Spódniczka w muzeum - długie [było: reklama polityczni erboka]

From: Medgar de Rama <bebert_usunto_at_op.pl>
Date: Wed, 24 Jan 2007 17:33:56 +0100


W dniu 24 stycznia 2007 Król Dreamlandu napisał:
KD> Jestem w kropce, Wicehrabio (nb. prosze korzystac z tytulow w podpisach
KD> - o ile oczywiscie noszenie tytulu przyznanego przez Krola nie jest dla
KD> Panow rzecza wstydliwa).

 Faktycznie, nieładnie z mojej strony. Obiecuję poprawę. Proszę nie  być w kropce, proszę popuścić pasa i odsapnąć pełną, królewską  piersią.

KD> Promuje Pan potrzebe wskrzeszania
KD> cromwellowskiego stylu, ale odmawia Pan prawa don hrabiemu
KD> Estreicherowi. Koniec koncow malpka jest dalece mniej niegrzeczna niz
KD> przyrownywanie pana Neumanna do psa. Z kolei Hrabia Estreicher nie
KD> podziela Panskiej opinii o potrzebie prymitywizmu w dyskusji, a sam
KD> odwoluje sie do malpek i kucia przezwisk takich jak "Blogus" (przy
KD> okazji - to ostatnie serdecznie mnie ubawilo). Obaj Panowie strzelacie
KD> w pewnym sensie do wlasnego ogrodka. Jednym slowem bardzo ciekawa
KD> dyskusja, ale nieco zakalapuckana :-)

No i masz babo placek, a Ty Marcusie, kolejnego maila. Nie dało się zmilczeć, bowiem JKM robi mi tu bardzo niepiękną gębę. O ile wcześniej może i ostrzeliwaliśmy swoje ogródki, to teraz JKM rozorał je buldożerem i polał napalmem ze śmigłowca.

Trochę ustaleń terminologicznych na początek. Nie promowałem potrzeby, potrzeba albo jest, albo jej nie ma. Boguś chwalił się liczbą wejść na bloga, to miałem na myśli pisząc o zapotrzebowaniu na pewną konwencję; Boguś na to zapotrzebowanie odpowiedział.

W pierwszym mailu ukułem termin: postcromwellowski neoprymitywizm. Głupia sprawa, ale liczyłem na efekt komiczny przez zastosowanie figury wyolbrzymienia do określenia pewnej tradycji siermiężnego pisania i myślenia, tradycji mocno egotycznej i megalomańskiej, żeby nie powiedzieć maniackiej (Cromwell, Felietonista Nagisy, teraz chyba Boguś). Tradycji czasami dostarczającej sporo uciechy, czasami nieco drażniącej. Nadmieniłem, iż posługując się podobnym słownictwem nie dokonuję wartościowania, lecz jedynie opisu; są sytuacje, kiedy z braku lepszych określenia pejoratywne mają dać opis, nie wyrażając oceny, to jest jedna z nich. Tymczasem w ripostach Marcusa Estreichera i JKM z "Zapotrzebowania na postcromwellowski neoprymitywizm" został tylko prymitywizm!

Jak do tego doszło?

Szukam analogii, nie znajdując lepszej proponuję następującą: jest to tak, jakby spacerując po jakimś muzeum czy wystawie w pewnym momencie dostrzec atrakcyjną niewiastę, może jeszcze z sensownym dekoltem, od tego momentu zerkanie na obrazy staje się tylko pretekstem do
śledzenia jej kątem oka; ta sziksa - to właśnie ten nieszczęsny,
wyrwany z kontekstu prymitywizm, obrócony następnie przeciwko mnie.

Mój błąd, że sprawy nie prostowałem już polemizując z Marcusem Estreicherem. Tam jednak skupiłem się na czymś innym.

W granicach naszego prawa - nie odmawiam nikomu prawa do niczego. Małpkę wyrwał JKM z kontekstu, tam było coś dalej, o pewnej hollywodzkiej bestii, być może nawet miał to być taki sobie żarcik, proszę zdecydować samemu.

Sprawa kluczowa: nie wyrażam chęci oglądania jakiegolokwiek prymitywizmu w dyskusji, nie mam takiej potrzeby! Skąd to JKM wytrzasnął? W swoim pisaniu i kilka razy na liście zawsze zwalczałem intelektualny niedowład dreamlandzkiej tradycji dyskutowania. W interesującym nas wątku chodziło o konwencję dziennikarską, publicystyczną, komentatorską, nie zaś o tradycję retoryczną. Na polu tej ostatniej zaniedbania są po prostu straszliwe, straszliwe!

Kilka uwag ogólnych, skoro już dorwałem się do mikrofonu, proszę nie brać ich do siebie. Dezynwoltura w interpretacji argumentacji oponenta jest czymś mocno drażniącym. Będąc nielogicznym i niekonsekwentnym, wytyka się drugiemu alogiczność i brak konsekwencji. W rezultacie trzeba pięć razy prostować jedną wypowiedź. Środki stylistyczne inne niż gruby epitet i porównanie (najlepiej zoologiczne, ewentualnie...spożywcze, dżemik Bogusia przykładem) nie mają dla siebie w rozmowach Dreamlandczyków ani centymetra kwadratowego miejsca. Nadużywanie emotikonów prowadzi do zjawiska przerażającego: zaniku umiejętności czytania ironii, do zaniku samego poczucia humoru wreszczie, który zaczyna funkcjonować mechanicznie: kropka musi być
śmiertelnie poważna, tylko średnik i nawias dają komendę "spocznij!
można się luzować!". Wątki jakoś tam frapujące szybko obrastają taką ilością uwag zupełnie nie na temat, że można to porównać chyba tylko do jakiegoś dziwnego wyziewu nie wiadomo skąd. O bezmyślnym formatowaniu nie ma co wspominać. Wszystko to razem jest powodem mojej globalnie nikłej aktywności dyskusyjnej, być może podobnie jest w wypadku tych kilkudziesięciu innych subskrybentów listy, których głosu nigdy nie usłyszymy.

Ale z Marcusem Estreicherem i JKM Pawłem potykać się mogę zawsze i z dużą przyjemnością, jeśli nie dla efektu perswazji, to dla samego sportu chociażby, byle temat nie był z waty.

-- 
Pozdrawiam,
 Medgar wicehrabia (tak jest!) de Rama
Received on Wed 24 Jan 2007 - 09:04:44 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET