Łabędz - część II

From: Yelonek Rogacz <yrogacz_usunto_at_op.pl>
Date: Sun, 25 Jun 2006 22:27:38 +0200


ehmm.. hmm.. ehmm..
prosze juz o uwage.. czy ja Panu nie przeskzadzam?!? Tak? Dziekuje!

Witam zgromadzonych - skoro juz sluchacie Panstwo.. tak - do Pana tez mowie... - no!
Skoro słuchacie to opowiem wam najdziwniejsza historie jaką kiedykolwiek przeżylem.

Tytułem wstepu - bawiłem właśnie w Cintrze - taki mały namistenikowski urlop dla zregenerowania sił. Popołudnie było piekne toteż wybrałem się na spacer pięknymi uliczkami miasta. Z przyjemnością obserwowałem przechodniów, przekupki na targu, słuchałem okrzyków i rozmów.. jednym słowem napawałem sie zwykłą codzienna krzataniną.
Ni stąd ni z owąd z mojego ekstatycznego stanu wyrwał mnie mój najwiekszy urlopowu wróg - Ericsson (dla kumpli po prostu Eryk) - w pierwszym odruchu zamierzałem nim (jak to zwykle czynie) rzucic solidnie o bruk niemniej jednak zerknąwszy ukradkiem na wyswietlacz (ukradkiem by nie byc posadzonym o pracoholizm) zobaczyłem: A l b o n .
"A to ci !" - pomyślałem. Przyznac musze ze była to pierwsza kostruktywna
myśl na tym urlopie.
"A to ci !" - pomysłałem ponownie żeby rozruszac rozleniwione urlopem
neurony. Zacząłem się zastanawiac nad tym co się dzieje i doszedłem do wniosku, że mogę bezpiecznie odebrać telefon bo Albon - ten leń do kwadratu z pewnością z żadną praca do mnie nie dzwoni. Podbudowany tym spostrzeżeniem odebrałem telefon.

Nie rozmawialismy długo ponieważ nawet przez słuchawkę czułem alkohol od mego rozmówcy. Mimo wszystich bredni jakie wygadywał zgodziłem się z nim spotkać gdyz nalegał niemiłosiernie. Nie minęło wiele czasu a juz byłem przy nim nad brzegiem rzeki.
Pierwsze co mnie uderzyło to fakt, że mości Albon wygląda na trzeźwego jak świnia... z obawą pomyslałem, że wpakował się w narkotyki...i pewnie zacząłbym po amatorsku terapie gdyby moim oczom nie ukazał sie sunący po wodzie przedziwny żółto zielony kształt. Pod wpływem takich argumentów z miejac musiałem zrewidowac teorie o nietrzeźwości mego przyjaciela i przyznac mu szczerą rację.

Nie moge do końca zgodzic się jednak z Albonem co do wyglądu owego zjawiska. Moim zdaniem bardziej przypominał żółwia morskiego skrzyzowanego z zyrafą niż łabedzia. Ponadto nie mówił z akcentem cintryjskim tylko raczej zaciagał nieco po furlandzku. Mniejsza jednak z tym - najwazniejsze jest to co powiedzial - a mówił dziwne rzeczy.
"Nie jestem stąd i bedzie lepiej dla was nie dowiedziec się skąd przybywam.
Ci którzy wiedzą szczerze tego załują" - tu pokraka wydała jakis dźwięk - ni to kichnięcie ni pociagnięcie nosem ktore jednak obaj (jak później ustalilismy z Albonem) odczulismy jako złosliwy chichot.
"W Letrieb jest park" - ciagnęło TO - "W Parku jest stare drzewo, które
przemówi jak je nakarmić... - nakarmcie je i posłuchajcie co ma do powiedzenia a potem wszystko słowo w słowo przekażcie mnie a nagroda was nie ominie - oto zaliczka" - potworek rzucił nam pod nogi sakiewke, która jak się okazało zawierała ponad 500 D - niestety jeszcze starych przed denominacja - niewiele więc wartych. Kiedy podnieslismy głowy na wodzi nic już nie było.
Stalismy tak chwile z rozdziawionymi paszczami aż w końcu postanowilismy udac sie do Letribe w nadziei na jeszcze ciekawszy rozwój wypadków. Postanowilismy równiez nie dzielic się z nikim tajemnicą bojąc się posądzenia o wakacyjny alkoholizm.
Nie mineło więcej niż 2 wschody słońca a juz wysiedlismy z pociągu na dworcu w Letrieb i biegiem udali sie do parku.
No i tutaj klapa... w parku drzew .. jak w parku.. i wszystkie mało rozmowne. Z karmieniem tez był niejaki problem gdyż cięzko było wyselekcjonowac z ich anatomii jakiś otwór gebowy. Zaczelismy więc chodzić to tu to tam.. przyglądac się co wiekszym okazom itd. Zajęło nam to z pół dnia i bylismy już nieźle zmeczeni kiedy ....

Pozdrawiam
Yelonek wicehrabia Rogacz Received on Sun 25 Jun 2006 - 13:49:03 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET