Dziwne to i smutne zarazem.
Pan Estreicher uważa się za osobę posiadającą niezgłębione zasoby wiedzy, za
jedynego sprawiedliwego, za jedynego, który wie co dobre. Podważa wyrok
"niezawisłego" sądu nie znając zupełnie definicji "dóbr osobistych".
Panie Estreicher !
Radzę aby najpierw Pan sobie poczytał o ochronie dóbr osobistych, w szczególności których wchodzi w zakres dobre imie i reputacja, a potem sadził dyrdymały przed sądem.
Parę lepszych kawałków :
"Dobro osobiste nazywane \"dobrym imieniem\", jak już wskazywałem
nie zostało wymienione w KC wśród dóbr osobistych. Jendakże wyliczenie dóbr
osobistych w art. 23 jest poparte zwrotem \"w szczególności\", co
wskazuje wyraĽnie, że wyliczenie to nie jest zamknięte."
Panie Estreicher - realny kodeks cywilny nie kataloguje dóbr osobistych, nie
wiem czy raczył pan to zauważyć, jednak katalog dóbr osobistych nie pozostaje
zamknięty. Kodeks Cywilny w sposób oczywisty mówi, że dobra osobiste są
rzeczą przyrodzoną człowiekowi, nie może się On ich pozbyć. Ani nikt ich
naruszać nie może. W kodyfikacji istnieje pewien katalog dóbr osobistych, w
którym prawo do ochrony dobrego imienia i reputacji stoi na pierwszym miejscu
- to właśnie dlatego osoby oskarżone korzystaja z anonimowości ( te paski na
ich oczach czy też piksele to jest właśnie ochrona ich dobrego imienia), to
właśnie dlatego chroni się wizerunki osób podejrzanych o czyny przestępne -
gdyż zgodnie z zasadą dopóki osoba nie zostanie skazana prawomocnym wyrokiem
pozostaje niewinna i jej dobra osobiste ( w tym dobre imię i reputacja)
pozostają chronione.
Te rzeczy Panie Estreicher nie są tajemnicą, nie są jakimś wymysłem prawników,
lecz tyczą się współczesnych społeczeństw - począwszy od ery nowożytnej.
To nie są jakieś prawdy objawione.
"yższego RP: \"przy ocenie naruszenia czci należy mieć na uwadze nie
tylko subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ale także
obiektywną reakcję w opinii społeczeństwa\" [Orzeczenie SN z 16 stycznia
1976 r., II CR 692/75, OSN 1976/11/251]"
Mówi Pan wcześniej o precedensach - jurysdykcja Rzeczypospolitej Polskiej nie
jest oparta o precedensy, czyli każda sprawa rozpatrywana jest jednostkowo.
To nie jest system amerykański, na pana nieszczęście. W Rzeczypospolitej
Polskiej każdy czyn jest rozpatrywany osobno, i jeżeli Pan przytacza jakiś
werdyk, jest on tylko i wyłącznie werdyktem w danej konkretnej sprawie. Sąd
nie może się opierać na tym wyroku, nawet jeżeli jest to wyrok Sądu
Najwyższego.
Dalej, sąd nie może zakładać , że ktoś ma złą opinie i na tej podstawie
osądzać, jesteśmy wobec prawa równi - o czym mówi konstytucja. Konstytucja
nie dzieli obywateli na równych i równiejszych, a sąd ma przestrzegać przede
wszystkim konstytucji. Nikt nie może nikomu odbierać dóbr osobistych ( w tym
dobrego imienia i reputacji) o tym właśnie stanowi konstytucja. Tak Panie
Estreicher, nie stoi Pan ponad konstytucją ani ponad innymi - czy to się Panu
podoba czy też nie.
"Ad. (9E). Sąd odmówił ograniczenia ochrony dóbr osobistych na rzecz ochrony
wolności słowa, co jest powszechnie przyjętą
normą w przypadku skarg osób publicznych. Podstawą rozstrzygnięcia sądu w tej
kwestii była odmowa uznania Pana Luka Wood\'yego za osobę publiczną. Nie
muszę dodawać, że odmowa znów nastąpiła na podstawie wewnętrznego przekonania
sędziego, bez powoływania jakichkolwiek przepisów prawnych (jedyne powołane
normy - orzeczenie PCz - potwierdzały akurat moje
s"
Sąd miła rację nie jestem osobą publiczną, a nawet gdybym był to nikt nie ma
prawa osądzać mnie od czci i wiary tylko na podstawie własnych poglądów - tym
samym naruszając moje dobra osobiste. I nie jest to cenzura - tylko dobre
wychowanie.
"dnosząc się do drugiego powodu: otóż Sąd nie wziął w ogóle pod uwagę
sygnalizowanego przeze mnie charakteru działalności Pana Woody\'ego na LDKD.
O ile słusznie bowiem sąd zauważył, że używają listy niemal wszyscy aktywni
mieszkańcy Królestwa, to nie zechciał już dostrzec, że używają oni Listy w
sposób różny. Pan Woody regularnie, planowo i konsekwentnie atakując podstawy
prawne funkcjonowania, Królestwa, ustrój, władze jako całość, przedstawicieli
władz, poszczególne rozwiązania systemowe - prowadzi w gruncie rzeczy
regularną działalność polityczną. To, że formalnie nie jest członkiem żadnej
partii w niczym nie zmienia faktu, że jego działalność to de facto
działalność polityczna, istnieją przecież bezpartyjni politycy. A politycy są
osobami publicznymi. Status osoby publicznej nie jest zresztą trwały - nie
twierdzę, że Pan Woody jest osobą publiczną ze względu na jakąś swoją
właściwość. Uważam natomiast, że momencie sporu, który leży u podstaw tego
procesu Luke Woody, zaa!
gnażowany w polityczną i publiczną debatę - powinien być uznany i traktowany
jak osoba publiczna. "
No chyba Pan zleksza demonizuje moją osobę. Jeżeli uważa Pan, że to co Pan napisał jest prawdą powinienem być osądzony i skazany, jeżeli tak się nie stało NIE MA PAN PRAWA W TEN SPOSÓB MÓWIĆ, w dalszym ciągu narusza pan moje dobre imię, ponadto ogranicza Pan prawo do krytyki działań władzy - ograniczając tym samym podstawowe prawa obywatela demokratycznego społeczeństwa - to nie jest jakaś hipokryzja przypadkiem ??
"Odnosząc się do stwierdzenia, że koniecznym warunkiem do stania się osobą publiczną jest bycie zatrudnionym w administracji. Nigdy nie sądziłem, że lenistwo i niechęć do konstruktywnej pracy może stać się tarczą obronną."
Więc kiedy stajemy się osobami publicznymi ?? To chyba cywilizowane społeczeństwa już określiły. Jak dotąd nie działam w żadnej partii, organizacji itp. moje wypowiedzi są wyłącznie moimi wypowiedziami i pozostają w sferze prywatnej krytyki władzy.
"Obok obrazy prawa materialnego, którą wykazywałem w poprzednich punktach, w procesie prowadzącym do wydania skarżonego orzeczenia została naruszona również procedura. Otóż zgodnie z uznaną w prawie zasadą favor defensionis - ostatni głos przed zamknięciem przewodu sądowego należeć powinien do oskarżanego/pozywanego. Tymczasem Sąd dopuścił jako ostatnią wypowiedĽ powoda, do którego w efekcie należało pierwsze i ostatnie słowo w procesie. Naruszenie to miało moim zdaniem wpływ na końcową ocenę materiału procesowego"
Podważa pan niezawisłość sądu ? A gdzie Pan był jak prezes sądu ad hoc stanowił sobie prawo ?
Rekapitulując, ponieważ nie jestem stroną w procesie postanowiłem sobie tutaj wykazać subiektywność ( delikatnie rzecz ujmując) oceny prawa dokonej przez pana M. Estreichrea, który uzurpuje sobie prawo do wszech wiedzy i jedynie słusznej racji. Pan Estreicher narusza dobra osobiste innej osoby i twierdzi, że nic się niestało, ponieważ to on tak powiedział. Pomijając prawniecze definicje, taką normalną i ludzką definicją naruszenia dóbr osobistych jest zasada, jżeli coś mnie obraża, jest w moim przeświadczeniu naruszeniem moich dóbr osobistych, oceną sądu zaś jest w jakim stopniu te dobra zostały naruszone i w sposób sprawiedliwy osądzenie sprawcy, a moje dobra osobiste - niezależnie od sytuacji pozstają pod ochroną prawa (nawet tak marnego jak Królestwa Dreamlandu).
Elkore Salutas
Luke Woody Received on Wed 07 Jun 2006 - 13:01:12 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET