WKM argumentuje w sposób bardzo elegancki, długo przygotowując się do wyprowadzenia ciosu. To się może podobać.
[...]
KD> Granicy między publicystyką a dyskusją nie określa więc styl KD> ani długość wypowiedzi. Pan, Wicehrabio, sam właśnie wyprodukował na KD> liście artykuł o długości, której nic na blogu Bogusia nigdy nie pobije.
Pokrótce starałem się odpowiedzieć we wstępniaku do świeżutkiego
"Głosu Weblandu". Protoplazma wykazuje nieco inny stopień
uorganizowania od najprostszych nawet organizmów żywych.
KD> Jeśli ktoś zasugeruje, że dyskusja jest wtedy, gdy wiele osób rozmawia KD> ze sobą, a publicystyka, jak jedna komentuje, najpierw odsyłam do KD> ostatniego Głosu Weblandu, gdzie wicehrabia de Rama, nomen omen, KD> dyskutuje z artykułem Edwarda Kriega oraz do archowów OKNA, gdzie replik KD> i replik do replik było bez liku, a potem do e-maili Luke'a Woody'ego, KD> który nie dyskutuje ostatnio z nikim i właściwie uprawia na liście KD> publicystykę zbierając swoje dzikie myśli w krótkich i bardziej KD> emocjonalnych niż sensownych tekstach.
Wszystko u nas przy tego typu sporach rozbija się ostatecznie o terminologię, którą stosujemy. Przyznam, że staranne definiowanie różnicy pomiędzy polemiką, jak utarło się to nazywać, prasową na stronie www, a rąbanką na liście (przecież dobra, merytoryczna rąbanka nie jest zła) jest mi zajęciem niesympatycznym. WKM stara się argumentować przeciwko mnie ad absurdum, tymczasem różnice są ewidentne. Inna funkcja, inna dynamika, inne oddziaływanie; głębiej w to wchodzić nie czuję potrzeby.
KD> Czemu więc, pytam, mamy zwalczać prymitywizm w dyskusji, jeśli KD> postcromwellowski neoprymitywizm w publicystyce powinien mieć swoje KD> przedstawicielstwo? Czemu alogiczne i bezsensowne dyskusje Pana KD> odstraszają od listy, a tradycja alogicznej i bezsensownej konwencji KD> komentatorskiej jest Pańskim zdaniem zaniedbana? Skąd w Panu jednoczesna KD> sympatia i niechęć do rzeczy, które w sumie są tym samym? (Oj, znowu KD> powie Pan, że przekręcam - nie sympatia może, ale większa wyrozumiałość)
WKM wmawia mi łagodne objawy schizofrenii, a przynajmniej niepokojącą
ambiwalencję. Lecz ja inną niż WKM podałem definicję zjawiska,
argument jest zatem chybiony. Nie nazwałem go przede wszystkim
"alogicznym" i "bezsensownym". Z Cromwellem można się było nie
zgadzać, lecz jego postawa była wewnętrznie niesprzeczna, przeto: nie
bezsensowna.
Stoimy w miejscu, postrzelaliśmy na wiwat, dobre i to. W początkowej partii "Paragrafu 22" Hellera Yossarian leży w szpitalu, dla zabicia nudy gra w szachy z sąsiadem z wyrka obok. Po jakimś czasie spostrzega, że gra zaczęła być tak interesująca, że aż stała się idiotyczna. Ta dyskusja być może od początku była nazbyt interesująca. Lecz gwarzyło się całkiem, całkiem.
-- Pozdrawiam, Medgar wicehrabia de RamaReceived on Sun 28 Jan 2007 - 11:55:57 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET