>> Witam! >> >> Chciałem zapytać czy SGK jeszcze działa? Pytam, >> Pozdrawiam, >> (-) Robert baron van Buuren >>
A ja po raz sto pięćdziesiąty siódmy apeluję aby Szkołę Główną zorganizować tak, jak oczekiwał tego ustawodawca i tak, jak określa to ustawa. Innymi słowy należy stworzyć egzamin ELEKTRONICZNY, który każdy będzie mógł zdać on-line bez potrzeby kontaktowania się z jakimkolwiek urzędnikiem.
Mili państwo! Problemy z kontaktem z dyrektorem nie są dla mnie w żadnym stopniu zaskoczeniem! Tak działa Dreamland, niestety. Dlatego, kiedy pisałem tę ustawę prawie dwa lata temu, zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, by utworzenie nowej instytucji nie oznaczało tworzenia nowych stanowisk, na których obsadzenie nas nie stać. Dlatego domyślnie dyrektorem SGK jest minister kultury i nauki, i jedynie w wypadku szczególnej obfitości w ludzi może on wyznaczyć sobie zastępcę. Może, ale nie musi, bowiem gdyby ustawa była realizowana dokładnie, dyrektor SGK nie miałby żadnej pracy z wyjątkiem dbania o aktualność wykładów. Ustawa bardzo precyzyjnie określa, jak powinien wyglądać egzamin elektroniczny - powinien on mieć formę testu wyboru, zestaw bodaj 20 pytań ma być każdorazowo losowany automatycznie z puli co najmniej 60 pytań (nie pamiętam dokładnych liczb, wszystko jest w ustawie). Ustawa określa chyba nawet poziom trudności pytań. Wystarczy sięgnąć po tekst i realizować według wytycznych. Tak skonstruowany system nie wymaga niczyjego nadzoru - może nawet od razu generować wynik. W razie oblania egzaminu ustawa wyznacza okres czasu, w którym mieszkaniec nie może podchodzić do egzaminu ponownie - to wszystko jest tam zapisane nie bez przyczyny.
Jedyne, czego w ustawie nie ma, to bezpośredniego, wprost określonego nakazu, by egzamin miał formę elektroniczną. Nie ma go tam, ponieważ ustawodawca nie chciał utrudniać życia Szkole w jej pierwszych dniach funkcjonowania. System konieczny do automatycznego losowania pytań i wyświetlania ich na stronie jest dziecinnie prosty, ale nawet taki program trzeba napisać, a to może zabrać czas (tydzień? dwa? półtorej godziny?). Podobnie czas z pewnością potrzebny jest, by przygotować pytania, które będą generowały się w egzaminach. Tymczasem jednak mija rok faktycznego działania Szkoły Głównej, a mimo moich próśb i sugestii żaden minister ani dyrektor nie pofatygował się, by choćby *spróbować* dostosować system egzaminacyjny do oczekiwań ustawy. Nie mam bladego pojęcia, jak odbywały się egzaminy dotychczas, ale mogę się założyć, że ma to pewnie formę jakiejś rozmowy na Gadu-Gadu bez żadnego klarownego systemu kryteriów oceny ani pewnie nawet nikt nie fatyguje się archiwizować zapisów przebiegów tych egzaminów. Czyli wszystko to, czego chciałem uniknąć pracując nad tą ustawą staje się rzeczywistością. Mam więc proste pytanie: dlaczego tak jest? Czy naprawdę spisanie kilkudziesięciu pytań w notatniku RAZ i niezajmowanie się egzaminami więcej jest tak wiele trudniejsze, niż za każdym razem osobiste egzaminowanie każdego nowego mieszkańca? Czemu władze Szkoły Głównej nie chcą sobie ułatwić życia, kiedy wszystko otrzymały podane na tacy? Na Boga, kilka dni temu markiz leniad zaoferował, że może napisać skrypt, jeśli komuś potrzeba! Czy ja mam osobiście udać się z pieszą pielgrzymką do Ministerstwa i błagać na kolana o kiwnięcie palcem (bo przecież nie potrzeba dużo więcej, by doprowadzić tę sytuację do normy)?...
Będę wdzięczny za odpowiedź, bo nie pojmuję tej sytuacji.
(-) Paweł, R.
P.S. Sir Krzysztof mówi, że podstawową wadą SGK jest jej uzależnienie od dyrektora... A ja Panu odpowiadam, że podstawową zaletą SGK jest to, że nie jest uzależniona od dyrektora. I kto mi wyjaśni, czemu praktyka tak potwornie wyminęła się z teorią? Received on Tue 09 Oct 2007 - 10:39:51 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:02 CET