No i bardzo dobrze. Obserwujmy, wyciągajmy wnioski i cieszmy się. Jesteśmy bowiem świadkami samooczyszczania Królestwa Dreamlandu. Organizm naszego Państwa usuwa właśnie z siebie elementy chore, zużyte, stanowiące potencjalne zagrożenie dla jego dalszej egzystencji... Ostatnie wydarzenia, publikacje GW i polemika na LDKD to katalizator, który uruchomił ten pożyteczny w gruncie rzeczy proces.
Choć bycie świadkiem upadku tylu osób może być przygnębiające, gdy zdamy sobie sprawę z prawdziwych przyczyn i konsekwencji "odejść", zauważymy pozytywne aspekty tego zjawiska. Nie tracimy bowiem obywateli przywiązanych do Królestwa, lojalnych i oddanych Dreamlandowi. Tracimy jednostki zakochane bez pamięci w sobie, Dreamland traktujące jako lustereczko, w którym szukały odbicia swojej pięknej osoby - kiedy na odbiciu pojawiły się cienie, gdy lustereczko nie oświadczyło: "tak, jesteście najcudowniejsi, idealni po prostu", osoby te postanowiły po prostu je rozbić. Powierzenie komuś funkcji publicznych, bardzo odpowiedzialnych i zaszczytnych jest oznaką zaufania społeczeństwa - osoby te zdecydowały się podeptać to zaufanie. Zrezygnowanie z dnia na dzień "ze wszystkich publicznych funkcji" bez wyraźnych i rozumnych powodów naraża Królestwo na szwank, świadczy o braku troski o dobro Królestwa, wręcz o jego lekceważeniu. Czy będę płakał po takich ludziach? Raczej nie. Ich dalsze funkcjonowanie tutaj i tak nie miałoby sensu.
Co jest przyczyną tych odejść? Słaba psychika, przewrażliwienie, wyolbrzymiona miłość własna, brak odporności na jakąkolwiek krytykę, skrajny indywidualizm, brak odpowiedzialności, brak przywiązania do społeczności i troski o jej dobro... Osoby te wyświadczają nam przysługę usuwając się już teraz z łona naszego społeczeństwa. Co by było, gdyby Kaworu zdążył zostać premierem, czy zachowywałby się równie poważnie i odpowiedzialnie? Może poszedłby w ślady namiestnika wydającego dekrety dla żartu (który też właśnie nas opuszcza, niestety chyba trochę poniewczasie)?
Razi też perfidia zachowania odchodzących, rzucających bezpodstawne oskarżenia w kierunku Dreamlandu, tworzących niekorzystną dla Królestwa atmosferę rozpadu, upadku, zepsucia. Nie wiem, czemu to ma służyć - może wybieleniu własnej osoby, odsunięciu przedstawionych wyżej zarzutów? Otóż Dreamland jest wspaniałym miejscem, to z Wami jest coś nie tak, panowie dezerterzy... Jeśli już musicie odchodzić, zróbcie to po ludzku...
Sytuacja jest może nieprzyjemna, bolesna - ale myślę, że wiele terapii tak właśnie wygląda. Dlatego nie mówiłbym o kryzysie, nie panikował i nie organizował żadnych łańcuszków. Bez względu ile jeszcze osób będzie musiało odejść - zostaną jednostki, dla których Dreamland jest naprawdę ważny. A Ci, którzy przechodzą tylko chwilowy kryzys (wiem, że ktoś o tym napisze polemizując z moim mailem) - wrócą, wrócą silniejsi, bardziej doświadczeni i świadomi.
Nie twierdzę, że Dreamland nie potrzebuje reform i zmian. Potrzebuje. Nie unikniemy sytuacji, w której będziemy musieli, być może radykalnie, zreformować nasze Królestwo. Ale pracować nad tym będą Ci, którym naprawdę zależy na Dreamlandzie. Ludzie lojalni i wierni Królestwu, świadomi i dojrzali do rozsądnych działań.
Z poważaniem,
Marcus baron Estreicher
Received on Sat 04 Mar 2006 - 06:00:02 CET
This archive was generated by hypermail 2.4.0 : Fri 10 Jan 2020 - 23:09:59 CET