Re: Kocham Dreamland ?!

From: kaworunagisa000 <kawnag_usunto_at_gmail.com>
Date: Mon, 09 Oct 2006 13:41:58 -0000

Ciesze sie, ze odkrywa Pan prawdy natury ludzkiej.

Zas rzec moge prosto: juz ponad rok temu, gdy przeprowadzilem z ksieciem Kriegiem wywiad mowil, ze wielu rzeczy z przeszlosci nie pamieta (prawda to czy falsz; jego sprawa). Zas markiz Wichura nie ma problemow z pamiecia i - jak czytamy - potrafi przypomniec o czynach arcyksiecia Morfeusza czy JKW embe. Z pewnoscia potrafilby tez wspomniec rewolucje cintryjska oraz pozegnalny list Kefasa (P.M.Kozanecki), w ktorym ten rzecze, ze w tyranii Tombonda zyc nie bedzie.

Tak otoz. Zas z krolem Pawlem I nie polemizowalem chyba na takie tematy nigdy. Nie przypominam tez sobie, bym kiedykolwiek polemizowal z Pavlem Svoboda.

Swoja droga: to jest ten poziom dyskusji, gdzie jeden mowi "on pisze zasadnicze bzdury!", gdy czlowiek pisze cos od serca, prawda?

Cudowna delikatnosc i jakze wielkie uszanowanie czystej szczerosci drugiego czlowieka. Szczerosci, ktora nie jest zbyt wszechobecna w swiecie ludzi.

>
> >Pan natomiast woli uznac "To malkontenctwo! Moda jakas!". A pewnie, ze
> >moda... Guchi takiej kolekcji by sie nie powstydzil...
>
> Spodziewałem się, że przekaz będzie oczywisty...

Alez jest oczywisty: jest Pan zaslepiony konformizmem. W moim mniemaniu jest Pan miernota, ktora nigdy niczego wyjatkowego do tego panstwa nie wniesie.
Nie bedzie Pan ani Erykiem, ktory dal Dreamlandowi wazne skrypty, ani Geraltem Gwynbleiddem, ktory zjednoczyl Morlandczykow, choc niecierpial sie z Vilgefortzem. Nie bedzie Pan Kakuciem, ani Svoboda, ktorzy nadali charakter Kakutom.
To jest to wlasnie. Pana Webland jest nijakszy od Weblandu Bagera, ktory przeciez odszedl, bo uznal, ze nie staje na wysokosci zadania. Gdziez tu wiec do Weblandu czasow (wtedy jeszcze namiestnika) embe? Jego pasji w rozwoju Glosu Weblandu? Rozwoju Instytutu Nauki?

> Ale specjalnie dla
> Pana tłumaczę: przedstawiłem konkretne argumenty przeciwko opinii, z
którą
> polemizowałem. W skutek czego doszedłem do wniosku, że nie ma ta opinia
> oparcia w faktach.

"Tym gorzej dla faktow", jak mawia filozof. Nieprawdaz? ::)

> Nieuzasadnione stanem faktycznym biadolenie - to właśnie
> malkontenctwo.

Zdaje Pan sobie sprawe z tego, ze nazywanie czyjegos zdania "biadoleniem" nie jest droga do rozmowy, lecz proba obrazenia czlowieka, prawda? Bo czasem mam wrazenie, ze Pan sobie z tego sprawy nie zdaje zupelnie.

> Natomiast zamiast słówka "moda", które Pana tak bodzie,
> proszę użyć słowa tendencja - bo pewna grupa osób od dłuższego czasu
> namiętnie oddaje się owemu biadoleniu. Czy teraz przekaz jest dla Pana
> odrobinę jaśniejszy?

J.w. Pan jest wciaz zaslepiony i nie umie dostrzec, ze niektorzy nie narzekaja na BRAK dyskusji czy na BRAK inicjatyw. Narzekaja na ich poziom. Uwazaja najwyrazniej, ze ludzie, ktorzy za nimi stoja sa tylko cieniem ludzi z przeszlosci.
I tyle.

Analogicznie: prosze porownac prezydenta do naczelnika panstwa z XX-lecia. Nawet Pan powienien dostrzec roznice.

>
> >K.
>
> Marcus hr. Estreicher

K. Received on Mon 09 Oct 2006 - 06:43:25 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:01 CET