> Zbiorcza odpowiedź na listy o niedemokratyczności Dreamlandu.
> Patologie funkcjonowania demokracji - również to często używany przez
> faszystów argument - nie są powodem, by ją odrzucić.
Oczywiście, że wadliwość procedur to nie powód do odrzucenia demokracji :-) Powodem takim jest - czy też może być - raczej jej nieadekwatność do specyfiki mikronacji.
Chodzi mi o to, że od demokracji rzeczywistych różnimy się w dwóch istotnych dla sprawy kwestiach. Po pierwsze - nie jesteśmy w stanie skutecznie uzyskać faktycznej równości, ponieważ nie mamy możliwości sprawdzania wielokrotnych tożsamości tak, by nie pozostawić wątpliwości. Dostatecznie sprytny i zdeterminowany człowiek będzie w stanie (przy odpowiednim nakładzie czasu i pracy) poprowadzić wiele tożsamości i oddać nawet kilkadziesiąt głosów w wyborach. Widzisz jakieś skuteczne zabezpieczenie przed taką możliwością?
Druga kwestia to fakt, że istnienie w państwie rzeczywistym jest poniekąd przymusowe - nie da się w dowolnej chwili zrezygnować z bycia obywatelem i mieszkańcem wszystkich państw, a nawet zmiana państwa to niełatwa i raczej rzadka sprawa. Głosujący w wyborach mają świadomość, że dalej będą funkcjonować w tej rzeczywistości, a więc ich wybór - jak zakłada idea demokracji - ma faktyczne przełożenie m.in. na ich stan fizyczny - życie, zdrowie, bezpieczeństwo, majątek, wykształcenie, możliwości, itd. Innymi słowy - mają wiele do stracenia. Tego elementu w mikronacjach brak.
Nie bez powodu rzeczywiste państwa demokratyczne wcale nie dopuszczają do głosowania wszystkich, a jedynie _pełnoletnich_ obywateli. Wymóg pełnoletności to nie tylko kwestia dojrzałości psycho-emocjonalnej czy odpowiedzialności prawnej. Ludzie pełnoletni mają za sobą (w zdecydowanej większości, bo inne przypadki są statystycznie pomijalne) kilkanaście lat życia w państwie, a więc kilkanaście lat "związywania się" z nim. Do prawdziwej, a skutecznej demokracji trzeba by więc wprowadzić taki system również w mikronacji - prawo głosu wyłącznie dla osób z np. 8-letnim stażem. I to warunkowanym jakąś życiową aktywnością. Nie mówiąc już o kilkuletnim obowiązku szkolnym :->
Do tego dochodzi kilka innych, pomniejszych kwestii - choćby fakt, że obowiązki dreamlandzkie wykonujemy głównie w ramach rzeczywistego czasu wolnego. Nikomu praca np. w Izbie Poselskiej KD nie zastąpi pracy (czy szkoły) realnej, nikt z niej nie utrzyma rodziny. Nikt też nie ponosi realnych konsekwencji z tytułu jej zaniedbania. Nikt nie wymaga realnych kwalifikacji do pracy czy stanowisk. I tak dalej - model rzeczywisty jest nieprzekładalny na mikronacje.
(...)
> Nie jest też dobrym argumentem fakt, że władza należy do tych, którzy
> trzymają systemy informatyczne.
Z tym się poniekąd zgadzam. Dreamland to pewna idea pozasystemowa - zbiór ludzkich marzeń i możliwości. Gdybyśmy nagle utracili wszystkie systemy, wszystkie strony, ostali się wyłącznie na liście dyskusyjnej (czy innej formie komunikacji) - moim zdaniem Dreamland nadal by istniał i żył. Jeśli się mylę i byłby to koniec Królestwa - to dla mnie jego istnienie już teraz nie miałoby sensu.
Jednak władza informatyczna musi pozostać w rękach - i odpowiedzialności - jednej osoby: Króla. Jest on gwarantem naszego bezpieczeństwa - tego, że nasze adresy, bazy danych, strony, cała nasza praca nie trafią w ręce osób nieodpowiedzialnych, głupich, nieumiejętnych czy wrogich. Nie jest to oczywiście gwarancja idealna, ale najlepsza, jaką mamy. Mogę zaufać konkretnej osobie - nie jestem zaś w stanie zaufać nieokreślonej (w większości w ogóle nieznanej i milczącej) grupie ludzi. I nie przypuszczam, żebyś Ty - czy ktokolwiek z nas - był w stanie.
Bronienie zaś demokracji w naszych warunkach argumentem, że faszyści też atakowali demokrację (ergo: atakujący demokrację = faszyści?) to kiepski cios poniżej pasa :) Zauważ, że nikt z nas nie zarzuca nic demokracji realnej. A demokracja w mikronacji to zupełnie inny twór.
Pozdrawiam,
ax. Ghardin
Received on Fri 18 Jan 2008 - 13:26:29 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET