(wrong string) ły... Szczególny rock.

From: Estreicher <estreicher.kd_usunto_at_gmail.com>
Date: Thu, 30 Nov 2006 23:52:08 +0100


Witam,

Od czasu do czasu prezentuję Wam podsumowania szczególnie udanych rocków: na pamiątkę uczestnikom i na zachętę pozostałym. Ostatnia audycja zdecydowanie tych udanych należała - pod wieloma względami wyjątkowa, pod pewnymi rekordowa, pod każdym względem udana. W ogóle, cały wieczór należał do szczególnie przyjemnych, dzięki staraniom autorów wszystkich audycji oraz dzięki znakomitej publiczności, która zgromadziła się przed radioodbiornikami i na czacie KD.

Prawdziwe święto dla miłośników dobrego rockowego grania rozpoczęło się już o godzinie 20:00, wraz pierwszymi dźwiękami audycji Sykstusa Boruty. DJ z piekła rodem zdecydował się zaprezentować słuchaczom muzykę, która - wbrew tytułowi audycji - miała więcej wspólnego z piekłem właśnie, niźli niebem. Pośród innych wykonawców pojawili się piromani z Niemiec, muzycy podający się za Królową, krzyżówka znanej aktorki z seryjnym mordercą i pogrążeni w Śpiączce. Zdecydowanie było na czym ucho zawiesić. Pierwszy diabeł Dreamlandu zdołał opętać i przykuć do radioodbiorników ośmiu słuchaczy. Ich dusze łaskawie przekazał w spadku kolejnemu prowadzącemu, którym wyjątkowo nie był ten niedobry Estreicher. I zabawa przeszła na zupełnie nowy poziom.

Zgodnie z opublikowanymi wcześniej zapowiedziami, do poprowadzenia kolejnej audycji z cyklu Rock w Republice zaprosiłem gościa... może lepiej napisać - Gościa,
którego tożsamości słuchaczom Radia nie ujawniono: zostały jedynie wskazane pewne poszlaki mogące pomóc w jej odganięciu. Zaproponowaliśmy słuchaczom i uczestnikom czata (których wtedy było już kilkunastu, ze wszystkich stron v-świata) prostą zabawę: wskazanie prawdziwego nazwiska osoby ukrywającej się pod pseudonimem DJ Reaktor. Czatujący ochoczo podchwycili pomysł i przez całą godzinę próbowali zdemaskować prowadzącego audycję... Wśród wielu strzałów pojawiły się nawet nazwiska Margerity von Dark i Magdy Hesse! Do tej pory zastanawiam się, co zainspirowało autorów tych domniemań... Poza dwoma już wymienionymi pojawiła się cała plejada nazwisk: od Kriega po Woody'ego, od van Spidera po Nimitza, od Piotra Mikołaja po Kaworu Nagisę... i wiele, wiele innych - chciałoby się rzec. A całemu temu radosnemu zgadywaniu towarzyszyły dźwięki autorstwa pierwszoligowych metalowych kapel, bez litości aplikowane słuchaczom przez tajemniczego DJa. Trudno zresztą powiedzieć, żeby słuchacze protestowali. Przeciwnie - przyjmowali kolejne riffy z dużym entuzjazmem, nadspodziewanie chętnie dawali się porwać metalowemu szaleństwu. Nie można się temu dziwić zerknąwszy na przygotowaną przez DJa setlistę zagrały: Metallica, Coal Chamber, In Flames, Frontside, Rammstein, Sepultura, Marylin Manson, Cradle of Filth (przyjęte szczególnie ciepło), Coma, Nirvana i inni... wybór utworów - bezbłędny, każdy musiał znaleźć tam coś dla siebie!

Obywatele przynajmniej czterech v-państw (tyle przynajmniej naliczyłem) bawili się razem w najlepsze na Dreamlandzkim czacie przy muzyce prezentowanej przez mieszkańca Nowej Furlandii (kolejna wskazówka :)) w Dreamlandzkim radiu... Bijąc przy okazji rekord słuchalności stacji!!! Przez dłuższy czas redakcyjny counter wskazywał liczbę 13 słuchaczy (poprzedni rekord: 11)! I to wszystko w okresie poważnych napięć na arenie międzynarodowej! Czy trzeba czegoś więcej, by zrozumieć jak sztuczne i głupie są rozmaite podziały i konflikty? I by zrozumieć, że być może są lepsze sposoby na odnalezienie się w obecnej sytuacji międzynarodowej niż tygodniowe lamenty i zawodzenia na dziesięć felietonów?

Ci, którzy słuchali audycji, już wiedzą. Ciekawe, czy czytelnicy tego podsumowania też domyślają się kto ukrył się pod pseudonimem DJ Reaktor? Dla niektórych mogło być to duże zaskoczenie, był to bowiem... dobrze znany nam wszystkim... Uwaga, uwaga... Bogusj.

Bezbłędnie przeczuli to: Pan Rhadmor i Paweł M. Milewski. Pozostali uczestnicy zabawy, nawet jeśli typowali Bogusja, to tylko w formie jednego z wielu równie uprawnionych domysłów. Pewnym utrudnieniem mógł być fakt, że dziś Dreamlandczykom - zwłaszcza tym najmłodszym - Boguslaw Glegola vel Bogusj kojarzy się tylko z kolejnymi burdami na LDKD. Trudno, żeby było inaczej, skoro od przeszło półtorej roku tuła się on po rozmaitych bezdrożach mało ciekawych i mało znaczących - z naszej perspektywy - egzotycznych krajów, swoją aktywność w Dreamlandzie ograniczając do mało konstruktywnych żartów i ataków na władze Królestwa. Przed pamiętną secesją był on jednak w Królestwie Dreamlandu postacią powszechnie znaną, odciskającą na Dreamlandzie silne (pozytywne!) piętno: burmistrz Trebun, przez jakiś czas rednacz "Głosu Weblandu", animator sportu (jak mówi o sobie: właściciel drużyny hokejowej, która wygrała pierwszy puchar mikronacji, niepokonany mistrz tenisa, jeden z pomysłodawców i prekursorów boksu w Dreamlandzie), polityk - poseł IP, wiceminister w resorcie kultury i nauki (pod opieką Edwarda Kriega), biznesmen (jak twierdzi: najbogatszy Dreamlandczyk), swego czasu wykładowca uniwersytecki. Po przeprowadzce przez bardzo długi czas Kanclerz Solardii i prawa ręka jej księcia, Morfeusza Tylera. Po próbie secesji, jako jeden z buntowników, opuścił Królestwo Dreamlandu i stracił jego obywatelstwo. Mimo utraty obywatelstwa i oficjalnego opuszczenia ojczyzny nie zdecydował się jednak na definitywny rozwód z Królestwem. Stąd do dziś można spotkać go na ulicach Weblandu, czy Morlandu (choć najczęściej jego aktywność w Królestwe po wydarzeniach z wiosny 2005 ogranicza się do wypisywania na murach nieprzystojnych haseł oraz mniej lub bardziej wyszukanych ataków na władze i obywateli Królestwa). Wczoraj jednak udowodnił, że stać go na coś więcej. Okazało się, że przy odrobinie dobrej woli po obu stronach, Bogusj potrafi naprawdę pozytywnie zaistnieć w Królestwie Dreamlandu, dać od siebie coś wartościowego i samemu bawić się wcale nienajgorzej, spotykając się z naprawdę ciepłym, wręcz entuzjastycznym przyjęciem. Jak za starych, dobrych czasów. I choć dziś, jak utrzymuje, czuje się Nowo Fulandczykiem, wczorajszego wystąpienia nie tylko nie żałuje, ale jest z niego bardzo zadowolony. Co więcej wyrażaja chęć wzięcia udziału w podobnej imprezie w przyszłości.

Na zakończenie tego nieznośnie długiego maila dodam jeszcze, że całe to przedsięwzięcie było dla mnie szczególnie istotne. Obserwując rozwój sytuacji na arenie międzynarodowej naprawde zaczynałem wątpić w sens zabawy w mikronacje. Udany eksperyment, jaki wczoraj przeprowadziliśmy, dowodzi jednak ponad wszelką wątpliwość - pozytywne emocje są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy odrobina dobrej woli i autentycznej chęci do wspólnej zabawy. Nie potrzeba wielkich słów, wielkich akcji. Zamiast gadać o porozumieniu i pokoju, drogach jakimi można go osiągnąć - podajmy sobie ręce i bawmy się!

Łącząc serdeczny uścisk dłoni,
(-) Marcus hr. Estreicher
  Radio Echa Dreamlandu
www.echadreamlandu.yoyo.pl Received on Thu 30 Nov 2006 - 14:57:20 CET

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET