Przewodniczący: Prezes SK dr jur. net. Edward książę Krieg;
po rozpoznaniu w dniach 22 kwietnia 9 maja 2006 roku; na rozprawie;
sprawy: SK 2006/14/I;
z powództwa: Luke'a Woody'ego;
przeciwko: Marcusowi Estreicherowi;
o: publiczne przeprosiny i zadośćuczynienie finansowe;
orzeka, co następuje:
I. Pozwany dopuścił się naruszenia dobrego imienia powoda poprzez publiczną insynuację, jakoby powód posiadał defekt intelektualny.
II. Pozwany skutecznie zadośćuczynił pozwanemu poprzez publiczne przeprosiny.
III. Oddala powództwo w pozostałej części.
IV. Kosztami postępowania obciąża Skarb Królestwa.
UZASADNIENIE
(1)
Pełen zapis przewodu sądowego jest dostępny w Pałacu Sprawiedliwości -
Sali Rozpraw II
(http://dreamland.l.pl/sk/sk/forum.php?page=&cmd=show&id=279).
(2)
Luke Woody pozwem z dnia 22 kwietnia 2006 roku zarzucił Marcusowi
Estreicherowi, że naruszył jego dobra osobiste poprzez publiczne
nazwanie go "debilem" i zażądał publicznych przeprosin oraz
zadośćuczynienia finansowego w wysokości 1 000 000 D (1 miliona
dreamów) na rzecz wybranej przez sąd fundacji wraz z publikacją dowodu
wpłaty.
(3)
Pozwany zajął stanowisko w sprawie w dniu 24 kwietnia 2006 roku, nie
przyznając w nim powództwa. Pozwany podniósł przede wszystkim, że
słowa "debil" użył w znaczeniu nadanym mu przez środowiska medyczne,
nie zdając sobie przy tym sprawy z faktu, że jest to określenie już
zniesione (IX rewizja Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Przyczyn
Zgonów). Gdy pozwany zdał sobie sprawę z błędu, 12 kwietnia 2006 roku
publicznie przeprosił za użycie spornego słowa, co stało się jednakże
w czasie, gdy powód w związku ze zbanowaniem przez moderatora nie
posiadał dostępu do listy. W dalszej części swojego oświadczenia
pozwany podniósł, że w toku tej samej wymiany myśli, w której padło
określenie "debil", powód obrzucił później pozwanego znacznie
cięższymi epitetami. Jeśli chodzi o zarzut wydania nieuprawnionej
diagnozy, zawarty w pozwie, pozwany wskazał, że prawo Królestwa nie
stawia "generalnego zakazu diagnozowania stanu zdrowia jego obywateli"
i nie zastrzega takich kompetencji dla jakichkolwiek obywateli. Zarzut
wydania nieuprawnionej diagnozy jest zatem, zdaniem pozwanego,
niesłuszny. Pozwany stwierdził również, że powód nie posiada dobrego
imienia, które mógłby on szargać, co potwierdza "reputacja" powoda. Na
zakończenie, pozwany odniósł się do wysokości żądanego
zadośćuczynienia finansowego, uznając je za zdecydowanie zbyt wysokie.
(4)
W dniach 24-25 kwietnia 2006 roku strony wymieniły poza przewodem
sądowym, w czasie przeznaczonym na składanie wniosków dowodowych,
szereg oświadczeń, które sąd postanowił częściowo uwzględnić przy
sporządzaniu orzeczenia, jako w istotny sposób precyzujące stanowiska
stron, odnosząc się jednakże li tylko do ich warstwy merytorycznej.
(4.A)
W oświadczeniach z dni 24-25 kwietnia 2006 roku powód stwierdził
przede wszystkim, że nie ma znaczenia czy pozwany użył słowa "debil" w
znaczeniu encyklopedycznym czy innym i "nie raczył przeprosić",
uznając, że przeprosiny złożone podczas jego nieobecności nie mogą być
uznane za "skutecznie doręczone". Odnosząc się zaś do słów, że nie
posiada dobrego imienia, wskazał, że dobra osobiste, w tym dobre imię,
posiada każdy.
(4.B)
W dniach 24-25 kwietnia 2006 roku pozwany podniósł w zakresie, w jakim
powód uważa skierowane doń przeprosiny za nieskutecznie doręczone, że
wszystkie posty wysyłane na listę dyskusyjną są archiwizowane i powód
mógł te przeprosiny w każdym momencie odnaleźć. W jednym z kolejnych
swoich oświadczeń sprecyzował, że zgodnie z prawem Królestwa wszystkie
maile dostarczane na listę dyskusyjną Królestwa uważa się za
skutecznie doręczone, zaś, co jest powszechnie wiadome, powód posiadał
dostęp do listy dyskusyjnej poprzez innego uczestnika listy, który
przekazał tam nawet jedno jego oświadczenie.
(5)
W dniu 27 kwietnia 2006 roku poprzez uzupełnienie wniosku dowodowego
powód udowodnił, że pozwany nazwał go publicznie "debilem" oraz że
powód przyznał się do użycia tego określenia w momencie składania
przeprosin.
(6)
W dniu 25 kwietnia 2006 roku pozwany udowodnił fakt swoich przeprosin
z dnia 12 kwietnia 2006 roku.
(7)
W oświadczeniu końcowym z dnia 3 maja 2006 roku pozwany potwierdził,
że nie uznaje powództwa, potwierdzając, że jego zdaniem powód nie
posiada dóbr osobistych, co miałoby jego zdaniem być faktem
powszechnie wiadomym, wynikającym z jego złej opinii i reputacji.
Wyraził jednocześnie pogląd, iż w sytuacji udzielania się powoda w
debacie publicznej ochrona jego dóbr osobistych winna być relatywnie
mniejsza, zaś sama ochrona dóbr osobistych nie powinna być "tarczą, za
którą chować się będą rozmaici szaleńcy publicznie stawiający
fałszywe, niczym nie poparte zarzuty obywatelom KD i samemu
Królestwu". Wskazał tutaj na inną zasadę, z której korzystał, to jest
zasadę wolności słowa.
(8)
W dniu 9 maja 2006 roku powód złożył oświadczenie końcowe, którego
zasadniczą częścią było omówienie istoty dóbr osobistych. We
wprowadzeniu do tego wykładu powód podkreślił, że, tak jak każdy,
posiada dobra osobiste, jako że te pozostają niezbywalne. Powód
podtrzymał wcześniejsze żądania.
(9)
Mając na uwadze zgromadzony w toku przewodu materiał procesowy oraz
obowiązujące prawo Sąd Królestwa zważył, co następuje:
(9.A)
Przede wszystkim należy odnieść się do istoty zarzutu, a więc nazwania
powoda "debilem". Pozwany twierdzi, iż użył tego słowa wyłącznie w
jego medycznym znaczeniu, co nie może - jego zdaniem - powodować
poprzez jego użycie jakiegokolwiek naruszenia dóbr osobistych powoda.
Słusznie twierdzi jednak powód, że jest to jednak dla sprawy
zasadniczo bez znaczenia. Dla sądu może to być okoliczność w jakiś
sposób wpływająca na kontekst sprawy, jednak niewiele więcej. Z
pewnością nie można zaś stwierdzić, że medyczne znaczenie danego słowa
lub zwrotu wyłącza spowodowanie naruszenia dóbr osobistych jakiejś
osoby. W tym zakresie znacznie bardziej istotne jest tu znaczenie,
jakie temu słowu czy zwrotowi przypisuje społeczeństwo czy konkretna
grupa społeczna, ponieważ to ona właśnie stanowi niemego uczestnika
tego naruszenia. W opinii sądu nie ma najmniejszej wątpliwości, że
słowo "debil" jest bardzo często używane jako złośliwy epitet przez
osoby nie posiadające umiejętności pozwalających postawić trafną
diagnozę, w stosunku do osób najzupełniej zdrowych. To naturalnie
truizmy, ale sąd postanowił uwzględnić je w orzeczeniu, by możliwie
jasno wyłożyć swój wywód. Pozwany twierdzi dalej, że skoro prawo
Królestwa nie posiada "generalnego zakazu diagnozowania stanu zdrowia
obywateli" i nie zastrzega takich kompetencji dla konkretnej grupy
osób, to diagnozy takie może stawiać publicznie każdy. W opinii sądu
to dosyć karkołomna sofistyka. Trudno bowiem uznać za całkowicie
normalne i akceptowalne, że osoby kompletnie nieprzygotowane
merytorycznie do wzięcia na siebie trudnej roli psychologa czy
psychiatry będą diagnozować innych, nawet nie mając możliwości
spotkania ich twarzą w twarz, a co więcej - tylko na podstawie
wysyłanych przez nich maili i publicznie. Oczywiście: generalnego
zakazu stawiania takich diagnoz w Dreamlandzie nie ma. Należy jednak
wziąć pod uwagę obyczaj, zgodnie z którym tego po prostu się nie robi,
a publiczne diagnozy stawiane przez osoby nieupoważnione - tak jak w
przedmiotowej sprawie - mogą zostać uznane za naruszenie cudzych dóbr
osobistych. Odnosząc się dalej do problemu wydania nieuprawnionej
diagnozy, sąd odniesie się jeszcze do stwierdzenia pozwanego, że
nazwanie powoda debilem było "usprawiedliwione okolicznościami". Sąd
nie czuje się na siłach oceniać czy tok dyskusji, w której padło to
określenie, już usprawiedliwiał jego użycie czy też jeszcze nie. Ta
okoliczność, zresztą i tak nieudowodniona, zdaniem sądu nie ma dla
sprawy znaczenia.
(9.B)
Zdaniem pozwanego, co uczynił zresztą głównym argumentem
przemawiającym w jego mniemaniu za odrzuceniem powództwa, powód nie
posiada dobrego imienia, a więc nie ma prawa do tego, aby domagać się
przed sądem zadośćuczynienia za jego naruszenie. Do tej konkluzji
doszedł pozwany w wyniku toku myślowego, w ramach którego uczynił
dobre imię synonimem reputacji. Jest to błąd myślowy, na który
wskazuje i powód. Dobre imię jest bowiem częścią składową dóbr
osobistych, które z zasady są przyrodzone i niezbywalne - a więc ich
nabycie następuje już w chwili narodzin, zaś zbycie jest niemożliwe.
Co ważne, nawet w wyniku wyraźnego oświadczenia woli właściciela dóbr
osobistych, nie może on zbyć dóbr osobistych, przekazać ich
testamentem czy sprzedać. Dobre imię, jako przykład dóbr osobistych,
ma te same właściwości i nie można go ani pozbyć się zgodnie z własną
wolą, ani tym bardziej pośrednio, poprzez swoje działanie czy słowa, w
ramach których jakakolwiek grupa społeczna miałoby dojść do
przekonania, że dobrego imienia taka osoba nie posiada. Owszem, w
języku potocznym mówi się czasem o dobrym imieniu w kontekście
reputacji - i tu generalnie zgoda ze słowami pozwanego. W prawie
znaczenie potoczne, słownikowe stosuje się jednak jedynie wówczas, gdy
brak definicji legalnej - prawu cywilnemu taka definicja nie jest zaś
obca. Na gruncie cywilistycznym dobre imię jest częścią składową dóbr
osobistych, a powód, jak każda inna osoba, ma prawo do domagania się
ochrony tych dóbr. Trudno tutaj więc przyznać pozwanemu rację, że
domniemane zwerbalizowanie przez niego opinii całego społeczeństwa
wyklucza powództwo o zadośćuczynienie. Zresztą nawet gdyby sąd
przychylił się do argumentacji pozwanego, to w jaki sposób miałby
oceniać czy powód stracił już całą reputację czy może jeszcze nie
całkiem? Sąd stoi na stanowisku, że nie ma prawa dokonywać tego
rodzaju ocen.
(9.C)
Pozwany podniósł również, iż jeśli doszło do jakiegoś naruszenia, to
naruszono zasady dobrego wychowania, nie zaś zasady prawa, a więc -
jak należy rozumieć jego oświadczenie - nie jest to materia ochrony
sądowej. Myśl ta wskazuje znów na pewne niezrozumienie samej istoty
dóbr osobistych, a szczególnie instytucji ochrony dobrego imienia,
zatem sąd odniesie się do niej nieco bardziej szczegółowo. Otóż gdyby
pozwany nazwał powoda "debilem" nie publicznie, podczas prywatnej
wymiany korespondencji czy rozmowy poprzez internetowy komunikator,
rzeczywiście nie miałaby tu większego zastosowania sądowa ochrona
dóbr. Pozwany uczynił to jednak publicznie, na liście dyskusyjnej, o
której sam twierdzi, że domniemuje się, iż maile na nią wysłane uważa
się za doręczone wszystkim obywatelom Dreamlandu. Powód miał zatem
prawo nie tylko czuć się urażonym, ale także uznać, że naruszone
zostało jego dobre imię - wszyscy uczestnicy listy mieli możliwość
przeczytać słowa sugerujące, iż posiada deficyt intelektualny. W tym
wypadku nie jest to już towarzyskie faux-pas, ale naruszenie dobrego
imienia, które, jak wykazał wcześniej sąd, powód posiada. Pozwany
błędnie rozumuje zatem, że naruszył jedynie savoir-vivre: naruszenie
zasady prawa nastąpiło tu w momencie, w którym użyte przez pozwanego
słowo naruszyło cywilistyczną zasadę ochrony dóbr osobistych i
poniżyło powoda w oczach innych ludzi.
(9.D)
Sąd zmuszony jest odnieść się szerzej do sprawy przeprosin
wygłoszonych przez pozwanego 12 kwietnia 2006 roku. Powód twierdzi, że
są to przeprosiny nieważne z dwóch różnych powodów. Po pierwsze, powód
- a więc adresat przeprosin - był wówczas zbanowany, o czym pozwany
doskonale wiedział, więc te nie mogły dotrzeć pod właściwy adres.
Powód nazywa ten stan "nieskutecznym doręczeniem". Po drugie, pozwany
napisał "Za użycie słowa <<debil>> wobec Pana Woody'ego -
przepraszam". Powód żądałby natomiast, aby przeprosiny te nie były
składane w formie bezosobowej; właściwą formą według powoda powinno
być "przepraszam go". Do pierwszego powodu nieważności przeprosin
pozwanego - a więc nieskutecznego doręczenia - bardzo celnie odniósł
się pozwany. Jego zdaniem, przeprosiny te mają moc choćby z tego
powodu, że zgodnie z ustawą federalną o ogłaszaniu aktów urzędowych
listy urzędowe doręczane na listę dyskusyjną są uważane za prawidłowo
doręczone wszystkim obywatelom Królestwa. Zdaniem sądu, interpretacja
taka jest w tym wypadku całkowicie uprawniona. Skoro bowiem listy
urzędowe docierają do wszystkich obywateli, to sąd nie widzi powodu,
na jakiej podstawie dla innego rodzaju korespondencji interpretator
miałby tworzyć osobne domniemanie. Co jednocześnie istotne, wykluczony
Luke Woody miał dostęp do listy dyskusyjnej poprzez znajomych. Czy to
satysfakcjonująca forma zapoznania się z przeprosinami czy nie - nie
jest sprawą sądu. Istotna jest sama ważność przeprosin, którą powód
kwestionuje. Skuteczne doręczenie przeprosin z 12 kwietnia 2006 roku
wspierane jest jeszcze przez jeden argument. Przeprosiny w ramach
zadośćuczynienia za naruszenie dobrego imienia spełniają dwie role:
udzielenia satysfakcji poszkodowanemu, ale także - może przede
wszystkim - wycofania obraźliwych słów w obecności tych, do których te
słowa uprzednio dotarły. Druga rola została przez przedmiotowe
przeprosiny z pewnością wypełniona. Pierwsza, zdaniem sądu, również.
Nie ma zatem, zdaniem sądu, powodu, by twierdzić, że przedmiotowe
przeprosiny zostały nieskutecznie doręczone. Co do brakującego zaimka,
sąd pragnie podkreślić, że uważa argument powoda za dowód
małostkowości i uważa argument za pozbawiony najmniejszych podstaw
merytorycznych. Przekazanie na listę dyskusyjną przeprosin bez
postulowanego przez powoda zaimka nie uczyniło ich niezrozumiałymi i z
nie zaburzyło ich sensu. Sąd jest daleki od uznania, że taka "wada"
może stać się powodem nieważności.
(9.E)
Pozwany w oświadczeniu końcowym odniósł się także do faktu, że powód
zaangażowany jest w publiczną debatę i stąd jego ochrona dóbr
osobistych jest relatywnie mniejsza, co pozwany połączył jednocześnie
z instytucją wolności słowa. Pozwany ma rację o tyle, że Trybunał Praw
Człowieka w Strasburgu (dalej: Trybunał) rzeczywiście twierdzi, iż
osoby publiczne mają mniejsze prawo dochodzenia swoich praw w ramach
sądowej ochrony praw osobistych; powodem praktycznego stosowania przez
Trybunał takiej teorii jest fakt, iż dostrzeżono zagrożenie
zawłaszczenia przez pole praw osobistych przestrzeni prawa do krytyki
i wolności słowa właśnie. Sąd Królestwa stosuje pewnego rodzaju
nadrzędne zasady stosowane w realowym orzecznictwie. Stąd sąd uznał,
że należy szczegółowo rozważyć i ten argument.
