocenie stara się przede wszystkim służyć Koronie. Ale też wyłączną domeną Króla jest decydowanie, czy i ewentualnie w jakim zakresie z tej pomocy chce skorzystać. To Król odpowiada w ostatniej instancji za stan Królestwa, a każdy król senior aż za dobrze wie, że odpowiedzialność ta, choć niby wirtualna, potrafi być nie tylko satysfakcjonująca, ale i całkiem realnie wyczerpująca.
> Pozdrawiam,
> gen. Alchien diuk d'Archien-Liberi, Earl Warwick
Z poważaniem,
(-) Artur Piotr, RS.
Received on Tue 29 Jan 2008 - 12:46:26 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET