Re:[6][dreamland] Co z tym Dreamlandem?

From: kaworunagisa000 <kawnag_usunto_at_gmail.com>
Date: Thu, 15 Jun 2006 23:09:14 -0000


> Aż dziw bierze, że robi Pan cos bezinteresownie ;)

Co prawda to prawda, Panie Yelonku. Za strony, ktore robilem i za wszelaka inna prace dostawalem tyle, ze moj bank blaga mnie o to, bym pozostal ich klientem. Oferuja mi nawet kredyt pod zastaw... banku.

> Z jednej strony mamy IP wybierana w wyborach i tylko nieruchawosc

Nieruchawosc to ladne slowo ::)).
Mym zdaniem skromnym real nie rozni sie tu od wirtuala.

> spoleczenstwa i poslow powoduje ze mechanizmy demokratyczne kuleja
za to dobrze dzialaja grupy dobierane przez JKM - czyli Namiestniecy a stad wynika Senat opraz Premier a stad wynika Rzad.

Gdyby Rzady tak dobrze dzialal, to nie mielibysmy wsrod 4 ostatnich 2och, ktore nie doczekaly konca kadencji i jeden, ktory doczekal sie prawie swych urodzin. Ale moze to tylko moje wrazenie ::). Namiestnicy - pierwsza klasa ;;].

> Nie wyobrzam sobie sytuacji by Rzad lub Senat mial konsultowac sie z
ogolem spoleczenstwa - natomiast jak najbardziej powinien obserwoac nastroje i oczekiwania.

Czyzby jednak Luke Woody mial racje i Senat oraz Rzad, ktory rzekomo wyzej od tzw. ludu nie stoi, ma nagle lud za nic? Oj... to mi sie nie podoba.

Zawsze chcialem wierzyc w rownosc. A nie w rownych i rowniejszych.

> Co do pracy Namiestnikow to nie sadze by dzialali bez porozumienia
ze znaczna czescia aktywnych mieszkancow prowincji - inaczej nie da sie nic w prowincji robic.

Ekhem. Widze, ze jeszcze krotko jest Pan namiestnikiem, Panie Yelonku ::).

> >Jakby to ujac... Gdyby wiekszosc miala zawsze racje, to demokracja
> >bylaby system idealnym. A tak moim zdaniem nie jest. Zatem sam nie
> >wierze w ogole w lepszosc racji wiekszosci. Nie raz jest dokladnie
> >odwrotnie.
> Stwierdzenie madre ale jest to mądrość bzdurna - bez żadnego
przelożenia na praktyke. No bo jak mam rzadzić? - sluchac wiekszosci czy mniejszosci? a może nikogo?

Musi Pan byc jak ten trener, co nie jest Janasem. Wprowadzac odpowiednich zawodnikow, w odpowiednim momencie. Dodac jeszcze trzeba: trzeba dobrych zawodnikow zabierac ze soba. A by uproscic: mecz sie wygrywa, remisuje lub przegrywa ::].

Wobec czego, nie uwazam by moje spostrzezenie bylo przykladem dla "madrosci bzdurnej".

>
> Druga sprawa to fakt, że celem istnienia jest zapewnianie rozrywki -
wiec jezeli nawet wpadne na genialny zamysł, który wszystkim obrzydzi zabawe to co mi po geniuszu?

Coz to za genialny zamysl wspierajacy rozrywke, ktory wszystkim obrzydza zabawe, musialby byc, drogi Ksiaze Yelonku? Nie sposobna takiz mi sobie wyobrazic.

> Z drugiej strony nie chcielibysmy zamienienia Dreamlandu w ogame
nawet gdyby przybyla do nas znaczna grupa obywateli, która tak się chce bawić.

Tego chyba jeszcze nikt dla v-panstw nie proponowal. A Dreamland jest wsrod tych wiekszych od tego najdalszy.

> Widze potrzebe kompromisu pomiedzy tradycja a swierzościa.

Ja rowniez.

>
> Swoja droga to najpierw Pan mowi ze powinni wszyscy decydowac
(spojrzenie demokrtyczne tj poszanowanie zdania wiekszosci)

No to nie ja wprowadzalem demokracje w Dreamlandzie. Wygrala wizja, ktora najwyrazniej uznano za lepsza. Nie mam tu nic do gadania ::).

> a nie jakies grupki trzymajace wladze a teraz odnosze wrazene ze
uwaza Pan ze trzeba Rzadzic mądrze i nie kierowac sie zdnaiem większosci.

Tak uwazam sam dla siebie. Albo inaczej - uwazam, ze madrosc nie zna wytycznych rozumu, wytycznych racjonalnych. Nie dziala, jak logika. Gdyby tak dzialala, kazdy moglby sie jej nauczyc.

> Może Pan jasno zaprezentowac swoje stanowisko?

Mam nadzieje, ze jako tako pomoglem.
Jeszcze moze dodam, ze mym zdaniem demokracja wcale najlepszym systemem nie jest. A moze jeszcze inaczej: demokracja jest wybornym systemem, gdy ludzie znaja swoje prawa, posiadaja je i rozumieja na czym polega dobro wspolne. Ponoc wtedy. Ponoc w niektorych realnych panstwach taka demokracja odnosi sukcesy.

> Pan mnie najwidoczniej nie rozumie.
> Eryk = zdrajca i udowadnic tu chyba nic nie trzeba (jesli uważa pAn,
że trzeba to chyba temat na zupelnie inna rozmowe) natomiast pytanie brzmi czy Eryk = Woody.

Przepraszam, ale dlaczego nie trzeba udowadniac? Moze sie myle, ale zarzucanie komus zdrady jest pomowieniem, jezeli sie tego nie udowodni, nieprawdaz? Chodzi tu przeciez o czlowieka, ktory w swietle prawa (i powiedzialbym nawet, obyczajowosci) ma prawo sie bronic. Wiec, jezeli ktos uwaza, ze Woody jest zdrajca, to niechaj prosze idzie z tym do sadu i to udowodni. Chyba po to powstalo prawo, nieprawdaz? Z pewnoscia ksiaze Krieg cos nie cos bedzie nam mogl powiedziec o prawie od tej bardziej socjologiczno-etycznej strony. I ufam, ze to zrobi.

> Jesli tak to Woody = zdrajca i znowu nie ma nic do udowadniania,
jesli nie to jest dla mnie oczywiste ze Woody jest czysty jak łza więc o żadnej zdradzie mowy nie ma.
> Dodajmy do tego fakt, ze posty podpisywane Eryk i Luke Woody pisane
sa ta sama reka oraz ze wielokrotnie Luke Woody przyznawal sie do autorstwa skryptow, ktore jak wiemy napisał Eryk - co nam z tego wynika?

Ze to byc moze ta sama osoba, jak ow twierdzi. Ale chyba wciaz nie postawiono go przed sadem, czyz nie?

> Gdzie robie bład w rozumowaniu? Czy w ogóle jest gdzies błąd?
> A co do sadu... wszystko w swoim czasie.

Wydaje mi sie troszke dziwne, ze potrzeba ponad roku by probowac udowadniac to, co - jak Pan mowi - jest oczywiste. Abstrahujac od mej wiedzy na temat wydarzenia i okolicznosci.

> W ktorym momecie sprawilem takie wrazenie? Jeno milczeniem?

Jeno juz nie pamietam, bo rozmowa rozlegla i nie toczy sie w ciagu jednej doby ::].
I prosze sie rozchmurzyc.

> Wiem - mimo wszystko mam ciekawsze rzeczy do robienia na które moge
pożyteczniej spozytkować moja ograniczona energię.

No i swietnie, bo to Pana wybor.
Ale wobec tego chyba nie warto pisac tych dlugich maili na liste, do ktorych Pan przyzwyczail, a ktore probuja cos tlumaczyc/udowadniac. Skoro mozna porozmawiac i sprobowac zrozumiec, to nalezy to zrobic. Jezeli sie nie chce, to chyba nie warto dalej oceniac.

>
> >> Typowe gadanie starego zrzedy, który już zatracił umejetnosc
> >dostosowywania sie i nadazania za zmianami.
> >> Ale jest to świeta racja - tak wlasnie powinno byc, tak trzeba.
> >Wobec czego oceniam, ze jest Pan nie gorszym zrzeda ode mnie. Wstapi
> >Pan do mojego klubu seniora? ::]
> Z miła chęcią.

0700...

> >> Praca ma sens jesli sa jej odbiorcy - nauczmy sie więc byc także
> >odbiorcami tego co ktoś dla nas z mozołem przygotował.
> >Tak. O to nie raz postulowalem ::].
> Ja coraz wyrazniej to dostrzegam - Pan dostrzegł to znacznie
wczesniej - choć ja takze juz od dawna postulowałem o jakies prawne ograniczanie ilosci obowiazkow jakie moze brac na siebie obywatel - tylko wciaz nie widze sposobu w jaki moznaby to sensownie zrobić.

Hm. Chyba sie troszke rozminelismy ,albo widzimy rozne wyjscia. Moim zdaniem ograniczenie obowiazkow nic nie da. Jezeli sa ludzie, ktorzy chca je pelnic ,a inni im na to pozwalaja ,to niechaj tak sie dzieje. Sposobem jest 1) zmniejszenie biurokracji; 2) sprowadzenie do Dreamlandu nowych osob. I balansowanie miedzy tymi dwoma moze byc "clue" dla sprawy.

Idzie jeszcze w zasadzie o cos innego: skoro ludzie sie bawia w v-panstwa, to wydawac by sie moglo ,ze maja dosc pasji by jakos w to wsiaknac. Wiem ,ze kiedys ,gdy Dreamlandczycy spotykali sie jeszcze na ircu, tych rozmow bylo wiecej. Ze spotykali sie rowniez bardzo regularnie (kazdego dnia) w Kakutach (wtedy juz chyba na polchacie). A byli to ludzie w rozmaitym wieku. Licealisci ,studenci ,ludzie w wieku juz zdecydowanie przewyzszajacym studentow. Czasu im najwyrazniej starczalo i widocznie nie uwazali rozwiniaja pewnych zdolnosci i umiejetnosci w v-panstwach (ot wspomne chocby Bzerolka ,ktory w Dreamlandzie nauczyl sie budowac strony i chyba teraz tworzy swoja wlasna).
Ja sam znacznie poprawilem swoje zdolnosci budowania stron www, pisania czy organizowania. I za nic bym tego nie oddal. Nie rozumiem tym bardziej argumentow w stylu "Real jest wazniejszy" (i nie idzie mi bron boze o sprawy z oczywistego powodu wazniejsze). To kwestia wyboru. W Dreamlandzie rowniez rozwijalem sie kiedys muzycznie i do dzis uwazam, ze jedno z ciekawszych mych dziel to utwor skomponowany dla JKW Artura. Sek w tym ,ze to ,co soba reprezentowal dalo mi jakies natchnienie i chec do napisania takiego utworu. Dzis juz bym go nie napisal.

Mam nadzieje, ze wyjasnilem, o co mi chodzilo ::).

> Pozdrawiam
> YR

Z serdecznymi pozdrowieniami,
KN Received on Thu 15 Jun 2006 - 16:12:47 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET