>Dziwne to i smutne zarazem.
>Pan Estreicher uważa się za osobę posiadającą niezgłębione zasoby wiedzy,
za
>jedynego sprawiedliwego, za jedynego, który wie co dobre.
... a przecież wiemy wszyscy doskonale, że tą jedyną osobą posiadającą niezgłębione zasoby wiedzy i tak dalej jest Luke Woody.
> Podważa wyrok
> "niezawisłego" sądu nie znając zupełnie definicji "dóbr osobistych".
> Panie Estreicher !
Wyrok jest nieprawomocny. Wniosłem od niego apelację. To całkiem normalna procedura, nie ma co sie oburzać... Co do znajomości definicji dóbr osobistych... hmmm... a czy Pan aby na pewno ją zna? Zresztą nie mówię o wyklepaniu regułki, bo to potrafi zrobić nawet odpowiednio długo trenowany szympans. Nie wiem, co tam się Panu w tej chorej łepetynie roi, ale zagadnienie ochrony dóbr osobistych w dzisiejszym społeczeństwie wcale nie jest tak proste i jasne, jak zdaje się Pan sugerować. Rozumiem jednak Pańskie radykalne stanowisko - taka pewność siebie i buta jest charakterystyczna dla osób, które w istocie mało wiedzą - zbyt mało, by dostrzec złożoność problemu.
>Parę lepszych kawałków :
>"Dobro osobiste nazywane \"dobrym imieniem\", jak już
wskazywałem
>nie zostało wymienione w KC wśród dóbr osobistych. Jendakże wyliczenie
dóbr
>osobistych w art. 23 jest poparte zwrotem \"w szczególności\",
co
>wskazuje wyraĽnie, że wyliczenie to nie jest zamknięte."
>Panie Estreicher - realny kodeks cywilny nie kataloguje dóbr osobistych,
nie
>wiem czy raczył pan to zauważyć, jednak katalog dóbr osobistych nie
pozostaje
>zamknięty.
Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Wracamy do cytowanego tekstu i czytamy go jeszcze raz... Co widzimy? Widzimy nie tylko wyraźnie wskazanie na otwartość kodeksowego wyliczenia, a nawet i na wyraźną przesłankę tej otwartości.
>Kodeks Cywilny w sposób oczywisty mówi, że dobra osobiste są
>rzeczą przyrodzoną człowiekowi, nie może się On ich pozbyć. Ani nikt ich
>naruszać nie może. W kodyfikacji istnieje pewien katalog dóbr osobistych,
w
>którym prawo do ochrony dobrego imienia i reputacji stoi na pierwszym
miejscu
Tak? To proszę wskazać mi ten "pewien katalog", który "istnieje w kodyfikacji"... Czy nie mówimy o omawianym przeze mnie artykule 23 KC?
>Te rzeczy Panie Estreicher nie są tajemnicą, nie są jakimś wymysłem
prawników,
>lecz tyczą się współczesnych społeczeństw - począwszy od ery nowożytnej.
>To nie są jakieś prawdy objawione.
Prawo do mówienia prawdy, do nazwania głupca głupcem jest jeszcze bardziej podstawowym prawem.
>"yższego RP: \"przy ocenie naruszenia czci należy mieć na uwadze nie
>tylko subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ale także
>obiektywną reakcję w opinii społeczeństwa\" [Orzeczenie SN z 16
stycznia
>1976 r., II CR 692/75, OSN 1976/11/251]"
>Mówi Pan wcześniej o precedensach - jurysdykcja Rzeczypospolitej Polskiej
nie
>jest oparta o precedensy, czyli każda sprawa rozpatrywana jest
jednostkowo.
>To nie jest system amerykański, na pana nieszczęście. W Rzeczypospolitej
>Polskiej każdy czyn jest rozpatrywany osobno, i jeżeli Pan przytacza jakiś
>werdyk, jest on tylko i wyłącznie werdyktem w danej konkretnej sprawie.
Sąd
>nie może się opierać na tym wyroku, nawet jeżeli jest to wyrok Sądu
>Najwyższego.
Zgoda, choć gdyby Pan miał jakieś pojęcie o czym pisze - a nie pisał o czym Pan wyczytał w jakichś gazetach albo co się Panu przyśniło, wiedziałby Pan, że interpretacja przepisów dokonywana przez sąd najwyższy często ma wpływ na stosowanie prawa przez sądy. Ma to na celu utrzymanie spójności orzecznictwa RP. Nie wyklucza to oczywiście możliwości odmiennego zinterpretowania przepisu, ani nawet wydania odmiennego rozstrzygnięcia przez SN. Jeszcze inną sprawą jest to, że nie wiem dokładnie w jakim toku zostało wydane cytowane orzeczenie - w pewnych sytuacjach orzeczenia SN mają bowiem moc wpływania na dalsze stosowanie prawa (np. wiążą SN w podobnych sprawach). Zresztą nie wiem, czy jest sens tłumaczenia tego akurat Panu...
Właściwie - jeśli ma Pan coś do powiedzenia w tej sprawie, myślę, że sąd jest właściwszym miejscem... Nie będę z Panem dalej dyskutował, gdyż nie widzę w tym większego sensu. Nie dość, że wyrywa Pan moje wypowiedzi z kontekstu, to jeszcze nie zadaje sobie trudu ich zrozumienia... Mam wrażenie, że mój pies jest bardziej rozumny niż Pan (przepraszam Cię, Gustawie, za to porównanie). Pan zaś, panie Woody, niech czuje się szczęśliwy wświecie swoich lęków, paranoi i dziwnych przekonań... Acha, może chce Pan telefon do dobrego lekarza?
Elkore Salutas
Luke Woody
Pozdrawiam,
M.Estreicher
Received on Wed 07 Jun 2006 - 13:41:30 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET