Re: [dreamland] Spódniczka w muzeum - długie

From: Król Dreamlandu <svoboda_usunto_at_aster.pl>
Date: Wed, 24 Jan 2007 21:04:43 +0000


> Sprawa kluczowa: nie wyrażam chęci oglądania jakiegolokwiek
> prymitywizmu w dyskusji, nie mam takiej potrzeby! Skąd to JKM
> wytrzasnął? W swoim pisaniu i kilka razy na liście zawsze zwalczałem
> intelektualny niedowład dreamlandzkiej tradycji dyskutowania. W
> interesującym nas wątku chodziło o konwencję dziennikarską,
> publicystyczną, komentatorską, nie zaś o tradycję retoryczną. Na polu
> tej ostatniej zaniedbania są po prostu straszliwe, straszliwe!

Odpowiem, choćby żeby się pochwalić, że doczytałem tak daleko. Zastanawiam się, jaka jest tak naprawdę różnica. Bo stawia Pan bardzo mocną granicę między tym co ma być dyskusją, a tym co jest publicystyką. Podstawowy podział wynika z tego, że jedno jest ogłaszane na liście dyskusyjnej, a drugie zazwyczaj w formacie HTML. Ale już nawet ten podział nie zawsze się sprawdza. Nie wiem, czy Pan to pamięta, ale bodaj przywoływany tu William Cromwell swego czasu próbował publikować gazetę w formacie e-maila przesyłanego na listę. Nie pamiętam, czy to był on i jak się nazywała, ale wyszło kilka numerów zanim pod naciskiem opinii publicznej, która nie zgodziła się na takie wykorzystanie listy, gazetę zarzucono. Nawet w omawianym przypadku Blogu Bogusia nie jest powiedziane, że mamy do czynienia z czasopismem. Kilka osób już zauważyło, że Boguś przepisuje po prostu to, co wcześniej powiedział na liście, dodając miejscami to, co jeszcze przyszło mu do głowy podczas okraszania swoich przemyśleń tagami HTML (czy w blogu dodaje się tagi samemu?). Granicy między publicystyką a dyskusją nie określa więc styl ani długość wypowiedzi. Pan, Wicehrabio, sam właśnie wyprodukował na liście artykuł o długości, której nic na blogu Bogusia nigdy nie pobije.

Jeśli ktoś zasugeruje, że dyskusja jest wtedy, gdy wiele osób rozmawia ze sobą, a publicystyka, jak jedna komentuje, najpierw odsyłam do ostatniego Głosu Weblandu, gdzie wicehrabia de Rama, nomen omen, dyskutuje z artykułem Edwarda Kriega oraz do archowów OKNA, gdzie replik i replik do replik było bez liku, a potem do e-maili Luke'a Woody'ego, który nie dyskutuje ostatnio z nikim i właściwie uprawia na liście publicystykę zbierając swoje dzikie myśli w krótkich i bardziej emocjonalnych niż sensownych tekstach.

Czemu więc, pytam, mamy zwalczać prymitywizm w dyskusji, jeśli postcromwellowski neoprymitywizm w publicystyce powinien mieć swoje przedstawicielstwo? Czemu alogiczne i bezsensowne dyskusje Pana odstraszają od listy, a tradycja alogicznej i bezsensownej konwencji komentatorskiej jest Pańskim zdaniem zaniedbana? Skąd w Panu jednoczesna sympatia i niechęć do rzeczy, które w sumie są tym samym? (Oj, znowu powie Pan, że przekręcam - nie sympatia może, ale większa wyrozumiałość)

> Nadużywanie emotikonów prowadzi do zjawiska przerażającego:
> zaniku umiejętności czytania ironii, do zaniku samego poczucia humoru
> wreszczie, który zaczyna funkcjonować mechanicznie: kropka musi być
> śmiertelnie poważna, tylko średnik i nawias dają komendę "spocznij!
> można się luzować!".

O, tak! Pełna zgoda. Zauważam to ilekroć próbuję pisać tzw. listy analogowe. Mam problemy z używaniem elementów humorystycznych bez możliwości dodania emotikonów, bo nie wiem jak będę odebrany. Dlatego już jakiś czas temu zrobiłem sobie postanowienie, że będę ograniczał użycie emotów w mailach jako ćwiczenie. Z realizacją niestety słabo. Ot, siła przyzwyczajenia (tu już przepraszający nawias ciśnie mi się na usta).

(-) Paweł, R. Received on Wed 24 Jan 2007 - 14:15:14 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET