Pojawiają się na naszej Liście kolejne oświadczenia w sprawie weta JKM w stosunku do projektu ustawy o funkcjonariuszach Królestwa. Chętnie polemizowałbym z każdym z uczestników debaty z osobna - ale niestety w związku z okolicznościami realnymi, mam na to coraz mniej czasu. Postanowiłem zatem wykorzystać zaproponowaną konwencję i wystosować jedno zbiorcze oświadczenie. Może nieco przydługie, może nieco przynudne, ale prezentujące właściwie wszystko, co mam na tym etapie dyskusji do powiedzenia. Osoby chcące wyrobić sobie całościowy pogląd na zaistniałą sytuację - gorąco zachęcam do lektury.
Przede wszystkim: uważam, że prawo nie jest i być nie powinno celem samym w sobie, ani też nie jest i nie powinno być najwyższą wartością. Prawo jest jedynie środkiem do celu, instrumentem służącym realizacji wyższych wartości. Nie ulega wątpliwości, że Jego Królewska Mość naruszył prawo ogłaszając weto po przysługującym mu terminie. Czy jednak cel norm, które przekroczył - został w jakikolwiek sposób zniweczony? Wręcz przeciwnie - został w pełni zrealizowany. Celem tym jest bowiem zapewnienie monarsze możliwości skutecznej kontroli jakości stanowionego prawa, a termin który jego uprawnienie w tym zakresie ogranicza, umożliwia po prostu szybsze ogłoszenie ustawy w momencie bezczynności Jego Królewskiej Mości - pozwalając wyręczyć go Marszałkom obu izb Parlamentu. Monarcha nie był bezczynny, sumiennie przeanalizował proponowany mu projekt i wreszcie zajął wobec niego konkretne stanowisko. Przekroczył przysługujący mu na ogłoszenie tego stanowiska termin tak nieznacznie, że niepotrzebne, a wręcz: niemożliwe, było zastosowanie procedury alternatywnej, czyli ogłoszenia projektu przez Marszałków. Swoim postępowaniem Jego Królewska Mość doprowadził w ten sposób do pełnej realizacji celów i wcielenia wartości, którym służy prawo, a w szczególności zapisy których naruszenie jest mu zarzucane. Owszem, pewne wartości ucierpiały: choćby pewność prawa - idealnie byłoby gdyby termin nie został w ogóle naruszony. Powtarzam jednak jeszcze raz, że prawo to tylko narzędzie służące realizacji konkretnych celów. Jeśli narzędzie zostanie nieznacznie obtłuczone, czy zarysowane, ale cel zostanie osiągnięty - naprawdę nie warto rozdzierać szat i organizować wielkiej histerii. Nie bądźmy niewolnikami narzędzi.
Z drugiej strony: Jego Ekscelencja Łukasz markiz Wakowski nie pierwszy raz próbował posługiwać się narzędziem terminu określonego przez prawo w celu wprowadzenia dyscypliny w procesie ustawodawczym dla realizacji celu zupełnie odmiennego - zignorowania niesprzyjającej mu woli jednego z organów ustawodawczych w procesie stanowienia prawa. Ostatnim razem o ile dobrze pamiętam chodziło o odrzucenie jakiegoś projektu IP przez Senat Królewski dzień po terminie. Otóż zapisy te nie służą tego rodzaju działaniom - wprowadzają one alternatywną drogę realizacji procedury ustawodawczej w razie bezczynności jednego z organów, co ma umniemożliwić paraliż tej procedury przy braku aktywności jednego z jej podmiotów. Jeśli podmioty działają i standardowa procedura jest realizowana, nie ma tak naprawdę potrzeby wprowadzania drogi alternatywnej - nie bez powodu wprowadzonej przecież do prawodawstwa jako procedura "awaryjna", druga w kolejności. Gdyby było tak, że monarcha zgłasza weto do projektu już ogłoszonego przez Marszałków - sytuacja miałaby się zupełnie inaczej. Tymczasem w tym przypadku - procedura została zasadniczo zrealizowana, choć nieznacznie został przekroczony jeden z terminów. Najlepiej służy demokracji trzymanie się drogi podstawowej i szanowanie decyzji każdego z kolejnych organów w procedurze stanowienia prawa. Próby rozgrywania sytuacji w taki sposób, jak czyni to markiz Wakowski to tylko, jak już zauważono, gra polityczna, próba cynicznego wykorzystania narzędzia niezgodnie z jego przeznaczeniem.
Kto ma w tym sporze rację? Każda ze stron, są to jednak zupełnie różne racje. Każda ze stron broni różnych wartości. Markiz Wakowski i popierający go ludzie deklarują, że ich działania i wypowiedzi bronią prawa i jego przymiotów: pewności, autorytetu... Skupiają się oni na ochronie narzędzia. Jego Królewska Mość, ja osobiście i ludzie, którzy opowiedzą się po naszej stronie - patrzą nie tyle na samo narzędzie, co na cel i wartości, któremu ono służy. Z mojej perspektywy - najważniejszy jest człowiek (szerzej: społeczeństwo), jego cele i wartości, a narzędzie ma służyć ich realizacji. Cała sytuacja nawiązuje do nierozstrzygniętego do dziś sporu o to, co jest priorytetem: duch, czy litera prawa. Jego Królewska Mość na użytek naszego konkretnego przypadku rozstrzygnął ten spór przedkładając ducha prawa nad jego literę. Ja deklaruję pełne poparcie dla takiego rozstrzygnięcia.
Niewykluczone jednak, że KKK rzeczywiście będzie musiała zająć się przepisami, które prowadzą do powstania takich sytuacji i zmodyfikować regulacje tak, by niemożliwe było ich wykorzystywanie wbrew ich celowi.
Temat jest ciekawy, od lat funkcjonujący również w realnym dyskursie. Mam nadzieję, że dyskusja rozwinie się w ciekawy sposób i nie posłuży za pretekst do kolejnej ruchawki.
-- Z poważaniem, (-) Marcus markiz EstreicherReceived on Thu 24 May 2007 - 05:47:43 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:02 CET