Będ±c niedawno przejazdem w Cintrze postanowilem odwiedzic stare miejsce,
gdzie na swiezym powietrzu czasem sobie spalem, a czesciej imprezowalem. Pod
mostem nr. 2 (mosty w Cintrze nie maja nazw) lezalo jak zawsze kilka
kartonow, których to obecnosc pozwala sadzic ze zycie podmostowe nadal
kwitnie. Ale nie to przykulo moja uwage. Nieopodal brzegu plywaly cztery
labedzie. Trzy były normalne tz. Niezbyt czyste szaro-biale, ale czwarty,
albo pierwszy, zalezy czy patrzec od strony Morburga czy od strony
Dreampolis, był troche inny. Piszac troche nie oddalem tak do konca roznic.
Były dosyc spore. Wlasciwie poza wielkoscia nic nie było wspolne z pozostala
trojka. Labedz był koloru zolto-zielonego, szyje miał sztywna, skrzydla
gladkie bez odznaczajacych się pior, ruchy sztywne jakby sztuczne. Wlasciwie
sprawial wrazenie sztucznego. Ale nie to było najdziwniejsze. On mowil. Tak,
mowil dosyc wyraznie i po dreamlandzku (lekko zaciagal po cintryjsku).
Powiedzial: podejdz do brzegu Albonie. Jako czlowiek realnie patrzacy na
swiat zanim podszedlem zaczalem szukac ukrytej kamery. Wiecie politycy sa
lakomym kaskiem do osmieszenia. Postanowilem troche grac bedac pewnym, ze to
ukryta kamera. "o czesc labedziu co slychac, jak ci się plywa po czystej
rzece, która niechwalac się, oczyszczono z mojej poselskiej inicjatywy".
Labedz popatrzyl sztucznymi slepkami i powiedzial ... no nie mogę zacytowac
dokladnie co powiedzial bo dzieci mog± to czytac i i moderator nie spi, ale
było tam cos o porownaniu mnie do czesci ciala która maja tylko faceci i
kilka innych slow, które kazaly mi przemyslec sprawe z ukryta kamera.
Przeciez żadna dreamlandzka telewizja nie pozwolila by sobie na takie slowa
na wizji. A wiec prowokacja przeciwnikow ...hmmm tylko jakich przeciwnikow
przeciez ja nie mam wrogow. Rozmyslania te przerwal mi labedz. "nazywam się
(niestety nie będę wstanie tego przepisac) nie jestem stad, chcialem
przekazac ci nasze pozdrowienia" Pomyslalem ze te slowa zabrzmialy po tym co
przed chwila powiedzial o mnie troche sztucznie, no ale caly labedz był
sztuczny wiec jakos to ujdzie. Labedz nagle wyprostowal szyje i odplynal
mowiac ze za chwile wroci ale teraz musi mnie opuscic. Pomyslalem ze musze o
tym komus powiedziec. Zlapalem komurke i wykrecilem pierwszy numer od tylu w
kontaktach - był to numer do Yelonka.
"Czeesc Yelonku mam sprawe ...nie nie przerywaj wysluchaj mnie proszę do
konca. Pamietasz ze jestem czlowiekiem dosyc sceptycznym, nie pijam zbyt
wiele a dzis nie wypilem nic, ale to co powiem wyda Ci się co najmniej
dziwne" Opowiedzialem Yelonkowi o moim dziwnym spotkaniu - okazalo się ze
także jest przypadkiem w Cintrze, umowilismy się wiec nad rzeka za 30 minut
w tym czasie także spodziwalem się powrotu labedzia.
Po 30 minutach ......
Received on Sat 24 Jun 2006 - 12:09:39 CEST