> którą to usunąłem haniebnie z dreamlandzkiego serwera, ponieważ
doznałem
> stanu pomroczności jasnej; będę natomiast głośno wołał by ta strona,
której
> już nie ma nigdzie, ciągle była żywa w pamięci Dreamlandczyków, gdyż
każdy,
> ale to każdy winien wiedzieć, że strona, którą JA stworzyłem jest
> niepowtarzalna i każda inna strona, któraby choć troszkę przypominała
> stronę, którą JA stworzyłem, albo gdyby ktoś wykorzystał tylko jeden
elemnet
> ze strony, którą JA zrobiłem winien skazany być na wieczne potępienie i
> pobyt w państwie chrabąszczy.
Nie moglem sie bardziej spodziewac wystapienia nikogo, jak tylko obroncy, sedziego i symbolu etyki oraz morlanosci XXI wieku (vel "moj kod genetyczny ogranicza moja wolnosc"), nowego ,przecudownego namiestnika (vel "nie chcialbym zostac namiestnikiem") Ari Vertonena ::). Strony nie ma nigdzie, znaczy nie ma jej w ogole. Argument cudowny, godny geniuszu. Wyobrazmy sobie zatem obraz, ktory nie jest juz wystawiany w zadnej galerii. I coz sie dzieje? Ktos dokonuje plagiatu. Pan Vertonen przychodz i - jako sedzia najwyzszy - rzecze: - Nic tu stac sie zlego nie moglo, bo obrazu tego nie ma juz nigdzie. Choc oczywiscie ow obraz lezy w piwnicy swego tworcy. Chyle czola ::).
Tak ,bowiem JA nigdy nie wykorzystywalem PANA, ani nikogo innego zdjec/innych, ktore budowaly podstawe strony (co ma miejsce rowniez w przypadku partii).
Niech Pan moze poszuka siebie w jakims surmalajskim smietniku, co? ::) Karaluchy maja ponoc 3 zmysly i z pewnoscia beda lepszymi interlokutorami, niz takie haniebne JAcze, jak ja ::)).
> > Jezeli chce Pan zobaczyc te strone, to prosze bardzo, zaraz ja Panu
> > wrzuce na serwer ::].
>
> na ten z którego wcześniej została przez Pana usunięta?
Nie, na ten, za ktory place, kochasiu ::).
>
> AQV
KN
Received on Tue 18 Jul 2006 - 19:52:10 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET