Łabędz

From: Albon <albon_usunto_at_poczta.onet.pl>
Date: Sat, 24 Jun 2006 21:08:03 +0200


Będ±c niedawno przejazdem w Cintrze postanowilem odwiedzic stare miejsce, gdzie na swiezym powietrzu czasem sobie spalem, a czesciej imprezowalem. Pod mostem nr. 2 (mosty w Cintrze nie maja nazw) lezalo jak zawsze kilka kartonow, których to obecnosc pozwala sadzic ze zycie podmostowe nadal kwitnie. Ale nie to przykulo moja uwage. Nieopodal brzegu plywaly cztery labedzie. Trzy były normalne tz. Niezbyt czyste szaro-biale, ale czwarty, albo pierwszy, zalezy czy patrzec od strony Morburga czy od strony Dreampolis, był troche inny. Piszac troche nie oddalem tak do konca roznic. Były dosyc spore. Wlasciwie poza wielkoscia nic nie było wspolne z pozostala trojka. Labedz był koloru zolto-zielonego, szyje miał sztywna, skrzydla gladkie bez odznaczajacych się pior, ruchy sztywne jakby sztuczne. Wlasciwie sprawial wrazenie sztucznego. Ale nie to było najdziwniejsze. On mowil. Tak, mowil dosyc wyraznie i po dreamlandzku (lekko zaciagal po cintryjsku). Powiedzial: podejdz do brzegu Albonie. Jako czlowiek realnie patrzacy na swiat zanim podszedlem zaczalem szukac ukrytej kamery. Wiecie politycy sa lakomym kaskiem do osmieszenia. Postanowilem troche grac bedac pewnym, ze to ukryta kamera. "o czesc labedziu co slychac, jak ci się plywa po czystej rzece, która niechwalac się, oczyszczono z mojej poselskiej inicjatywy". Labedz popatrzyl sztucznymi slepkami i powiedzial ... no nie mogę zacytowac dokladnie co powiedzial bo dzieci mog± to czytac i i moderator nie spi, ale było tam cos o porownaniu mnie do czesci ciala która maja tylko faceci i kilka innych slow, które kazaly mi przemyslec sprawe z ukryta kamera. Przeciez żadna dreamlandzka telewizja nie pozwolila by sobie na takie slowa na wizji. A wiec prowokacja przeciwnikow ...hmmm tylko jakich przeciwnikow przeciez ja nie mam wrogow. Rozmyslania te przerwal mi labedz. "nazywam się (niestety nie będę wstanie tego przepisac) nie jestem stad, chcialem przekazac ci nasze pozdrowienia" Pomyslalem ze te slowa zabrzmialy po tym co przed chwila powiedzial o mnie troche sztucznie, no ale caly labedz był sztuczny wiec jakos to ujdzie. Labedz nagle wyprostowal szyje i odplynal mowiac ze za chwile wroci ale teraz musi mnie opuscic. Pomyslalem ze musze o tym komus powiedziec. Zlapalem komurke i wykrecilem pierwszy numer od tylu w kontaktach - był to numer do Yelonka.

"Czeesc Yelonku mam sprawe ...nie nie przerywaj wysluchaj mnie proszę do konca. Pamietasz ze jestem czlowiekiem dosyc sceptycznym, nie pijam zbyt wiele a dzis nie wypilem nic, ale to co powiem wyda Ci się co najmniej dziwne" Opowiedzialem Yelonkowi o moim dziwnym spotkaniu - okazalo się ze także jest przypadkiem w Cintrze, umowilismy się wiec nad rzeka za 30 minut w tym czasie także spodziwalem się powrotu labedzia.

Po 30 minutach ...... Received on Sat 24 Jun 2006 - 12:09:39 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET