Witam.
>Pewnie i tak nikogo nie ruszy ten post, bo w zasadzie wiele nie robiłam i
>nie było żadnych afer kręcących się wokół mnie...
Jak Pani widzi, jednak rusza sporo osób. Mnie też. Z tej okazji nawet daruję sobie dalszą polemikę z przedstawicielem pewnej buszmeńskiej republiki ;)...
A tak naprawdę i poważnie - nawet mnie może być czasem przykro: teraz jest. Nie tylko tego, że Pani odchodzi (to nawet nie jest najgorsze, trzeba walczyć z tym przeklętym nałogiem na D...), ale z powodu tego, co dał Pani Dreamland w zamian za ciężką naprawdę pracę - żalu, zniechęcenia...
>Długo się nad tym zastanawiałam i w końcu postanowiłam opuścić Dreamland, w
>którym spędziłam rok mojego życia.
>Są dwa powody mojego odejścia.
>
>1. Chyba nie radziłam sobie ze wszystkimi moimi stanowiskami, co źle
>wpływało na ludzi, z którymi pracowałam.
Spójrzmy prawdzie w oczy: obecnie w Dreamlandzie nikt (lub prawie niklt sobie z tym nie radzi). Niektórych to nie rusza, ale Ci co mają sumienie i choćby odrobinę przyzwoitości - znajdują się w takim stanie jak Pani. Dopóki nie zostaną przeprowadzone reformy dostosowujące kształt Królestwa (zwłaczsza jego administracji) do jego faktycznych możliwości - takie sytuacje będą mieć miejsce, tzn. ludzie kierowani poczuciem troski i odpowiedzialności będą brać na siebie kolejne funkcje, a później będą upadać pod ich ciężarem.
>2. Dreamland przestał być głównie zabawą. Stał się obowiązkiem a nie na tym
>chyba polega v-państwo.
Nasze niestety na tym polega - każdy kto się wczuje w zabawę, troszczy się Dreamland i stara się dac z siebie wszystko. Obowiązków przybywa, a wciąż dostrzega się, że właściwie coś jeszcze trzeba by było zrobić... A to wciąż jest za mało. Niektórzy mówią: w takim razie nie bierz się za wszystko, znajdź sobie coś, co ci się podoba i tym tylko się zajmij. Tylko że trudno uprawiać swój mały ogródek patrząc obojętnie, jak wszystko wokół się rozkłada... Rozumiem, że nie wszyscy to potrafią, szczególnie nie osoby wrażliwe...
>Pozdrawiam i życzę, aby Dreamland zmienił się na lepsze, żeby cieszył, a nie
>tylko smucił. By ludzie chcieli do niego wracać, by z uśmiechem na twarzy
>wykonywali swoją pracę, a nie zmuszali się, by coś zrobić na siłę i bez
>żadnej uciechy. Tego Państwu życzę.
Myślę, że jest przynajmniej kilka osób przymierzających właśnie sukienki i skrzydełka wróżek, które spróbują spełnić te życzenia :) Mam nadzieję, że nie okaże się Pani wyjątkiem i prędzej czy później wróci do naszej - mam nadzieję już wtedy odmienionej - wirtualnej ojczyzny. I mam nadzieję, że przekona się pani wtedy, że było warto wrócić... (a wszystkich wesołków informuję: wiem, czyją matką jest nadzieja).
>Matylda de Marcius
>
>PS. Wysyłam wiadomość tylko na tę listę, aby do wszystkich dotarło, że
>odszedł mało znany mieszkaniec Krainy snów=).
To ja dodam coś od siebie: przed paroma dniami odszedł od nas Pan Macsto Willibald, niezwykle sympatyczny, pomysłowy, moim zdaniem dobrze zapowiadający się mieszkaniec Kasany - w prywatnej rozmowie podajał mi prawie identyczne powody swojej decyzji. Ciekaw jestem ile jeszcze wartościowych osób odchodzi od nas każdego dnia (mając jednak w sobie tyle skromności, że nie ważą się pisać o tym na ldkd - nie piję tu do Pani Matyldy, a do ludzi robiących ze swoich odejść demonstracje). Jeśli niektórzy jeszcze łudzą się, że unikniemy reform w najbliższej przyszłości, to gratuluję im odporności pscyhicznej...
Pozdrawiam,
Marcus baron Estreicher
Received on Sun 09 Apr 2006 - 08:18:40 CEST
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:59 CET