W ciagu kilku minionych lat zabieralem w tym miejscu glos moze szesciokrotnie, a i to pewnie zbyt czesto. Zapewne z braku lepszego pomyslu zdecydowalem sie swego czasu pelnic na lamach "Glosu Weblandu" funkcje asenizacyjn±. Niechetnie czynie to i teraz, po czesci z zalu do dzisiejszego areopagu, na ktorym spoczywa odpowiedzialnosc za jakosc naszego zycia publicznego, w tym - dzialalnosci kulturalnej.
Szczeremu entuzjazmowi Pana Krzysztofa Jazlowieckiego zawdzieczamy reaktywacje pisma "Scriptores Dreamlandis". Jest to fakt jednoznacznie pozytywny i jako taki zasluguje na slowa uznania. Tak tez sie stalo. J. van den Fisher stwierdza po prostu: "doskonala robota".
Cokolwiek niezreczne slowa, jakimi Redaktor przed tygodniem anonsowal owoc swojej pracy ("mniej belkotu, wiecej informacji"), wywolaly zrazu obronna reakcje zdrowego organizmu. Publiczny protest zacnych lokatorow Palacu Krolewskiego, sam w sobie wyjatkowy, to przede wszystkim kawalek sympatycznej literatury dreamlandzkich kwietystow: apatyczny, dumnie obojetny, protekcjonalnie przymykajacy oko na istote problemu. Gdzies z niebotycznych wysokosci spadly suche zapewnienia nastepcy tronu: nieporozumienia nie ma, wszystko w porzadku. Wiara, nadzieja i milosc napelnily nasze serca.
Mam niejasne przeczucie, ze nic nie jest w porzadku. Czwarta odslona "SD" nie stanowi przykladu "doskonalej roboty". Jestem jak najdalszy od totalnego deprecjonowania wysilku nowego Redakora, ale z szacunku dla pracy chocby tych kilku postaci, ktore wspolksztaltowaly dotychczasowe oblicze pisma, nie moge zgodzic sie z tak pochlebna ocena prywatnego przedsiewziecia Pan Krzysztofa. Slowa powinny przylegac do rzeczywistosci, w przeciwnym razie staja sie tylko przykrym poszczekiwaniem.
Najnowszy numer "Scriptores Dreamlandis" w sposob oczywisty mija sie z moim wyobrazeniem pisma naukowego, ze pozwole sobie zaczac od wniosku najmniej dla Redaktora Jazlowieckiego dokuczliwego. Jesli przed piecioma laty Pavel Svoboda, swego czasu dyzurny satyryk Krolestwa, zdecydowal sie zalozyc pismo o wspomnianym profilu, uczynil to dla wypelnienia pewnej istotnej luki w naszym czasopismiennictwie. (Nie inaczej, jak sadze, rozumowal Bzerolek de Kakuc.) Z pewnoscia nie marzyl mu sie komiks dla antykwarystow. Dzisiaj jego odlegly nastepca dokonuje nowego przewrotu kopernikanskiego w dziedzinie roboty dziennikarskiej (bo juz nie naukowej) i bezceremonialnie wykoslawia pierwotna intuicje. Ma do tego prawo, przyznaje. W swym nowym ksztalcie nie jest juz jednak "SD" pismem naukowym, nie jest tez - jakby wynikalo to z zyczliwego anonsu na stronie glownej Krolestwa - publikacja popularnonaukowa. Przestanie byc nawet magazynem dreamlandzkim, jesli zrealizowane zostana skadinad ambitne plany publikowania tekstow poswieconych fuzji termojadrowej, o czym z przykroscia przeczytalem na stronie ostatniej "SD".
Jesli red. Jazlowiecki, fachowiec niewatpliwie kompetentny, chcialby teraz -niejako post coitum - zadac nam pytanie: jak bylo?, odpowiem - zle bylo. Cholernie zle.
Wierze, ze moze byc lepiej. Trzymam kciuki.
Pozdrawiam,
Jacques de Brolle
----------------------------------------------------------------------
Tu zaczynaja sie muzyczne kariery!
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:03 CET