Felieton MZS Księtwa Sarmacji

From: Krzysztof Bojar <Yasioob_usunto_at_op.pl>
Date: Tue, 06 Jun 2006 12:50:34 +0200


Witam!
Przekazuję ten felieton sporządzony przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Księtwa Sarmacji w odpowiedzi na dyskusje przedwyborcze dotyczące kierunków polityki zagranicznej KS i nastawienia wobec Królestwa Scholandii:

"Odwieczny wróg. Winny zbrodni na Narodzie Sarmackim. Winny wszystkiemu, co w naszych stosunkach było, jest i będzie złe. Po prostu: zło wcielone, czyli wirtualne państwo o nazwie Scholandia.

Odwieczny nieprzyjaciel. Co by nie mówiły władze, to Sarmacki Naród "z mlekiem matki" wyssał wrogość do Scholandii. Po prostu: zło wcielone, czyli wirtualne państwo o nazwie Sarmacja.

Królestwo Scholandii żyje swoim wirtualnym, bardzo zresztą bogatym życiem, na co dzień niespecjalnie przejmując się Sarmacją. Księstwo Sarmacji żyje jakby na odległym kontynencie i łączność ze Scholandią ma nikłą. Też żyje swoim wirtualnym, równie bogatym życiem, na co dzień nie interesując się wydarzeniami u scholandzkich sąsiadów. Czemu więc od czasu do czasu na listach dyskusyjnych obu v-państw, w tamtejszych mediach, zaostrza się ton wypowiedzi, pojawiają się jakieś nowe rewelacje, godzące w drugą stronę?

Bo tak naprawdę nie ma realnych powodów do kłótni. A jeśli są, wynikają z uprzedzeń, a nie z istotnych powodów. Pamiętać należy, że zarówno jedna, jak i druga strona, to realnie mieszkańcy, często tych samych miast, władający tym samym realnym językiem, ten sam Naród, posiadający jedną historię. Nie możemy pozwalać sobie na porównywanie całkowicie wirtualnych sporów do wielkich narodowych tragedii.

Przyjrzyjmy się stronie sarmackiej. Można odnieść wrażenie, że antyscholandzkość wynika z jakiejś (naturalnej może?) potrzeby znalezienia sobie wroga. I - dodajmy - powinien być to wróg znaczący, bo po co krytykować na przykład Leblandię, skoro tej Leblandii tak naprawdę nie ma? Los sprawił, że "padło" na Scholandię. Losowi pomogło kilka osób z obu stron... i mamy wroga! Temu wrogowi można przypisać bardzo wiele. Można przypisać wydarzenia z pisanej przez siebie, "przedinternetowej" historii. Czemu nie? Można tworzyć rozmaite opowieści wskazujące na "odwieczną wrogość" Scholandii wobec Sarmacji. Pytanie podstawowe brzmi: czy to ma sens? Odpowiemy: jeśli ma, to bardzo ograniczony. Nie potrzeba nam bowiem rzeczywistych sporów Sarmacji z kimkolwiek. Jeśli wymyślamy wirtualną historię, można ją wymyśleć "do końca", czyli stworzyć zupełnie wirtualnych wrogów. Po co nam bowiem rzeczywiści wrogowie? Po co? Dla przyjemności ich posiadania? Podobnie moglibyśmy napisać stronie scholandzkiej, strasznie przejmującej się  doniesieniami o niektórych wypowiedziach na sarmackiej liście dyskusyjnej. I wymyślających dramatyczne historie o "wrodzonej" sarmackiej antyscholandzkości.

Możemy i powinniśmy współpracować, dzieląc się tym, czym możemy się dzielić: doświadczeniem. Bo niczego innego do dania nie mamy, ani też niczego innego nie dostaniemy ani nie potrzebujemy.

Czy to oznacza, że nie będzie żadnych sporów i gdy zostawimy słowne utarczki wszystko rozwinie się znakomicie? Ależ nie! Doskonałym przykładem jest sprawa wspólnej mapy polskich mikronacji, gdy z niejasnych powodów - głównie prestiżowych - strona scholandzka sprzeciwiła się "przemalowaniu" Wandystanu w barwy sarmackie. I teraz Scholandia dziwi się i oburza, że Sarmacja z traktatu o mapie wystąpiła! Niestety - takie spory są nieuniknione. Ale można je zminimalizować, dla wspólnego dobra. Może spróbujemy?

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Księstwa Sarmacji
(-) Piotr diuk Kościński, dyrektor departamentu politycznego
(-) Robert Janusz markiz Czekański, minister spraw zagranicznych"

Pozdrawiam,
Krzysztof bnt. Bojar Received on Tue 06 Jun 2006 - 03:55:35 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET