Do Luke'a Woody'ego - propozycja ugody

From: Edward Krieg <Krieg_usunto_at_poczta.fm>
Date: Sun, 7 May 2006 23:35:02 +0200

  Witam!

 Jak zapewne wszyscy wiedzą, Luke Woody złożył przeciw mnie pozew o to, że jako moderator listy dyskusyjnej Królestwa nieterminowo przywróciłem go w prawach członka listy. Sprawie nadano sygnaturę SK 2006/13/I; z oczywistych względów rozpatrywać ma ją Korona. Ze względu jednak na to, że nie mogę mieć najmniejszej pewności, kiedy się ona rozpocznie (nie otwarto przewodu sądowego, jak dotychczas), postanowiłem złożyć Luke'owi Woody'emu propozycję ugody. Czynię to publicznie, bo wiem doskonale, jaka byłaby jego reakcja, gdybym napisał doń prywatnie - oskarżono by mnie w najlepszym razie tylko o przekupstwo. Korupcyjne propozycje składane publicznie to żadna korupcja. Niechże więc wszystko będzie transparentne.

 To, co napiszę w niniejszym liście, będzie w gruncie rzeczy tym, co zamierzałem napisać w pierwszym swoim oświadczeniu przed sądem, jako strony.

 A więc przede wszystkim: tej sprawy w zasadzie mogłoby w ogóle nie być. Jeszcze jakiś czas temu zastanawiałem się czy dopuszczać uznawanie powództw cywilnych przeciwko funkcjonariuszom administracji w związku z wykonywaniem powierzonych im obowiązków. Miałem wątpliwości, ponieważ moim zdaniem ten tryb procedowania nie może stać się prostszym "w obsłudze" substytutem skarg administracyjnych. Doszedłem jednak do wniosku, że pozywanie urzędników w związku z wykonywanymi przez nich obowiązkami jest instytucją potrzebną. Raz: z zasady za błędną decyzję winna płacić personalnie właśnie ta osoba, która ją wydała - nie zaś choćby Skarb Królestwa. Dwa: perspektywa większej odpowiedzialności urzędników, za to co robią jest jednak bardzo kusząca. Przyjmując pozew dopuściłem zatem ten precedens.

 Przed sądem zamierzałem w części przyznać powództwo. Rzeczywiście, popełniłem błąd. Nałożony 12 kwietnia br. ban winien zakończyć się w dniu 20 kwietnia - a więc tego dnia zbanowana osoba winna uzyskać dostęp do listy dyskusyjnej przynajmniej w takim zakresie, w jakim miała ona go przed wykonaniem decyzji. Tymczasem ban, owszem, został przeze mnie terminowo zdjęty, natomiast powód nie uzyskał dostępu do listy dyskusyjnej. Stało się tak dlatego, że pewien byłem, iż po zdjęciu statusu banned Luke Woody wróci na listę subskrybentów. Prawie na pewno Yahoo! działało w ten sposób kiedyś, a ja - nieświadomy zmian w tym zakresie - nie sprawdziłem, co się z odbanowanym użytkownikiem teraz stało. Okazało się, że został całkowicie usunięty z listy. Przeprosiłem już za to i tłumaczyłem się z tego; nie ma chyba sensu ciągnąć wątku dalej. Tutaj więc przyznaję powództwo w zakresie, w jakim Luke Woody podnosi, że został zbyt późno przywrócony w prawach uczestnika listy - zamiast 20. stało się to 21 kwietnia.  Nie zgadzam się natomiast z tym, że odbanowanie powinno nastąpić już 19 kwietnia. Zgodnie z art. 7 ust. 2 ustawy federalnej o postępowaniu administracyjnym (http://dreamland.l.pl/sk/sk/articles.php?id=92) bieg terminów wyznaczonych w dniach liczy się bowiem od dnia następującego po dniu, w którym wystąpiło zdarzenie powodujące rozpoczęcie biegu terminu. Bieg siedmiodniowego terminu rozpoczął się więc od dnia 13 kwietnia i kończył się 20 kwietnia. Pewnie w ogóle bym tego nie tłumaczył - jeden a dwa dni to w zasadzie żadna różnica, istotny jest sam mój błąd jako moderatora. Ponieważ jednak ten jeden dzień urasta do rangi problemu, odnoszę się i do tego.

 Wina moja jest ewidentna, natomiast jednocześnie nieumyślna. Jeśli ktoś ma wątpliwości - nie wszyscy muszą mnie hurtem uważać za honorowego i praworządnego człowieka - to zwracam uwagę, że po pierwsze zdjąłem ban Luke'owi Woody'emu dokładnie w dniu, w którym powinienem to zrobić (nie wiedząc, że skutek będzie inny od zamierzonego), zaś natychmiast gdy tylko dowiedziałem się, że nie ma dostępu do listy potwierdziłem jego wniosek o subskrypcję (21.04). Po wszystkim publicznie przeprosiłem i złożyłem dymisję, której do dziś ani nie przyjęto, ani nie odrzucono (w Pałacu Ekhorn nalegałem, by nie brać pod uwagę tej drugiej ewentualności).

 Co do samych żądań: pierwsze (natychmiastowe przywrócenie w prawach uczestnika listy dyskusyjnej) zostało już spełnione. Do drugiego (publicznych przeprosin) odniosę się za moment. Trzecie natomiast (100 000 D na konto wybranej fundacji) odrzucam. Luke Woody nie udowodnił - prawda, nie miał ku temu dobrej okazji, skoro nie otwarto przewodu sądowego - że ta jednodniowa nadprogramowa absencja na liście dyskusyjnej naraziła na jakieś straty jego samego albo choćby ugodziła w szeroko pojęty interes publiczny. Żądanie w tej sytuacji stu tysięcy dreamów uważam za nieuzasadnione. Wina moja była zresztą, jak mówiłem, nieumyślna, wykazałem także tzw. "dobrą wolę" - choć w tym wypadku wolę mówić tylko o naprawieniu własnego błędu, co było przecież po prostu moim obowiązkiem.
 Rozmiar strat poniesionych przez Luke'a Woody'ego zmniejsza jednocześnie i fakt, że - jak wynikało z lektury listy dyskusyjnej - miał do listy dostęp poprzez osoby trzecie. Ten jeden nadprogramowy dzień nie był zatem w moim pojęciu jakoś szczególnie dotkliwy. Choć, jak mówiłem, może Luke Woody przypadkiem dysponuje jakimiś sensownymi argumentami obalającymi moją nieco bezczelną tezę - co dosyć oczywiste, nie miałem okazji z nim o tym rozmawiać.

 Sąd będzie musiał zresztą wziąć pod uwagę także i precedensowość sprawy. Nie jest wcale takie oczywiste czy powinno się orzekać kary finansowe w sprawach z powództw cywilnych przeciw urzędnikom o błędne decyzje przez nich podjęte w ramach ich obowiązków. Jak wspominałem: to jest po trosze pytanie o sam dreamlandzki system prawny. Tego rodzaju pozwy nie mogą zastąpić z pewnością skarg administracyjnych i nie mogą służyć omijaniu przewidzianej prawem drogi administracyjnej. Ale to pytanie pozostaje w kompetencji Korony, której ewentualny wyrok w tej sprawie będzie precedensem - i sądy będą do takiego precedensu się stosować.

 Co do przeprosin, a więc drugiego z żądań: przeprosiłem już raz, 21 kwietnia. Mogę przeprosić jeszcze raz, jeśli Luke Woody uważa to za zasadne. Nie uciekam od odpowiedzialności za swój błąd. Popełniłem go i przyznaję się do niego, tak jak przyznałem to już kilka tygodni temu.

 Te moje przydługie dywagacje służyły oczywiście do podania warunków ugody, choć te chyba po lekturze listu powinny być w tym momencie już jasne:

 Na odpowiedź czekam również publicznie.  

 Z poważaniem
 książę Edward Krieg



Zamiast ubrania... >>> http://link.interia.pl/f1935 Received on Sun 07 May 2006 - 14:41:08 CEST

This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:10:00 CET