Sąd nie przyznaje tutaj jednak racji pozwanemu w zakresie, w jakim twierdzi, że Luke Woody może zostać uznany za osobę publiczną. Gdyby w Dreamlandzie za osoby publiczne uznać wszystkich uczestników listy dyskusyjnej, problem staje się ogromny, ponieważ Dreamland składałby się wówczas w swej aktywnej części z samych osób publicznych. Taka interpretacja jest więc nieprawidłowa, jako że posiadanie przez kogoś tego statusu ma być sytuacją wyjątkową. W opinii sądu, aby zostać uznanym za osobę publiczną, konieczne jest przynajmniej zajmowanie stanowiska w administracji - co w przypadku powoda nie jest warunkiem spełnionym.
(9.F)
Sąd czuje się w obowiązku wspomnieć, że sprawa obrzucenia pozwanego
cięższymi znacznie niż "debil" wyzwiskami w czasie tej samej wymiany
myśli, w której doszło do naruszenia dobrego imienia powoda, pozostało
bez wpływu na treść niniejszego orzeczenia. Pozwany nie udowodnił
bowiem powyższej okoliczności i, jakkolwiek sprawa ta jest sądowi
znana, nie mogła mieć ona wpływu na wyrok.
(9.G)
Sąd zmuszony jest także odnieść się do samego żądania zadośćuczynienia
finansowego. Na wątpliwości co do zasady zadośćuczynienia finansowego
w związku z naruszeniem dobrego imienia Sąd Królestwa wskazywał już
wcześniej, w sprawie SK 12/I/03 (uzas. 9.F). Instytucja
zadośćuczynienia pieniężnego ma bowiem dwojaki cel: ukarania pozwanego
i próbę wynagrodzenia krzywdy poszkodowanemu. Sąd w obecnym składzie
uważa natomiast, że po pierwsze pozwany sam z siebie złożył stosowne
przeprosiny, co jest rzecz jasna okolicznością działającą na jego
korzyść, a po drugie - już choćby także w związku z tymi przeprosinami
- krzywda wyrządzona powodowi nie jest duża. Wielkość krzywdy w takich
wypadkach oczywiście jest trudno mierzalna. Biorąc jednak pod uwagę,
iż powód nie piastuje żadnego stanowiska, w związku z którym
jakiekolwiek tego rodzaju publiczne insynuacje mogą powodować bardzo
wymierne szkody (np. w wypadku funkcjonariusza publicznego), sąd nie
dostrzega takiej doniosłości krzywdy, która mogłaby uzasadnić
zasądzenie zadośćuczynienia finansowego. Sąd postanowił jednocześnie
nie odnosić się szerzej do samej wysokości żądania - a więc 1 miliona
dreamów.
(9.H)
W tej sytuacji sąd uznaje za zasadne stwierdzenie naruszenia dobrego
imienia powoda poprzez publiczną insynuację, jakoby posiadał on defekt
intelektualny - i w tym zakresie w pełni żądanie uwzględnia. Podobnie
uwzględnia żądanie przeprosin, uznając jednocześnie, iż te zostały już
wcześniej złożone - i stwierdzić to w sentencji. W opinii sądu
zadośćuczynienie finansowe jest ze wspomnianych względów powodowi
nienależne - i w tym zakresie sąd powództwo oddala.
(9.I)
Zamykając uzasadnienie sąd pragnie zwrócić uwagę na nieprawidłowe
zachowanie stron podczas procesu, co zmusiło sąd do zasądzenia kwoty
kary porządkowej wobec powoda. Także jednak zachowanie pozwanego
dalece odbiegało od ideału.
Prezes Sądu Królestwa
(-) dr jur. net. Edward książę Krieg
POUCZENIE
Od niniejszego wyroku przysługuje stronom apelacja w terminie 7 dni od
dnia ogłoszenia orzeczenia, którą należy złożyć za pośrednictwem
urzędowego formularza, dostępnego w Pałacu Sprawiedliwości.
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET