Od jakiegoś czasu osobiście śledzę życie sojuszniczego Królestwa
Scholandii i muszę z przykrością stwierdzić, że niestety miałem okazję z
bliska i "na bieżąco" przyglądać się rozwojowi tzw. "sprawy diuka
Krupińskiego". Sprawa rzeczywiście jest dość przykra i nieprzyjemna. Skoro
już hrabia von Staufen poczuł się w moralnym obowiązku zabrać głos w tej
sprawie na forum Królestwa Dreamlandu, przedstawiając Dreamlandczykom swoją
dość jednostronną i zaangażowaną relację z wydarzeń minionych dni - myślę,
że z pożytkiem dla Dreamlandczyków będzie powiadomić ich o paru faktach
przez hrabiego Staufena przemilczanych lub przeinaczonych. Trochę irytuje
mnie bowiem sytuacja, w której jedna ze stron konfliktu przenosi go na inne
forum (które składa się w większość z ludzi o sprawie nie mających
pojęcia), po czym przedstawia spaczoną relację z konfliktu (której osoby
nie uczestniczące w LD Scholandii - większość Dreamlandczyków - nie mogą
zweryfikować), w dość prostacki sposób oczerniając przy tym drugą stronę
(nieobecną). Już samo to działanie wskazuje bardziej doświadczonym na
charakter całego sporu - ewidentnie kolejnej prowokacji wymierzonej
przeciwko naszym sojusznikom. Ostatecznie - przecież całkiem niedawno
hrabia von Staufen w niesławie opuszczał Królestwo Scholandii i dziś nie
jest nazywany tam inaczej niż zdrajcą (ale o tym też Dreamlandczycy na ogół
nie wiedzą), co samo przez się powinno skłaniać do podejścia do jego
relacji z odpowiednim dystansem.
Sprawa diuka Krupińskiego wypłynęła 17 lutego - kiedy to diuk na LD Scholandii przedstawił swoje dość kłopotliwe położenie. Opisał umowę, która wiązała go z Konradem von Staufenem, na mocy której ten ostatni przechowywał na swoim koncie arminy (waluta Scholandii) należące faktycznie do Krupińskiego (który nie będąc obywatelem Scholandii nie mógł posiadać własnego konta i samemu przechowywać pieniędzy). Zgodnie ze słowami diuka Krupińskiego - jedynym obowiązkiem hrabiego von Staufen było utrzymywanie się przy życiu (żywienie się - w Scholandii jest to obowiązkowe) i umożliwianie dysponowania pieniędzmi zgromadzonymi na koncie, niestety tego obowiązku hrabia nie dopełnił (swoją drogą - w sposób dość widowiskowy: umarł w Scholandii, by później przenieść się do Sarmacji i nieco później zostać uznanym w Scholandii za zdrajcę stanu i renegata oraz pozbawionym tytułu szlacheckiego). Konto zmarłego zostało przejęte przez Skarb Państwa. W swoim apelu z 17 lutego, diuk Krupiński zwrócił się publicznie do władz Scholandii o nadanie statusu mieszkańca (pamiętajmy, jakie jest oficjalne stanowisko władz Scholandii wobec Sarmatów po serii gnomich prowokacji), ustalenie kwoty arminów zgromadzonych na koncie należącym do Staufena (sam diuk nie był w stanie stwierdzić nawet czy było to 5, a może 7 tysięcy arminów) oraz przelanie tych pieniędzy na nowo utworzone konto. Ostatecznie diuk łaskawie zgodził się, by przelano mu jedynie 3,5 tys. arminów.
Grupa mieszkańców dość przytomnie zauważyła, że opisana przez diuka Krupińskiego umowa i komplikacje mają charakter prywatny, w żaden sposób nie były gwarantowane przez państwo i to, że jego kontrahent z umowy się nie wywiązał nie jest powodem dla interwencji władz państwa. Zwrócono również uwagę, że w ogóle sam fakt istnienia jakiejkolwiek umowy między Staufenem a Krupińskim jest władzom nieznany - nie mówiąc o jej treści. Wreszcie wskazano diukowi drogę sądową lub administracyjną jako bardziej skuteczną w tego typu sprawach od pieklenia się na Liście. Słowem - potraktowano diuka poważnie, łudząc się że sprawa jest taka, na jaką wygląda i diuk rzeczywiście chce po prostu odzyskać jakieś pieniądze.
Oczywiście - diuk Krupiński nie skorzystał z rad, ani nie próbował
wyjaśnić powstałych wątpliwości. Kolejne jego maile na LDKS to interesujący
przegląd technik obrażania interlokutorów, aktów strzelistych, rozmaitych
inwokacji, apeli i gróźb. I tak Scholandczycy dowiedzieli się, że są
(indywidualnie bądź zbiorowo): zakompleksionymi prymitywami, chamami,
oszustami zasłaniającymi się sądem (to szczególnie frapująca konstrukcja -
zawsze sądziłem, że oszuści akurat sądów unikają), totalitarystami i że
Boga w sercu nie mają. Nie dość, że zainteresowany nie zrobił nic, by
merytorycznie rozstrzygnąć sprawę, to jeszcze wykonał kilka efektownych i
dość karkołomnych wolt mających udowodnić, że sprawa ma charakter
międzynarodowy (bo stronami umowy byli urzędnicy różnych państw, a diuk
Krupiński był nawet ambasarodem! tłumaczenie, że jednak umowę zawarto bez
pozytywnego związku z pełnieniem tych funkcji jakoś diuka nie zadowalało).
Kiedy wreszcie diuk Krupiński dostrzegł, że bez sądu się nie obejdzie -
wskazał na swoich pełnomocników... Sarmatów, którzy w Scholandii uważani są
za persona non grata! Trudno powiedzieć, żeby to był krok w kierunku
rozwiązania problemu. W międzyczasie diuk Krupiński zdążył na forum
międzynarodowym opublikować artykuł "Cham ze Scholandii" (choć tu może
pamięć mnie zawodzić, a artykuł - jak widzę - jest usunięty), w którym
przedstawił m.in. prywatną rozmowę z jednym ze Scholandczyków w sprawie
swojego majątku (w której, co ciekawe, to diuk Krupiński nazywa
interlokutora chamem, a nie na odwrót) i raport "Państwo złodziejskie" -
będący dość wybiórczym zbiorem postów z LDKS (usunięto m.in. co ciekawsze
kawałki z wypowiedzi diuka Krupińskiego - zainteresowanych odsyłam więc
jednak do źródła). Trudno to nazwać działaniem zmierzającym do rozwiązania
konfliktu - raczej wskazuje to na prowokacyjny charakter działań
zainteresowanego. Brak woli do rozwiązania konliktu w cywilizowany sposób
po stronie diuka Krupińskiego i coraz bardziej mistyczny ton jego listów,
które już od jakiegoś czasu nie wnosiły nic nowego do dyskusji, skłoniły
władze Scholandii do usunięcia diuka z Listy Dyskusyjnej - procedura
stosowana standardowo wobec Sarmatów od czasu prowokacji w postaci
"gnomiego powstania". Finał może niezbyt elegancki, ale spoglądając na to
co się wyprawia czasem na naszej liście muszę stwierdzić, że czasem
Scholandczykom zazdroszczę odwagi i zdecydowania w obronie własnych
interesów (niedługo później za brzydkie ataki na hrabiego Wakowskiego i
walenie każdemu, z Królem włącznie, per "Ty" - mimo upomnień - został
usunięty znany nam skądinąd Bogusj).
Podsumowując - jeśli nawet zgodnie z prawem Scholandii diukowi Krupińskiemu jakieś pieniądze ze spadku przysługują (może tak być, nie wykluczam tego - nie znam prawa Scholandii), to zabrał się on za ich egzekucję w sposób wyjątkowo nieudolny. Ta nieudolność w przypadku osoby tak przedsiębiorczej i skądinąd inteligentej jest bardzo zastanawiająca - w świetle dalszych działań Krupińskiego wygląda wręcz na zamierzony element większej prowokacji. Mieszkańcy i władze Scholandii wskazywały naprawdę wielokrotnie (do znudzenia), że diuk powinien skontaktować się bezpośrednio z odpowiednimi urzędnikami lub wnieść do sądu stosowne powództwo zamiast "bić pianę na liście" (to cytat) - apelować publicznie do Boga, Króla i społeczeństwa. Wystarczyła odrobina dobrej woli. Tymczasem diuk orzekł, że do sądu nie pójdzie - bo sąd jest stratą czasu i schronieniem dla oszustów. Cóż... Jego wybór. Tymczasem to właśnie sądy decydują o stosowaniu prawa, o tym czy prawo funkcjonuje i jest przestrzegane - nie diuk Krupiński i spółka.
Dopóki sprawy nie wyjaśnią odpowiednie władze rzecz będzie wyglądać właśnie tak - jak prowokacja, festiwal nieudolności i absurdu. Szeroko zakrojone działania towarzyszące całej sprawie (samodzielne strony internetowe, maile rozsyłane po wszystkich mikronacjach), artykuły w prosarmackich czasopismach, wskazują raczej wyraźnie na charakter przedsięwzięcia. Po raz kolejny Sarmaci pokazują się z jak najgorszej strony - jako ludzie konfliktowi i fałszywi. To przykre - bo z doświadczenia wiem, że w każdej mikronacji są ludzie naprawdę wartościowi i ludzie... mniej wartościowi. Szkoda, że każdy Sarmata odbierany być musi przez pryzmat takich właśnie spraw, jak ta, takich właśnie zachowań.
Mam nadzieję, że ambasador lub inny przedstawiciel sojuszniczego Królestwa Scholandii przedstawi Dreamlandczykom stosowne oświadczenie, pozwalając wyrobić sobie lepszy pogląd na całą sprawę.
Tymczasem chciałbym zwrócić uwagę naszych władz na ataki przeprowadzane na naszej liście przeciw jednemu z naszych sojuszników. Po raz kolejny sojusznicze Królestwo jest określane na naszej liście jako "państwo złodziejskie", publikowane są linki do spreparowanych (przez bardzo wybiórczą selekcję) materiałów szykanujących naszego sojusznika. Uważam, że nie powinniśmy tolerować takich działań.
Z poważaniem,
(-) Marcus hrabia Estreicher
Dreamlandczyk Roku 2006
Received on Thu 22 Feb 2007 - 14:24:05 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET