Re: [dreamland] Aktualna mapa Dreamlandu

From: Estreicher <estreicher.kd_usunto_at_gmail.com>
Date: Mon, 24 Sep 2007 08:45:18 +0200


Witaj,

> > Dodam tylko na marginesie, że jestem
> > zwolennikiem uznania EBK :))) Tamto mi się przypomniało, to napisałem,
żeby
> > markiz Estreicher wiedział, jak było ;)
>
> Uznawać, nie uznawać. Nie chodzi tu przecież (chyba) o osobiste urazy,
> a o wymierne korzyści. Co zyska KD na uznaniu Erboki? Bo z drugiej
> strony Erboka za darmo zyska uznanie jednego z trzech największych
> v-państw, a to dużo jest.

Instytucja uznania to nie jest coś, czym powinniśmy kupczyć... Przypomina to trochę ostatnią sytuację z Dniem przeciw karze śmierci w UE, Polskie władze też zaprezentowały w tej stanowisko "zgadzać się, nie zgadzać - co z tego będziemy mieli?". No i w końcu się nie zgodzili, bo jak to tak za darmo zgodę Polski na cokolwiek dostać... a że nic to nas nie kosztowałoby, byłby to miły, choć w gruncie rzeczy niewiele znaczący gest, to akurat nieistotne. Nie zachowujmy się jak uosobienie najgorszego stereotypu chciwego Żyda.

Szczerze mówiąc nie interesuje mnie jakie korzyści z uznania wyniosłaby Erboka, bo mimo tego że doceniam to, co potrafili stworzyć jej mieszkańcy w żaden sposób nie czuję się z nią związany, a do części jej obywateli i władz odczuwam wyraźną antypatę. Interesuje mnie natomiast świadectwo, jakie sobie wystawiamy (czy raczej: jakie wystawia nam nasz MSZ), w sposób otwarty lekceważąc wysiłki sporej grupy osób podobnie jak my bawiących się w mikronacje i podobnie jak my wkładających wiele wysiłku w rozwój państwa wirtualnego, tyle że akurat pod inną nazwą. Jak już wykazałem - nie uznajemy Erboki za państwo głównie dlatego, że ich nie lubimy (czy też, jak niektórzy: obawiamy się) i dlatego, jak wyznał ostatnio MSZ, nie chcemy ich wzmacniać przez przyznanie im statusu państwa wirtualnego. Jak niewiele wspólnego ma to z prawidłowo rozumianą instytucją uznania, już wskazywałem (nieuznawanie za państwo organizmów spełniających kryteria uznania jeśli już ma miejsce, to naprawdę wyjątkowo - na przykład w przypadku separatystycznej WRE było to uzasadnione).

To, że nasz MSZ nie ma pojęcia o funkcjonowaniu instytucji uznania na gruncie publicznego prawa międzynarodowego, a swoją niekompetencję w tym zakresie tłumaczy "przecież to prawo realowe, nie muszę się na tym znać skoro jestem wirtualnym ministrem" uważam nie tyle za fakt śmieszny, co załamujący. Wystarczy przyjrzeć się ustrojowi KD albo orzeczeniom SK, by nie mieć wątpliwości, że prawo w państwach wirtualnych jest silnie wzorowane na prawie realnym (a w wielu przypadkach wręcz jest jego kopią z niewielkimi poprawkami ze względu na specyfikę mikronacji). Dlatego beztroskie lekceważenie zasad realnego prawa miedzynarodowego przez naszego Ministra w imię zasady "nie chce mi się w to zaglębiać, ale co tam, to wirtual tu możemy wymyślac co nam się żywnie podoba" jest po prostu żenujące. W porównaniu z tym, uznawanie przez MSZ jawnie okazywanego Królestwu braku sympatii za dążenie do agresywnego rozwiązania jakiegoś konfliktu to pikuś...

> Paweł Erwin

Pozdrawiam,
Marcus markiz Estreicher Received on Sun 23 Sep 2007 - 23:45:51 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:02 CET