Re: [dreamland] List szarego obywatela (wątek: Apel do Króla)

From: Estreicher <marw3_usunto_at_op.pl>
Date: Tue, 27 Jun 2006 15:48:01 +0200

> Panie Nie-Tak-Znowu-Mocno-Kochany,
>
> Ja odpowiem panu niemalże kompletnie niepoważnie, bo uważam pana za
zwierzę nie tylko rozumne, ale i na tyle błyskotliwe i zdolne, że potrafi wykonywać różne sztuczki, w stylu "podaj łapę", "rzuć kuflem" albo "obejmij stanowisko namiestnika Weblandu".

Stosując to kryterium - mocno Pana przeceniłem... Przykro stwierdzić, ale Pan przecież nie zna żadnych sztuczek poza "daj głos"... No, ale wszystko jeszcze przed Panem! :)

> > sugeruje - że są "zwykli, szarzy obywatele" z jednej strony, a z
drugiej...
> > no właśnie, kto? Estreicher i Woody? Może chcesz Pan powiedzieć po
prostu:
> > "moim zdaniem"?
>
> "Moim zdaniem" właśnie tak to wygląda. Zwykli, szarzy (granatowi,
purpurowi, sinokoperkowi, żeby już pan się nie czepiał że ich nie wymieniłem) obywatele pozostawiający na białym płótnie historii Dreamlandu odciski swojej obecności z jednej strony, oraz Estreicher, Woody i ludzie ich pokroju, obrzygujący wymiocinami swoich obelg owo płótno, siebie nawzajem i niektórych dookoła, tak zupełnie przy okazji.

Hmmm... odciski swojej obecności... Pan już jakieś zostawił, Panie de Nerve? Chętnie je obejrzę... Bo na razie widzę tylko, zbiera się Panu na wymioty, panie "szary obywatel"...

A teraz, zanim znów Pan zacznie coś sobie wymyślać: proszę policzyć odciski moje, Pana Nagisy, Bogusia, barona Wakowskiego, a nawet tego nieszczęsnego Eryka... generalnie ludzi, których przeciwstawia Pan swoim "szarym obywatelom", czyli de facto sobie... No i co Panu wychodzi? Bo mnie wychodzi, panie "szary obywatel", że nic Pan kompletnie tu nie robisz, ani w nic nie jesteś zaangażowany, poza oczywiście mędrkowaniem na tej liście. Chcesz Pan jakieś odciski sobie pozostawiać, to zapraszam do Weblandzkiego Biura Pracy albo do kontaktu osobistego ze mną albo sir Masalskim. Mieszka Pan w Weblandzie, głupi Pan nie jest, a widzę, że Panu się wyraźnie nudzi - naprawdę zapraszam!

> > Ech... Tu się nie zgodzę - ignorowanie nie jest drogą, Panie de Nerve.
> > "Olewka" to wprawdzie popularne podejście, niestety niespecjalnie
skuteczne
> > do rozwiązania jakiegokolwiek problemu... Bo problemy należy
rozwiązywać, a
> > nie ignorować.
>
> A ja się tutaj z panem nie zgodzę. W przypadku ludzi sprawiających
problemy konsekwentne ignorowanie daje zadziwiająco dobre rezultaty, dręczyciele męczą się, nudzą i w końcu znajdują sobie obiekt dręczeń gdzieś indziej. W takich przypadkach problem ignorowany rozwiązuje się sam.

Rozumiem, że to samo odpowie Pan swoim ewentualnym dzieciom, gdy dowie się, że są np. w szkole ulubionym przedmiotem rozrywki lokalnego dręczyciela, tak? To będzie coś w rodzaju: "spokojnie dzieci, nie przejmujcie się - trochę Was pokopie, zabierze Wam parę rzeczy, ale jak będziecie konsekwentnie uśmiechać się do niego i udawać, że deszcz pada, kiedy tamten na was pluje - ten miły Pan napewno się znudzi dręczeniem Was i znajdzie sobie kogoś innego"? Gratuluję świetnego pomysłu na takie sytuacje, Panie de Nerve... i współczuję Pańskim potencjalnym dzieciom...

> > Proszę dostrzec
> > różnicę między krytyką, nawet ostrą, a obrażaniem kogoś. No, chyba, że
ktoś
> > się obraża na każdą krytykę.
>
> Chyba że poziom tej krytyki jest poniżej krytyki. Przecież można
krytykować równie dobitnie i mniej dosadnie jednocześnie, prawda panie Estreicher? Czy chce pan powiedzieć że nie potrafi pan krytykować nie używając jednocześnie do pomocy różnego rodzaju szympansów i pajaców. No ale wtedy trzeba się liczyć z tym że ktoś oceni pańską wypowiedź jako dziecięcą i/lub zwierzęcą, mając pańskiego pajaca i/lub szympansa za zakładników.

Oczywiście, że można krytykować mniej dosadnie, Panie de Nerve! Ba! Można nawet w krytykę wplatać różne czułe słówka... Ja widzę, że z Pana w ogóle taki typ trochę zniewieściały: ktoś nas dręczy - poczekajmy, aż się znudzi; ktoś nas wkurza, powiedzmy mu, że "z całym szacunkiem, kochany przyjacielu, ale twoje zachowanie sprawia, że czuję się niekomfortowo"... Taki ma Pan sposób na siebie - szanuję to. Ale skąd, na bogów, u Pana pomysł, że wszyscy tu będziemy się głaskać po główkach i i przytulać?

> > Panie de Nerve - jeśli ktoś
> > jest nagi, masz Pan prawo powiedzieć, że jest nagi! Jeśli natomiast
ktoś
> > będzie nagi, a Pan go nazwiesz sku****, to jest obrażanie. Natomiast
jak
> > ktoś nie będzie nagi, a Pan powiesz, że jest - to już zwykłe
oczernianie.
> > Jasne?
>
> Jasne.
> I myślę, że niektórzy podciągnęliby niektóre panów (wszystkich
wymienionych wcześniej przeze mnie panów)wypowiedzi pod to ostatnie. Nazywanie kogoś pajacem bez udowodnienia że jest z drewna i da się sterować sznurkami jest właśnie oczernianiem w moich oczach. Mówienie o kimś, że się wpier***a komuś w życie, bez pokazania przez oskarżającego odcisków buta oskarżonego na własnym dywanie też jest oczernianiem i to niezależnie od tego ilu gwiazdek w słowie się użyje (piję do pana panie Woody). Mówienie o kimś że zawłaszczył majątek nieboszczyka, bez wskazania tegoż majątku z wygrawerowanymi inicjałami na złotej zastawie jest oczernianiem, panie premierze. Wmawianie niepełnosprawności fankom pana Wakowskiego bez okazania dokumentów potwierdzających ową niepełnosprawność jest oczernianiem, w dodatku w złym stylu. Powoływanie instytucji - Przytułku - w celu owego oczernienia jest już perwersją, sugestią skrzywienia psychicznego bądź też szczerej nienawiści, panowie Nagisa i Boguś
> (sugestią! Nie jestem lekarzem żeby wyrokować jednoznacznie, czy są
panowie faktycznie skrzywieni na punkcie pana W.).

Trochę Pan chyba przekombinował, Panie de Nerve... Bo nie sądzę, żeby Pański umysł nie wychodził poza dosłowną interpretację tekstu pisanego... Powiedziałbym, że zdolny Pan jest do uogólniającej, a może nawet (a, co mi tam, zaryzykuję!) METAFORYCZNEJ interpretacji tekstu... Ja naprawdę zachęcam do znalezienia tu sobie jakiegoś uczciwego zajęcia...

> > W dużej mierze - racja. W tym przypadku faktycznie sprawa powinna
zostać
> > rozstrzygnięta na drodze sądowej. Jednak uważam, że Premier miał prawo
> > przedstawić tu swoje wątpliwości, a Pan Boguś miał prawo się bronić,
czyli
> > sytuację wyjaśnić. A że nie potrafił, czy też nie chciał jasno sytuacji
> > wyjaśnić, tylko zafundował nam 100mailowe show... No, co kto lubi...
>
> A ja się absolutnie zgadzam, uważam, że jakby pan Boguś był całkowicie
niewinny to po prostu udowodniłby pochodzenie swojego majątku i tym samym wpakował premiera w niezłe tarapaty, jednocześnie oszczędzając nam tego żałosnego przedstawienia. Fakt, że ani jeden ani drugi nie potrafił od razu udowodnić swoich racji jest conajmniej podejrzany.

Podejrzane, prawda? Obaj są w Opus Dei pewnie... Oni zawsze coś kombinują...

> Pozdrawiam
> Adam deNerve

Pozdrawiam,
Marcus deEstreicher Received on Tue 27 Jun 2006 - 20:23:14 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET